Literatura

Niewidzialni w mroku (opowiadanie)

vice president of nothing

Wiem, byłem taki jak to słońce, jasny i płynny, wyglądający zawsze promiennie i rześko. Lizałem cały świat moją nieposkromioną jasnością, a wszyscy tylko na to czekali, każdego dnia.  

Nadal jestem jak słońce. Ale schowałem się. 

Czy beze mnie nastała wieczna, czarna i zimna jak ostygły popiół noc?  

Wszyscy zawsze na mnie czekali, zawsze czekali, a ja czułem ciężar tych oczekiwań, niosłem go dzień w dzień, mój własny krzyż. Kiedy mnie widzieli, ich grzechy przestawały mieć znaczenie. Nie czekali na ich odpuszczenie, nie musieli. Grzech przestawał istnieć. To było tak proste, tak łatwe.  

Przynajmniej dla nich, dla was. 

 

Czuliście się lepiej, spijając ciepło mojego blasku?  

 

 

- Dajcie mi zapałki, głupcy! - wołasz i czujesz jak oni wszyscy gromadzą się na rynku, po omacku przeciskając i przepychając, miażdżąc stopy, przekrzykując i szepcząc z przestrachu. Mężczyźni wpadają na kobiety, dzieci na siebie nawzajem, zwierzęta w szale roznoszą bramy swych zagród i biegną razem z tą ludzką zbieraniną, obcierając sobie boki do żywego mięsa. Z ich gardeł wydobywają się przeraźliwe odgłosy szaleństwa. 

 

Nikt Ci nie odpowiada, nikt ci nie podaje zapałek. Zapałki rozsypane są w głębokich szufladach, pomiędzy zdjęciami i zepsutymi zabawkami. Prądu brak a powietrze staje się słodkie, ciepłe i gęste. Żadna zapałka się nie zaświeci, nawet gdyby była pod ręką. Czarna noc powoli zaczęła już zbierać swoje plony. 

 

- Gdzie jest słońce? - zapytasz. 

Wieśniak, potykając się o niewidzialnego w mroku psa, zaklnie jak nie klnął nigdy, łamiąc wszelką przyzwoitość i zasadę, a potem wykrzyknie Ci prosto do ucha: 

- Na niebie baranie! - usłyszysz śliski odgłos, kiedy wiązka jego śliny uderzy w Twojego buta. - Cały czas tam było.  

I będzie już zawsze. 

Wieśniak mówi prawdę.  

 

 

Teraz, kiedy siedzę ukryty i piszę ten list, ty pewnie miotasz się w mroku, tak jak wszyscy. Nie jest mi przykro. Ani trochę. Swoje zrobiłem, doniosłem krzyż tam, gdzie mogłem, i byłbym głupcem, gdybym czekał jeszcze dłużej, aż mnie do niego przytwierdzą. Widzę ich i widzę Ciebie, was wszystkich, jak krążycie w panice, świnie przed drzwiami ubojni, czując zapach krwi, ekskrementów oraz zwykłego, ludzkiego wstydu. To normalne.  

Sami musicie poradzić sobie teraz z ciężarem swoich grzechów. Podnieście swoje krzyże, ich drewno nie nada się do budowy domów. Ustawcie lepiej je gdzieś wysoko, wysoko. Jeśli będziecie wystarczająco zdeterminowani, uda wam się odnaleźć swoje drogi, nawet w tych strasznych ciemnościach.  

 

Może tak odnajdziecie swoje rozgrzeszenie.  

Może tak odnajdziecie swoje nowe słońca.

 


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
przysłano: 17 maja 2020 (historia)

Inne teksty autora

Ubiorę serce w garnitur
vice president of nothing
Poplamię drewno szałem
vice president of nothing
Gonokosmia
vice president of nothing
Wyciąg z absurdu
vice president of nothing
Testament
vice president of nothing
Twój bóg wybrał mnie
vice president
więcej tekstów »

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość

współpraca