Smutek wart odnotowania (opowiadanie)

Łukasz Sroczyński

cd.

 

Śmierć spowodowana strachem przed zezwierzęceniem

 

Palę papierosy, chociaż wcale tego nie lubię. Najgorzej jest gdy pada, a jesienią często się to zdarza. Wilgoć potęguje wchłanianie smrodu dymu papierosowego, pewnie dlatego u wujka w domu używano gąbki, która zawsze usytuowana była w salonie na stole.

 

Był wrzesień 2012 roku, ojciec nie wydawał się w żaden sposób przybity, był raczej normalny, dzień jak każdy inny. Gdy się obudziłem, on już od kilku godzin był na nogach. Przygotował śniadanie, zaparzył przesłodzoną herbatę dla mnie i przesłodzoną kawę dla siebie, słuchał radia i palił papierosa, palił ich mnóstwo. Był już ubrany i przygotowany do wyjścia. Spojrzał na mnie i powiedział, że idzie zdechnąć. Nie potraktowałem tych słów poważnie, a on to zrobił naprawdę. Jak zwierzę. Wyszedł z domu, poszedł na dworzec, rzucił się pod pociąg. Nie było go więcej. Zostałem z mamą i z babcią. 

 

Jest rok 2017, październik, jestem żałośnie ponury i prawdopodobnie w większym stopniu zgorzkniały. Co dzień wstaję rano i piję przesłodzoną kawę, trzy solidne, czubate łyżki cukru. Niezmiennie czuję obrzydzenie do tego smaku, ale jutro znów ją wypiję. Godzinę później następną, bez cukru, mocną i aromatyczną, pełną goryczy, taką lubię najbardziej, gorącą, aż parzy. Może dlatego najpierw sięgam po przesłodzoną, bo wówczas kolejna wydaje się jeszcze bardziej czarna i gorzka. Człowiek nie świnia, wszystko zje. Człowiek nie zwierzę. Codziennie dwie kawy z rana, jedna przesłodzona, kolejna gorzka, codziennie poparzone gardło. Potem zaczyna się życie.  Do kawy papieros, który nie przynosi ukojenia, drżą mi od nich ręce i śmierdzę coraz bardziej. Trzeba mieć rytuały, aby zyskać trochę stabilizacji, gdy wszystko się wali, ta powtarzalność zachowań pozwala mi przetrwać.

 

Niektórzy wybierają modlitwę na przykład. W Boga wierzę, ale coraz rzadziej się do tego przyznaję. Nie lubię biadolenia, uskarżania się, że On nic nie robi, a przecież wszystko ma podane jak na tacy. A co ma robić? Po co się wtrącać? Gdybym był Bogiem, to też pozostałbym bierny,  sięgałbym każdego dnia po kawę, jedną przesłodzoną, kolejną gorzką i papierosa. Przyglądałbym się tylko, obserwowałbym chaotyczny żywot istot ludzkich i uporządkowany świat zwierząt. Ludzie mieli dość czasu, by zaadoptować się w stworzonym dla nich świecie, a jednak wciąż borykają się z tymi samymi problemami, wciąż są nieporadni i przepełnieni niepewnością.

Nie mam żadnych fizycznych dolegliwości, ale nie czuję się dobrze.

 

Dziś wybrałem się z kolegą do kina, znam go jeszcze ze szkoły średniej. Dobry chłopak, chociaż ostatnio zdradził mi, że coraz częściej dopadają go stany depresyjne i z tej przyczyny musi sięgać po mocne leki, a te go otępiają. Zdaje się to być wyjątkowo bolesna i wyniszczająca sytuacja.  Smutek i zobojętnienie są interesującymi odczuciami, nie mają materialnego odzwierciedlenia, być może to rodzaj kreacji naszego umysłu spotęgowanej śmiercią uczuć. Czasem trudno tego typu sytuacje uchwycić za pomocą rozumu, ale nie jestem pewien czy trzeba. Starałem się z nim umówić także na jutro, ale jego odpowiedź nie była wypełniona dosłowną treścią:

 

- Lepiej w czwartek. Jutro nie wiem gdzie będę i co będę robił.

 

Mógłby być świetnym teoretykiem, ma rozum i duszę naukowca, ale to właśnie najbardziej mi przeszkadza, bo za krzty w tym uczuć, a sztuka wyzbyta uczuć nie jest prawdziwa. Nie należy do najbardziej społecznych osób, ale to mi nie przeszkadza. Wspólnie uczęszczaliśmy na koło filmowe i razem też je porzuciliśmy, choć z zupełnie różnych powodów. Ja nie czułem się wystarczająco bystry, a on czuł się zbyt dobry. Doskwierało mu rozczarowanie poziomem analizowanych filmów. Fascynuje go kino Bergmana, a gardzi przemocą i humorem Tarantino. Znów samotność, cierpienie i upodlenie ludzkiej egzystencji, prawdopodobnie te kategorie towarzyszyły mu zawsze. Spotkania „pasjonatów kina” opisywał jako 3-godzinne pierdolenie o niczym. Przez pewien czas myślał o studiach filmowych, ale w tym przeszkodziły niedociągnięcia psychiczne. To dziwne jak wszystko w życiu się wali. To wtedy pojawiła się w nim wulgarność, wcześniej tego nie zaobserwowałem.

 

W czwartek wyszliśmy w miasto, wstąpiliśmy do Akantu. Wyglądał dobrze, opowiadał o nowej pracy i narzekał na teściową. Fizycznie zdrowi, upośledzeni lękiem. Zamówił herbatę, ja zdecydowałem się na kawę bez cukru, mocną i aromatyczną, pełną goryczy, taką lubię najbardziej. Gorącą, aż parzy.

 

cdn.


Dodaj komentarz anonimowo lub zaloguj się
 
99 wyświetleń
przysłano: 18 grudnia 2017
Łukasz Sroczyński

Łukasz Sroczyński

34 lata Będzin
12 artykułów 5 tekstów 36 komentarzy 4 posty

Inne teksty autora

Smutek wart uwagi

Łukasz Sroczyński, opowiadanie

Smutek wart uśmiechu

Łukasz Sroczyński, opowiadanie

Smutek wart zapamiętania

Łukasz Sroczyński, opowiadanie

Bez prądu

Łukasz Sroczyński, opowiadanie

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło