Smutek wart uwagi (opowiadanie)

Łukasz Sroczyński

cd.

 

Posługując się językiem, którego nikt nie rozumie

 

- Czuję się przejęta, czymś, czymkolwiek, od wewnątrz tak. No boję się, praca mnie stresuje i wszystko inne też. Nie pamiętam, kiedy ostatnio śmiałam się całą sobą, brakuje mi tego.

 

Wtedy najczęściej myślę: Odejdź! Dlaczego to zawsze jest balansowaniem między radością i smutkiem? Jest to rodzaj szaleństwa. Trudno powiedzieć, co jest tego przyczyną. W pierwszej chwili zbagatelizowałem to. Ktoś biegnie w moim kierunku. Przecież każdy gdzieś biegnie, takie czasy. Wiosna nadchodzi po okresie olbrzymiej tęsknoty i gdy wreszcie nadejdzie, dochodzi do eksplozji. Tę grubszą dostrzegłem pierwszą. Może powinienem nazwać ją puszystą, ale niestety to tak nie działa.

 

Mnóstwo jest dróg, szerokich i wąskich, prostych i zawiłych, ślepych i tych, które rozgałęziają się, tworząc kolejne sposobności. Nie można być pewnym, w którą spośród nich zapędzi los. Kto wie, czy za rogiem znajdziemy sklep z pamiątkami, czy Apple Store? I co chcielibyśmy znaleźć? Zdumiewa mnie nieświadomość intencji własnych poczynań. Mniejsza z tym, dygresja dygresją, a ona wciąż biegnie i jest coraz bliżej. Niebezpiecznie blisko. Nadszedł czas decyzji.

 

Przecież ją kocham. Słucham tych wszystkich rzeczy, które ona do mnie mówi. Staram się wierzyć, że ten chaos jest motorem działania, a społeczeństwo żyjące w totalnej harmonii jest ułudą! Kłamstwem, które stara się w nas zasiać konstrukt wspólnoty idealnej, ale ja na pewno idealny nie jestem.

 

Wczoraj minął ostatni dzień maja, to był dzień urodzin ojca, zadzwoniłem do niego, aby złożyć mu życzenia i wtedy po raz pierwszy wspomniał, że we wrześniu  pójdzie zdechnąć. Wydawało mi się to głupotą – Wszystkiego najlepszego Tato! Następnie rozmowa zagęściła się wokoło sortowania śmieci i na nowo zorganizowanej przestrzeni śmietnika, a ta tylko przez chwilę była niemalże doskonała. Niestety po pierwszej wywózce, znów utknęła w nieładzie. Szkoda gadać. Narzekał, że rzadko do niego dzwonię. Paradoksalnie sam nie robił  tego nigdy.

Jest specyficzna zależność między ojcem i synem. Jedna ze stron kształtuje drugą, przypisując jej rolę i w ten sposób nadaje jej cechy przedmiotu. Nie chodzi tu jednak o bezwzględną walkę o unicestwienie jednej ze stron. To raczej ciągłe dążenie do niemożliwej wolności, przechylanie szali, ale tylko do pewnego poziomu. Totalne unicestwienie stwórcy lub dzieła przyniosłoby pustkę. Zatem partnerstwo podsycone poczuciem zależności.

 

Zapytałem, co u mamy i jak czuje się babcia; u mamy wszystko w porządku, a babcia czuje się dobrze.

 

Poszedłem po Nią, było słonecznie, z pracy wyszła uśmiechnięta, prawdopodobnie czuła się potrzebna; poszliśmy do kawiarni, aby napić się gorącej gorzkiej herbaty.

 

cdn.


Dodaj komentarz anonimowo lub zaloguj się
 
77 wyświetleń
przysłano: 1 stycznia 2018
Łukasz Sroczyński

Łukasz Sroczyński

34 lata Będzin
12 artykułów 5 tekstów 36 komentarzy 4 posty

Inne teksty autora

Smutek wart uśmiechu

Łukasz Sroczyński, opowiadanie

Smutek wart odnotowania

Łukasz Sroczyński, opowiadanie

Smutek wart zapamiętania

Łukasz Sroczyński, opowiadanie

Bez prądu

Łukasz Sroczyński, opowiadanie

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło