Transformacja (wiersz)

Margo

 

 

czekam by po oddechu nadszedł drugi

leżę na Bali czy na kanapie sama już nie wiem

zostały tylko dwa kierunki

okno i drzwi

 

przestrzeń ubarwiam malowaniem

trochę piszę myśli biegną to wracają

odliczam pigułki nie wiem na czy od

ale

 

nachodzi taki dzień gdy człowiek i marzenia

wchodzą w fazę kurczenia

mniejsze porcje szersze ubrania

wzrostu ubywa wagi przybywa zmieniam się w kulę

z włosów wyrasta srebro chyba otoczą mnie aureolą

 

raz w tygodniu odwiedzam zakład pogrzebowy

jak młodzi w galeriach mierzą ciuchy

ja mierzę i wciskam się do każdej trumny

 

jak się w której pomieszczę i zaklinuję

tylko wyciągnę z torby testament

umrę a tam zapisane

majątek w całości daruję firmie z dronami

by zaczęły rozmawiać

 

ze starcami  

 


0
fatalny
0
słaby
0
przeciętny
0
niczego sobie
0
wartościowy
1
bardzo dobry
0
wyśmienity
bardzo dobry 1 głos
Dodaj komentarz anonimowo lub zaloguj się
 
Konrad Koper 11 stycznia 2018, 22:52
Bardzo wartościowe przemyślenia. Braknie tylko „oddechu”.
rss
66 wyświetleń
przysłano: 6 stycznia 2018
Margo

Margo premium

163 lata z piasku plaży
199 tekstów 539 komentarzy

Inne teksty autora

Dostrojeni

Margo, wiersz

Obłąkanie ...

Margo, wiersz

Udomowić Diabła

Margo, wiersz

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło