20 lat Wywroty

Pożegnanie skazańca (część trzecia) (opowiadanie)

dominika ciechanowicz

I tu dochodzimy, niestety, do wydarzeń zasadniczo w skali tego opowiadania najważniejszych, czyli do śmierci Piotrka i to jest dalszy ciąg tego momentu, kiedy mi pęka serce i nie bardzo wiem, jak to napisać, żeby mi jednak nie pękło, ale spróbuję. Siedziałam w recepcji i właśnie meldowałam pana z Czech, który powiedział po polsku „dzień dobry”, a potem już tylko się uśmiechał, a ja po czesku umiałam powiedzieć „zachod” i „brambory” i oba te słowa były akurat wysoce nieprzydatne w celu wyjaśnienia temu panu, że w całym budynku panuje absolutny zakaz używania ognia. Więc się uśmiechałam również, bo nic lepszego nie przychodziło mi do głowy i wtedy zadzwonił Piotrek i powiedział, że umiera. Dałam uśmiechniętemu panu klucze od pokoju i pomachałam w kierunku schodów, że tam ma iść w lewo i do góry. Piotrek coś jęczał w słuchawce, a ja jeszcze pobiegłam za uśmiechniętym panem, żeby mu oddać dowód, bo zapomniałam od tych bramborów w głowie i dopiero wtedy się zainteresowałam, na co umiera. Powiedział, że na serce, bo coś go kłuje i mu wali, a ja powiedziałam, że jak wali to dobrze, a on powiedział, że za mocno wali i że ciężko mu się oddycha. Więc zapytałam się go, ile wypił, a on mi na to, że dziś to prawie nic, może z sześć piw i żebym przyszła jak najszybciej.

 

Tyle tylko, że najszybciej to było dopiero dwie godziny później, jak skończyliśmy z Maćkiem pracę, a Piotrek był już wtedy dziwnie szary na twarzy i tak płytko oddychał, jakby mu się płuca skurczyły do rozmiaru suszonych śliwek. I dopiero wtedy żeśmy się naprawdę wystraszyli i zaczęliśmy biegać wokół niego tak jakoś bez ładu i składu, nie bardzo wiedząc, czy przykrywać go kocami, czy wachlować, czy poić wodą i w efekcie robiliśmy wszystkie te rzeczy na raz, a on charczał i patrzył co chwilę w kąt pokoju, gdzie wcześniej narzucał jakichś szmat i bał się, o boże, jak on się bał.

– Dzwonimy po pogotowie – powiedziałam w końcu do Maćka, chociaż wiedziałam, że to będzie koniec naszej z Piotrkiem przyjaźni i naszego romansu i w ogóle wszystkiego, bo go przecież w tym szpitalu wylegitymują i będzie klops.

– Nie dzwońcie – powiedział słabo Piotrek i Maciek zastygł z telefonem w okolicach policzka. – Proszę.

Maciek spojrzał na mnie, wzruszyłam ramionami, on też wzruszył ramionami i żadne z nas nie potrafiło podjąć decyzji, dzwonić, czy nie dzwonić, bo może mu zaraz przejdzie i wtedy nam nie wybaczy do końca życia, żeśmy zadzwonili.

 

No i żeśmy nie zadzwonili.

 

A parę minut później Piotrek dźwignął się z kanapy i jeszcze raz spojrzał w ten kąt pokoju, na tę stertę szmat, pod którą coś tam chował sam przed sobą, jakieś swoje demony, co to na koniec przyszły upomnieć się o jego dawno obiecaną duszę, a potem opadł z powrotem na poduszki i to był właśnie koniec.

 

I wtedy to już Maciek zadzwonił po to pogotowie, a ja coś krzyczałam chyba i szarpałam Piotrka za bluzę i klepałam go po twarzy i nie wiem, jak długo to trwało, chyba całe wieki. Pogotowie w końcu przyjechało, ale nawet nie wyjmowali tych swoich sprzętów do ratowania życia, bo już nie było w Piotrku żadnego życia do ratowania. I zabrali go w worku, który wbrew powszechnej opinii wcale nie był czarny, tylko intensywnie niebieski, taki w odcieniu dojrzałego Smerfa.

 

A resztę już znacie: zakopaliśmy go pod krzywą brzozą, przy samej bramie cmentarza, odprowadziliśmy do domu jego roztrzęsioną (Parkinson) matkę i pokłóciliśmy się o sprawy fundamentalne.

Czy życie ma sens.

Maciek, że owszem.

Ja, że nie.

 


0
fatalny
0
słaby
0
przeciętny
0
niczego sobie
0
wartościowy
1
bardzo dobry
2
wyśmienity
wyśmienity 3 głosy
Dodaj komentarz anonimowo lub zaloguj się
 
Kinga I.
Kinga I. 20 listopada 2013, 10:13
chociaż to część 3, a nie czytałam 1i2 to czytałam jednym tchem. zaiste wciąga, na pewno przeczytam dwie poprzednie.
Kinga I.
Kinga I. 20 listopada 2013, 10:54
teraz już przeczytałam wszystkie 3, czuję niedosyt
dominika ciechanowicz
dominika ciechanowicz 20 listopada 2013, 14:52
Dziękuję, Kingo. Obawiam się, że to koniec tej akurat historii, bo główny bohater zszedł, ale na pewno będą inne :)
Alicja Kubiak
Alicja Kubiak 28 listopada 2013, 20:18
zgrzytnęło mi... "zameldowywałam" , może lepiej by brzmiało po prostu: "...i właśnie meldowałam pana z Czech."
Bez Piotrka ciężko będzie z opowiadaniem. Drugiego takiego bohatera ciężko wskrzesić, chyba że będzie dokładnie na przeciwległym biegunie. Czekam na dalszy ciąg.
dominika ciechanowicz
dominika ciechanowicz 29 listopada 2013, 07:51
Może być i meldowałam, czemu nie. Merci :)
Figa
Figa 15 grudnia 2013, 13:35
Domka, to jak główny bohater umiera to wcale nie musi być koniec, przecież o tym wiesz :)
rss
749 wyświetleń
przysłano: 19 listopada 2013 (historia)
dominika ciechanowicz

dominika ciechanowicz premium

36 lat Wrocław
305 artykułów 40 tekstów 2805 komentarzy 396 postów
Zasłużeni dla serwisu

Inne teksty autora

Opowiedzieć swoje historie

dominika ciechanowicz, opowiadanie

Ostatnia studniówka (część 2)

dominika ciechanowicz, opowiadanie

To (pantum szpitalne)

dominika ciechanowicz, wiersz

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło