Zaloguj się   Nie masz konta? Zarejestruj się!
Prześlij wiersz lub opowiadanie
wyłącz reklamy

krystek1616
Strzegom, dolnośląskie
Dzienniki. Część pierwsza.
krystek1616
przysłano: 16 marca 2010, 18:54
opublikowano: 19 marca 2010, 16:44

9.01.2010 r.

 

                 Noc. Siedzę i myślę. Minuta za minutą, godzina za godziną. I nic. Pustka. Zero wniosków. Zero nadziei na lepsze, nieznane jutro. Żadnych planów na chorobliwie duży nadmiar czasu. Żadnych ripost na trujące słowa otoczenia. Ani jednego spełnionego marzenia. Bilans wypada źle- brak zysków, mnogość strat. 
                
Wiem, jak ta historia mogłaby się skończyć. Grzeczna, inteligentna pasztetowata kujonka podcina sobie żyły zaszczuta docinkami rówieśników. Dlatego, że była gruba, brzydka, niska i miała tonę pryszczy na twarzy? Nie. Po prostu zdradziła samą siebie. Dała się namówić, żeby obciągnąć przystojnemu i gardzącemu nią kolesiowi i zostać jego dziewczyną. Nie wiedziała tylko, że w krzakach czaił się sie drugi z komórką z wbudowaną kamerą i nagrał jej starania o spełnienie się miłości jej życia. Drugiego dnia wszyscy w szkole wyśmiewali ją, obejrzawszy uprzednio filmik z jej "występem". Dzień później obciachem było nie mieć tego nagrania w swojej komórce. Nie wytrzymała. Pod ręką były żyletki. Potem historia się powtarza."Biedna nastolatka ofiarą swoich rówieśników"- krzyczą tytuły tandetnych brukowców.
               
Ale tak się nie skończy. Po pierwsze jestem zbytnim tchórzem na taki krok. Po drugie- pociągi zbyt wolne, w domu brak tabletek nasennych i trunków. Po trzecie jestem zbyt wredny i chamski, żeby usunąć się z życia tych, którzy nieustannie mi je zatruwają. Jeszcze wspomnę o kilku bliskich mi osobach, którym, mam nadzieję, nie byłoby obojętne moje odejście. Chyba tylko to jeszcze trzyma mnie przy życiu.

 

30- 31.01.2010 r.

 

                Kolejna parszywa noc. Nic, tylko poszukiwać skutecznego sposobu na skrócenie sobie męki. Szkoda, bo i tak tego nie zrobię. Właśnie odbieram komuś szansę, by mieć po zejściu tylko dobre wspomnienia i uniknąć namnażania się tych nie najmilszych.
               
Nienawidzę oglądać siebie w lustrze. Bo nie ma na co patrzeć. Co ranek dręczy mnie twarz ogromnego nieudacznika i naiwniaka, wytykanego palcami i wyśmiewanego za jego plecami, wciąż spychanego w ciemny kąt jak niechcianą zabawkę. Nawet przykryty modnymi, drogimi ciuchami nie potrafię powiedzieć sobie, patrząc prosto w oczy: "Jesteś wspaniałym, przystojnym, inteligentnym człowiekiem, a ci, którzy tak nie myślą, są bandą niedorozwiniętych kretynów. Zrozum, jesteś jedyny w swoim rodzaju i nikt ci tego nie odbierze.".
               
Taki smutek drzemie w nas, na siłę zepchniętych poza margines "lubianych". Jesteśmy cholernie samotni, bardziej niż Mały Książę. Nikt nie chce nas słuchać, wykręcając się brakiem czasu lub innymi. Boją się nas. Boją się naszych trudnych problemów, koszmarów przeszłości, boją się zostać naszymi psychoterapeutami, słuchać naszych opowieści, a później mocować się z nimi w snach i wolnych chwilach. Co prawda, zdarzają się czasem tacy śmiałkowie, którzy podejmują się tego zadania, ale najczęściej z powodu balastu, jakim zostają obdarzeni, znikają tak szybko, jak się pojawiają. Wiem, o czym mówię, bo w moim życiu przewinęło się już wielu takich. Schemat prosty, a zarazem taki przykry. Nawet nikt nie wie, ile bólu może kryć się pod skórą człowieka.
               Najbardziej boli miłość. Nie taka prosta, spełniona i na wyciągnięcie ręki. Miłość trudna, odległa i kapryśna. Taka, o którą trzeba ciągle walczyć i co gorsza taka, która nie jest akceptowana przez drugą połówkę jabłka. Wiem, jestem w tym momencie ogromnym egoistą, ale nienawidzę ich stanowczych odmów. Zawsze jest im "tak przykro z tego powodu”, ale nic nie mogą zrobić. I wtedy nadchodzi ten moment, gdy proponują mi tę kretyńską, wyświechtaną przyjaźń. One to mają tupet. Wiedzą, że będę na każde zawołanie jak jakiś lokaj w rezydencji u jakichś bogaczy. Najpierw spotykam się z nimi, a później cierpię jeszcze bardziej. Zawsze wydaje mi się, że jeśli choć chwile pobędę z taką, to będzie mi łatwiej. Przy nich rzeczywiście tak jest. Lecz gdy one wracają do swoich światów, życie staje się balastem nie do udźwignięcia. Wszystko wydaje się błahe i niewarte niczyjej uwagi. W takich chwilach ma się ochotę uciec stąd jak najdalej i nigdy nie wrócić. Niestety tak nie można. Do pozostania na miejscu zmuszają człowieka jego codzienne obowiązki. Mają one duży plus- są tak bardzo zajmujące, że zaczyna brakować czasu na rozmyślania.

 

11.02.2010 r.

 

     Wieczór. Smutny i samotny. Jak nigdy.
               
Ale jest nadzieja. Jutro widzę się z nią. Jutro powiem jej, co czuję. Jutro od tej chwili będzie piękne i pełne nadziei...
               
Koleś, oprzytomniej! o czym ty w ogóle myślisz? Jesteś pewien, że od jutra będzie twoja? Zapomnij o tym! Mówiła ci przecież jak podchodzi do związków. Że nie zakochuje się w facetach, bo jej to nie wychodzi.
               
I tak nie tracę nadziei. I tak będę czekał. Może coś się zmieniło. Może stało się coś, co nauczyło ją kochać...
               
Nawet, jeśli, to pewnie i tak jestem już spóźniony. W końcu wokół niej aż się roi od ciekawych, inteligentnych facetów, więc nie zdziwiłbym się wcale, gdybym usłyszał z jej ust: „Przepraszam, ale nic nie mogę na to poradzić. Ktoś cię uprzedził”…
                … i spieprzył twoją najbliższą przyszłość. A to wszystko z wdzięczności za odarcie się z płaszcza intymności, doprowadzenie swojego organizmu do stanu przedzawałowego i nieskończona ilość dni pełnych płaczu i zasmarkanych chusteczek. Niby taki banał, a jak cholernie boli. Taki już mój los.
                Chyba pora już iść spać. W końcu zbyt intensywne myślenie może powodować samobójstwa.

 

23.02.2010 r.

 

                Późne popołudnie. Spoglądam za okno. Tam kurz, brud i smród ulicy. Przede mną piętrzą się bloki z szarych, żelbetonowych płyt misternie poukładanych w czteropiętrowe pudełka do mieszkania. Gdzieniegdzie rosną jeszcze ledwie żywe drzewa i kępki traw obficie nawożone przez okoliczne pieski…
               
Właśnie! Gdyby nie mój pies, nie byłoby nawet przytulić się do kogokolwiek. Nasz milczący, zawsze wierny przyjaciel. Nigdy się nie skarży, nie daje bardzo mądrych rad. Po prostu jest.

 

26.02.2010 r.

 

                Widziałem się z nią. Wczoraj. Było cudownie. Od tej wizyty zmienił się cały mój świat. Wszystko wewnątrz mnie ucichło, zwolniło swój bieg. Serce, nerwy, emocje, uczucia. Ich współdziałanie jeszcze nigdy nie było tak harmonijne.
               
Siedzę, rozmarzony, patrząc za szare okno. Nic więcej mi nie potrzeba. Tylko ja, widok zza szyby, i nadzieja. Mnóstwo nadziei na jutro, pojutrze i każdy następny dzień.


0
fatalny
0
słaby
0
przeciętny
1
niczego sobie
1
wartościowy
2
bardzo dobry
0
wyśmienity
fatalny . . . wyśmienity
Zaloguj się aby głosować.

oli
16 marca 2010, 19:37
Najbardziej uderzyły mnie uczucia z dnia drugiego (szczególnie pierwsze dwa akapity) i czwartego. Znam takie emocje. Ba! Znam takie słowa, kiedyś wypowiadałam te same zdania...
Wychwyciłam w teście kilka potknięć, można by poprawić, ale teraz Ci ich nie wypiszę. Muszę koniecznie wyłączyć laptopa.
Do ''zobaczenia'' przy okazji kolejnego tekstu! :)
krystek1616
krystek1616
16 marca 2010, 21:14
dzięki
mario72
mario72
17 marca 2010, 12:27
Stare przysłowie mówi: "Tylko miłość, śmierć i sraczka, przychodzą z nienacka".
Najważniejsze, że to pierwsze potrafi zmienić w nas tak wiele! :))
anastazja
anastazja
17 marca 2010, 20:20
Też byłam w Twoim wieku, znam takie sytuacje.Właściwie nic szczególnego w tekście nie ma, ale dobrze się czyta. A potem już taki optymizm Twojego życia, aż chciało się dać bdb.Pozdrawiam.
kasandra
18 marca 2010, 0:56
Bardzo życiowe...A ten hurra-optymizm- do następnego zakrętu...Szkoda tylko,że rozczarowania są coraz bardziej bolesne i ciężej się z nich podnieść...Ale w końcu,, ...kogo nie boli-ten nie pisze wierszy..." ( czy szerzej-w ogóle nie tworzy )- ,, ... pisanie wierszy to dla poety uśmierzające tabletki ze słów...". Pozdro ! : ) bratnia duszo.
mario72
mario72
18 marca 2010, 7:14
Ja jeszcze w kwestii formalnej - druga data zapewne powinna być zmieniona na 2010. Chronologia byłaby wtedy zachowana.
Kuba Nowakowski
Kuba Nowakowski
19 marca 2010, 14:40
"I nic. pustka. " - pustka z dużej :)
I ta data, chyba faktycznie do poprawki - jak zmienisz, to puszczam.

Dobrze, że piszesz o takich rzeczach i nawet dość prosty, pozbawiony "pieprzu" sposób, w jaki to zrobiłeś, nie przeszkadza mi. Też się tu jakoś odnalazłem. Pozdrawiam.
krystek1616
krystek1616
19 marca 2010, 15:50
Już poprawiłem. Dziękuję za wszystkie komentarze.
oli
13 kwietnia 2010, 4:24
Ja sobie tak siedzę i czytam. Potem kończę i znów czytam.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
subskrybuj

dodaj do zeszytu