Literatura

Opowiedzieć swoje historie (opowiadanie)

dominika ciechanowicz

 

Faceci w moim życiu to temat, którego się boję ruszać. Bo jak zacznę, to nie będę mogła skończyć. Pasmo spektakularnych porażek i to takich, że nie wiadomo, czy się śmiać czy płakać. We wszystkie te historie i tak byście nie uwierzyli, więc opowiem tylko parę.

Piotrek, jeszcze w dzieciństwie nieomal. Napisał do mnie okropnie romantyczny list z wakacji, w którym – uwaga! - w jednym zdaniu użył obok siebie frazy „zakochałem się w Tobie” oraz „pies bierze, suka daje”. Zostawił mnie po czterech miesiącach, po czym pozaliczał po kolei wszystkie moje koleżanki. Do tej pory na jego widok czuję się tak, jakby mnie rozjechał traktor.

Jarek, który tak intensywnie obmyślał rewolucję i walczył o wolność, równość i braterstwo, że miał dla mnie czas tylko w nocy z wtorku na środę między dwudziestą trzecią trzydzieści a piątą nad ranem, a po sześciu tygodniach przypomniał sobie, że ma jeszcze jedną dziewczynę w jakimś Płocku czy innym Włocławku.

Kacper, z którym chodziłam na beznadziejnie długie i nudne spacery nad rzeką, a jak w końcu zdesperowana i sfrustrowana zaproponowałam, żeby mnie bzyknął, to nie mógł znaleźć penisa.

Paweł, który ubzdurał sobie, że sypiam z jego kolegą i przez jakieś cztery lata robił mi o to awantury za każdym razem, jak się upił, czyli średnio dwa-trzy razy w tygodniu. Każda kłótnia kończyła się tak samo, przysięgam: sypiasz z Krzyśkiem i jesteś jebaną szmatą. Cztery lata zajęło mi zorientowanie się, że to była przemoc psychiczna, muszę być chyba jakaś opóźniona w rozwoju. Po wszystkim faktycznie przespałam się z Krzyśkiem, tak tylko, żeby odreagować i przekonać się, czy rzeczywiście jest lepszy w łóżku. Był.

 

Przychodzi taki dzień w życiu, kiedy się bierze te wszystkie historie i robi z nich literaturę, no bo co innego można z nimi niby zrobić? Wszyscy faceci, którym pozwalałam źle się traktować z nadzieją, że kiedyś znajdzie się Nadczłowiek, jakiś Kolos cholerny, obdarzony tak potężną świadomością, że będzie w stanie to ponieść. Że będzie w stanie zrozumieć, jak piękną i skomplikowaną ludzką istotą mogę się stać, jeśli nie będzie rzucał mi pod nogi kłód w postaci własnych kompleksów, żebym go przypadkiem nie wyprzedziła. Poznałam w życiu tylko dwóch mężczyzn, których to mogło nie przerosnąć, ale obaj wybrali inne kobiety.

 

W którym momencie świat nam to robi, dziewczyny? W którym momencie pozwalamy sobie wmówić, że nasze historie są infantylne i mniej warte opowiedzenia, że nie jest nam dana całość ludzkiego doświadczenia? Dlaczego tak wiele z nas wciąż uparcie rezygnuje z siebie, żeby nie zawstydzać partnerów, potencjalnych partnerów albo byłych partnerów? Dlaczego godzimy się na to, żeby traktowano nasze prawo do zabierania głosu i uczestnictwa w kulturze w kategorii żartu albo ciekawostki, którą można ewentualnie przejrzeć w kąpieli, na kiblu albo w poczekalni u dentysty?

 

Otóż ja zamierzam opowiedzieć wszystkie swoje historie, zamierzam opowiedzieć je własnym głosem, zamierzam opowiedzieć je tak, jak nikt ich za mnie nie opowie. O tym, że mogę być i jestem tak bardzo pełna sprzeczności: tak absolutnie piękna i tak beznadziejnie brzydka; tak onieśmielająco inteligentna i tak głupio onieśmielona, tak straceńczo odważna i tak bezpodstawnie przerażona. O tym, że onanizuję się myśląc o facecie, z którym kochałam się raz w życiu, gdzieś w środku lasu i dochodzę w ciągu minuty; o tym, że płaczę ze szczęścia, kiedy po miesiącach zastoju udaje mi się napisać jedno dobre zdanie. O tym, jak w najczarniejszym okresie życia przez pół roku codziennie upijałam się do nieprzytomności i waliłam głową w ścianę. O tym, jak w odstępie kilku tygodni pochowałam oboje rodziców i poczułam ulgę, że to już koniec i wtedy umarł dziadek i nawet pan w zakładzie pogrzebowym myślał, że to jakiś makabryczny dowcip.

 

Mam już serdecznie dosyć konieczności ciągłego udowadniania, że nie jestem człowiekiem drugiej kategorii. Że mam prawo do tego wszystkiego: do pisania i do szacunku; do zajebistego seksu bez zobowiązań, w czasie którego facet będzie w stanie potraktować mnie jednocześnie jak kawał mięsa i jak w pełni ukształtowaną ludzką istotę. Że mam prawo do rozpaczy i do upadku i do braku gwarancji, że się podniosę. Że mam prawo czerpać z życia pełnymi garściami i doświadczać wszystkiego i w dodatku wierzyć w to, że kiedyś utkam z tych doświadczeń opowieść, która okaże się dziełem mojego życia. I że to będzie opowieść o człowieku.


wyśmienity 5 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
Margo 23 sierpnia 2015, 23:26
Mamy prawo czerpać życie pełnymi garściami, Dominiko.
Nie trać cennych minut i chwil, bo życie płynie niezmiernie szybko,
jak woda z wodospadu...łap ją.
Ujęła mnie szczerość i to jest cenne.....Pozdrawiam.
Ir
Ir 24 sierpnia 2015, 08:23
Pewnie znalazłoby się wiele kobiet, które opowiedziałyby taką, lub bardzo podobną historię.
Trzeba być odważnym aby rozgrzeszyć się z błędów przed sobą...a "soba" okaże się całkiem rozsądną istotą. I żyć, żyć tak żeby choć trochę z tej "życi" mieć.
Lepiej żałować, że się błędy popełniło, niż żałować, że się nie przydarzyły :)

Traktuję ten tekst jako wstęp do czegoś większego, bo zasługuje na rozbudowanie.
Pozdrawiam
Paweł Kaczorowski - Ivo
Paweł Kaczorowski - Ivo 24 sierpnia 2015, 22:58
Domka, Przyjaciółko, kiedyś pewien bardzo dla mnie ważny poeta i bardzo trudny Przyjaciel - Adam Borowski napisał: modlę się za wszystkich mężczyzn// żeby nie mylili życia z literaturą// Po tym wstępie do Twojej - jak myślę - prozatorskiej próby oczyszczenia, modlę się, żebyś potrafiła nie popełnić błędu wielu ekshibicjonistów, którzy zostali ... grafomanami. Pisz. Kochaj się. Wrzeszcz, jeśli musisz. Ale w literaturze zachowuj się jak Pisarka, nie jak zranione dziewczę. // Bardzo mocno Ci kibicuję i pozdrawiam ciepło.
roftt
roftt 25 sierpnia 2015, 11:10
wydaje mi się, że to takie małe katharsis peela. zresztą nieważne jak to ujmiemy... tekst jest dobry i to się liczy. Pozdro :)
Dominika Ciechanowicz
Dominika Ciechanowicz 25 sierpnia 2015, 18:50
Ty się, Paweł, tak nie módl, bo boga nie ma.
Robert noszczyk
Robert noszczyk 13 kwietnia 2016, 14:43
Bóg jest !!!
zen8 15 kwietnia 2016, 15:58
Nie wierzę w ani jedno słowo w tym tekście, ale myślę że to dobrze, bo się nie nabrałem. Językowo, bo jak myślę tematem jest język i sprawność językowa, op. bardzo udane
Figa
Figa 12 czerwca 2017, 23:22
czekam Domka na powieść Twojego życia. Baardzo w nią wierzę.
Usunięto 1 komentarz
przysłano: 23 sierpnia 2015 (historia)

Inne teksty autora

Ostatnia studniówka (część 2)
dominika ciechanowicz
To (pantum szpitalne)
dominika ciechanowicz
Sonet o zlocie Wywroty 2
dominika ciechanowicz
więcej tekstów »

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość

współpraca