Cmentarz żydowski w Tykocinie (wiersz)

silva

z wielkiej obfitości traw i chwastów

nieśmiało wyłaniają się ułomki macew

porosty otuliły je czule chroniąc resztki słów choć

nikt już nie odróżni tewet od szewat ani  nisan od sivan

czas zjednał nawet lata według skróconej rachuby

przestały drażnić wieczność doraźnością

 

rozpadły się na kawałki kamienne menory

i gwiazdy Dawida nawet lwy czy jednorożce

czasami kanciasty odłamek powraca nie do

swojej macewy jakby ta cudza głośniej błagała

o ciepło piastującej pamięć dłoni

może mężczyzna młody, ale sprawiedliwy miał

więcej zasług niż niewiasta szanowana i zacna

 

kamyki wygładzone przez nurt tak nieliczne

jak ci którym dane było przeżyć

 

jaszczurki mają się jeszcze gdzie wygrzewać

odtwarzają z pietyzmem wybrane z hebrajskich liter

chociaż prawie nikt już ich nie czyta

a ważki o witrażowych skrzydłach przysiadają

by przesiewać  światło na to co pozostało


0
fatalny
0
słaby
0
przeciętny
0
niczego sobie
1
wartościowy
2
bardzo dobry
0
wyśmienity
bardzo dobry– 3 głosy

Dodaj komentarz anonimowo lub zaloguj się
 
silva 11 września 2017, 18:20
Yaro, Baś i Jacku, dziękuję za słupki. Pozdrawiam.
silva 12 września 2017, 20:42
Mithril, dzięki za link, to prawdziwie metafizyczny teledysk. Pozdrawiam.
rss
91 wyświetleń
przysłano: 10 września 2017

silva

59 lat Ostrołęka
68 tekstów 189 komentarzy

Inne teksty autora

Modlitwa stokrotna

silva, wiersz

To tylko my

silva, wiersz

Miał to być Herbert

silva, wiersz

Inaczej

silva, wiersz

Drzeworyt z pełnią

silva, wiersz

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło