Literatura

Kacperek, rowerek i moc Ozyrysa. Bajka w trzech częściach. (opowiadanie)

Druid777sg

Część I. Rowerek i kosmos

 

Rowerek dostał Kacperek!

Od wujka z dalekiej krainy

na szóste urodziny.

Cała rodzina się zebrała,

wspaniały prezent podziwiała,

a mama tort przygotowała.

Tort był wspaniały, czekoladą polany,

a rowerek... rowerek był zaczarowany.

Bo wujek, choć wyglądał zwyczajnie,

gdzieś pracował tajnie.

Rowerek błyszczał, jakby był ze złota.

Miał pełno guzików i dwa monitory,

dżojstik i jakieś z tyłu zawory (?).

 

A kiedy przyjęcie się skończyło,

poszedł spać Kacperek, choć było miło.

Mama rowerek przed łóżkiem mu postawiła

i mocno na dobranoc przytuliła.

Kacperek zasypiał, gwiazdy w oknie świeciły,

aż tu nagle wszystkie lampki rowerka się zapaliły.

- Cześć! Kacperku! - przywitał się rowerek wesoło

i po pokoju jeździ wkoło.

Kacperek bardzo się zdziwił, przeciera oczy,

a rowerek do łóżeczka się potoczył

i mówi do niego po cichutku:

- Witaj mój przyjacielu, wsiadaj na mnie powolutku!

- A jak to..., ty mówisz? - Zapytał chłopiec zafrasowany.

- Spoko Kacperku, siadaj, przez twojego wujka jestem zaczarowany.

- Wsiadaj!

Wsiadł Kacperek odważnie, a rowerek ruszył i uniósł się do góry

i mówi: Kacperku teraz przez okno lecimy w chmury.

Obaj wylecieli wysoko, domek stał się całkiem mały.

Lecieli coraz wyżej, na dole miasta światłami mrugały.

Aż wylecieli w kosmos, a ziemia niebieską kulą się stała,

widać było oceany i lądy, chmury białe, a góry takie małe.

- Lecimy ku Słońcu – zawołał rowerek, planetę Wenus odwiedzimy.

Wenus była to kula żółto biała, gorąca i w chmurach spowita cała.

Rowerek zakręcił ostro i Ziemię minęli, do czerwonej planety dolecieli.

To Mars – krzyknął rowerek. Nie było tam żadnej chmury, tylko same dziury.

Gdy tak przestrzeń kosmiczną przemierzali, nagle latający spodek spotkali.

Wyszły z niego zielone ludziki, które radośnie się przywitały.

Kacperek ukłonił się pięknie, w imieniu wszystkich Ziemian, choć taki mały.

- A teraz Kacperku polecimy na maleńką planetę, gdzie Mały Książę mieszka.

Były tam trzy wulkany, piękna róża, chłopiec i biegała owieczka.

Rowerek zatrąbił wesoło, chłopiec na planecie wsiadł do samolotu starodawnego,

podleciał blisko do Kacperka i podarował mu tygryska pluszowego.

- On jest niegroźny, całkiem oswojony, dbaj o niego, przyjaciela nowego,

warto mieć przyjaciół, szczególnie tygryska, jego nie boi się nawet myszka.

- A dokąd teraz polecimy? – zapytał Kacperek, bo był już zmęczony nieco

- Na Księżyc kolego, gdzie wszystkie kamienie świecą!

Rowerek odpalił swoje silniki i wnet do Księżyca dolecieli.

A Księżyca praca, to wokół Ziemi się obracać.

- Tu spotkamy twojego wujka przyjaciela, Pana Twardowskiego czarodzieja.

I na tle jasnej Księżyca powierzchni pojawił się pan wąsaty,

stał na kraterze, ubrany w starodawne, piękne szaty.

A na dłoni siedział mu pajączek czarny i kosmaty

- Mój jedyny domownik – wskazał pan na robaczka - co wieści z Ziemi przynosi,

chodźcie tu do mnie, nie dajcie się prosić.

- Dzień dobry, jestem Kacperek, a to mój rowerek.

Dostałem go na szóste urodziny, od mojego wujka z dalekiej krainy.

Latamy sobie po kosmosie, odwiedzamy różne planety,

ale jestem zmęczony i na Ziemie musimy wracać niestety.

- Znam twego wuja, znam doskonale, odwiedza mnie tu stale.

A Ziemia..., o tam cała w błękicie, na pewno do domu traficie.

Ja za swe dawne winy, tu z mym pajączkiem samotnie gwiazdy badam,

pajączek opuści się na nici, lećcie za nim, uważajcie jak spada.

Robaczek wieści mi przyniesie, z czego bardzo się ucieszę.

A i wasza wizyta dla mnie bardzo miła, pozdrówcie wujka Bogumiła.

Ruszył pajączek na cieniutkiej nici w kierunku błękitnej planety,

a za nimi ruszył rowerek, przygoda kończyła się niestety.

Za parę chwil byli już w pokoju chłopczyka,

Cóż to była za podróż, lecz teraz już jest w łóżeczku, oczka zamyka.

Trzeba spać, bo rano mamusia zaprowadzi do przedszkola,

Rowerek szepnął: jutro będzie nowa podróż, taka moja rola.

Cicho zrobiło się w pokoju, zasnął smacznie dzielny Kacperek,

a przy łóżku stał jego nowy przyjaciel, mały, czarodziejski rowerek.

 

Część II. Egipska tajemnica – moc Ozyrysa

 

 

Kolejnego dnia Kacperek był ciekaw, czy rowerek wieczorem znów do niego przemówi, a poza tym, czy znów udadzą się w jakąś podróż. Bo przecież czarodziejski rowerek mu to obiecywał. Chłopiec nie spodziewał się takiego niesamowitego prezentu od wuja Bogumiła. Oczywiście nikomu nic nie mówił, nawet mamusi, bo kto by mu uwierzył, że przed snem podróżował w kosmosie. Kiedy więc mamusia zgasiła światło w pokoju, on jeszcze czekał, co też będzie się działo. A gdy było już całkiem cicho, rowerek zabłysnął wszystkimi światłami, zaczął jeździć wokół pokoju i i podskakiwać.

- Cześć Kacperku, nie mogłem się doczekać!

- Ja też rowerku, nikomu nic nie powiedziałem o naszej podróży. A jak ty masz na imię?

- Powstałem w czarodziejskim laboratorium wujka Bogumiła i moja nazwa jest taka czarodziejsko – naukowa „JtdX 40912u57409”, więc nazywaj mnie po prostu rowerkiem.

- A po co są te monitory, dżojstik, te wszystkie przyciski?

- We mnie są maleńkie komputery, gdy się nauczysz je obsługiwać, będziemy mogli różne cuda robić. Na razie zaprogramował mnie i zaczarował wuj Bogumił.

  • A czy dzisiaj udamy się w jakąś podróż?- zapytał Kacperek.

    - O tak, wuj Bogumił zadzwonił telefonem satelitarnym i poprosił, abyśmy udali się do jego przyjaciela profesora Czarnowidza, który jest archeologiem. Prowadzi tajne badania w Egipcie.

    - A kto to jest archeolog?

    - Kacperku, archeolog to jest naukowiec, który odnajduje w ziemi bardzo stare przedmioty, budowle, rzeźby i cenne skarby. Niekiedy przedmioty, które odnajduje mają bardzo tajemnicze właściwości, czarodziejskie.

Kacperek wsiadł na rowerek, a ten znów przez otwarte okno pomknął w chmury. Lecieli wysoko, tak jak latają samoloty. Rowerek miał czarodziejską moc i stąd po kilku chwilach znaleźli się nad pustynią, która była ogromna i ciągnęła się po horyzont. Nie było tu już nocy, tylko słońce wysoko świeciło i było bardzo gorąco. Gdy zniżyli lot Kacperek zobaczył ogromne budowle, więc zapytał:

- Rowerku, co to za kamienne giganty?

- To piramidy. Tysiące lat temu, władcy Egiptu, Faraonowie kazali je wybudować swoim poddanym.

Po chwili, jeszcze bardziej zniżyli lot i ujrzeli zieloną plamę na morzu piasku, jakim była pustynia.

- Kacperku to oaza, bije w niej źródło wody, stąd drzewa mogą wyrastać i inne rośliny. Tu znajduje się baza profesora Czarnowidza.

- No wreszcie, ciekaw jestem tych jego tajemnic – odpowiedział Kacperek.

Rowerek wylądował wśród wysokich drzew palmowych. Na środku oazy stało kilka namiotów. Z jednego z nich wyszedł brzuchaty brodacz z kapeluszem na głowie i podszedł do naszych podróżników.

- Witam Serdecznie, Kacperku! Bogumił dzwonił do mnie, że przylecicie dzisiaj. Bardzo jesteście mi potrzebni, bo dokonałem niesamowitego odkrycia. Ty i rowerek pomożecie mi w badaniach. Rowerek ma szczególne urządzenia, będą bardzo przydatne.

- A co to za odkrycie panie profesorze? - zapytał rowerek, błyskając wszystkimi lampkami.

- Tu na pustyni, nieopodal oazy, znalazłem wejście do podziemi. Wejście prowadzi do wielkiej sali z kolumnami. Zaraz wam ją pokażę.

Profesor Czarnowidz poprowadził do wykopu, w którym znajdowały się kamienne schody do podziemi. Rowerek uniósł się z Kacperkiem i wlecieli do środka. Było bardzo ciemno. Rowerek włączył wszystkie światła, jakie posiadał. Sala była ogromna z rzeźbami starodawnych bóstw i malowidłami na ścianach. Na tych malowidłach było pełno znaków.

- Piękna, prawda...?- z dumą wykrzyknął profesor. - Pochodzi z najstarszego okresu, tak zwanego Starego Państwa, 5 tysięcy lat temu powstała. Pewnie ciekawią was te malowidła i znaki, które są na nich. Te znaki to hieroglify, pismo starożytnych Egipcjan.

- A przepraszam, panie profesorze, co jest napisane na tych ścianach?

- Kacperku właśnie tu jest największa tajemnica. Napisy głoszą, że jest to świątynia egipskiego boga Ozyrysa i znajduje się w niej „oko Ozyrysa”, które ma jakąś tajemniczą moc. Nie mogę jednak odczytać, na czym ta moc ma polegać. Niestety w tej sali nie ma nic prócz ścian, żadnego oka Ozyrysa nie ma. Ale za jednym z posągów po odsunięciu kamiennych drzwi, ukazał się bardzo wąski tunel, ale ani ja , ani żaden z moich współpracowników nie jesteśmy w stanie wejść do niego. Dlatego poprosiłem Bogumiła o pomoc, a on obiecał was przysłać. Ktoś musi zbadać dokąd prowadzi ten tunel.

  • Więc naszym zadaniem jest spenetrowanie tunelu. Kacperku jedziemy, nie ma na co czekać.

Rowerek z Kacperkiem ruszyli powoli do wejścia do tunelu. Było tam ciemno więc rowerek włączył oświetlenie. Ściany tunelu były półokrągłe, gładkie i bardzo śliskie, śmierdziało stęchlizną. Rowerek posuwał się powoli, a Kacperek trochę miał stracha, bo tunel był bardzo długi i zwężał coraz bardziej. Kiedy byli już daleko od profesora, kolor ścian zmienił się na jaskrawo czerwony i pojawiły się znaki, hieroglify i malowidła.

- Kacperku, moje czujniki wykazują jakieś dziwne pole magnetyczne, moje silniki pracują coraz słabiej, Kacpeeeeeerr..... .

Nagle rowerek się zatrzymał, zgasły wszystkie światełka. Stało się zupełnie ciemno. Chłopiec zaczął krzyczeć, ale było za daleko, żeby profesor Czarnowidz go usłyszał. Kacperkowi chciało się płakać, bo bardzo się przestraszył. Dlaczego rowerek nie świeci? Dlaczego przestał funkcjonować?

Było ciemno i panowała całkowita cisza, słyszał tylko swój oddech. Ale wtedy przyszła mu do głowy myśl. Przecież rowerek oprócz tego, że jest zaczarowany, jest też zwykłym rowerkiem i ma na pewno lampkę. Po omacku znalazł lampkę i wcisnął guziczek, lampka się zapaliła. Zrobiło się jaśniej, chociaż zwyczajna lampka na baterię nie świeciła tak mocno, jak inne lampki rowerka, które brały energię z silników. Kacperek pomyślał też, że rowerek ma przecież pedały i łańcuch,dotychczas nie pedałował, bo rowerek jeździł i latał sam. Nacisnął więc mocno na pedały i rowerek ruszył do przodu. Szło bardzo ciężko to pedałowanie, bo kółka rowerku toczyły się po piasku. Ale ile miał sił w nogach naciskał na pedały i rowerek powoli przesuwał się w głąb tunelu. Musiał dojechać do jego końca, bo było tak ciasno, że nie mógł zwrócić, ani nawet zejść z rowerka. Ramionami dotykał śliskiej powierzchni tunelu. Wtem ściany zabłyszczały złotem. Po kilku chwilach Kacperek dojechał do kolejnej sali. Była ona nieco mniejsza od tej, gdzie został profesor, ale cała błyszczała złotem i drogimi kamieniami. Na środku na pięknie zdobionym, białym stole leżał jakiś przedmiot. Chłopiec pomyślał, że skoro już tu dojechał, to weźmie ten przedmiot dla profesora Czarnowidza, więc chwycił go i włożył do koszyczka z przodu roweru. Następnie zawrócił i ruszył w drogę powrotną tunelem. Pedałował, rowerek jechał do przodu, a lampka rozświetlała wpierw złote ściany, a potem czerwone. W pewnym momencie rowerek zabłysnął światełkami.

-Ojej, co to było, coś wyłączyło mnie – zakrzyczał rowerek. - Kacperku, dokąd my jedziemy?

- Nie martw się rowerku wszystko w porządku.

Silniki rowerka włączyły się i droga powrotna stała się lżejsza. Kacperek opowiedział, co stało się po tajemniczej awarii rowerka. Wreszcie dotarli do końca tunelu, przy którym stał mocno zaniepokojony profesor.

- I co? I co odkryliście? - zapytał

Kacperek wyjął z koszyczka przedmiot, któremu wcześniej dokładnie się nie przyjrzał, zresztą w złotej komnacie było za ciemno.

- Piękna rzecz,ale trzeba jej się lepiej przyjrzeć na powierzchni, w obozie – powiedział profesor.

W swoim namiocie profesor Czarnowidz przyglądał się przedmiotowi, który znalazł Kacperek. Przedmiot był w kształcie oka z prawdziwym, ogromnym diamentem w środku.

- Moi drodzy to epokowe odkrycie, to może być „oko Ozyrysa”, artefakt, o którym marzą wszyscy archeolodzy na świecie. Są tu napisy, to zaklęcia, które mogą wyzwolić przedziwne moce „oka Ozyrysa”. Przed nami lata badań, aby stwierdzić, na czym one polegają. W każdym razie rowerek odczuł jaką siłę mają te starodawne, egipskie zaklęcia. Na pewno złotą komnatę chroniły jakieś moce, zaklęcia starożytnych kapłanów Ozyrysa. Tak właściwie , hm..., a może damy to do zbadania Bogumiłowi. Tak, weźcie artefakt do domu, a następnie zawieście go do laboratorium Bogumiła.

- Musimy już wracać, bo późno i Kacperek musi spać – rzekł rezolutnie rowerek.

- Spokojnie rowerku, jutro sobota, mamusia da mi pospać.

Kacperek z rowerkiem ruszyli w drogę powrotną, dzięki niesamowitym możliwościom, które nadał rowerkowi wuj Bogumił, szybko byli w pokoju Kacperka. Chłopiec położył się spać, a rowerek laserem czyszczącym umył go dokładnie, nawet ząbki.

 

Część III. Dinozaury, król Zygmunt August i pewna chusteczka

 

Pokój Kacperka. Chłopiec leży na łóżeczku w piżamce i trzyma w rączkach „oko Ozyrysa”. Na szafkach leżą książki, różnego rodzaju zabawki. Obok łóżeczka stoi rowerek i świeci lampkami i laserami na cały pokój. W domu jest cicho, bo wszyscy już poszli spać.

 

Rowerek: Czy ten artefakt jest ciężki?

Kacperek: Tak, jest ze złota, a złoto jest bardzo ciężkie. I zobacz ten diament w środku, jaki duży i błyszczący.

Rowerek: Błyszczał by bardziej, gdyby był oszlifowany, wtedy byłby brylantem.

Kacperek: Ciekawe na czym polega jego moc?

Rowerek: Bez specjalnych badań w laboratorium wuja Bogumiła niczego nie sprawdzimy. Zaklęcia są wypisane hieroglifami, ale nie potrafimy ich odczytać. Wuj Bogumił na pewno sobie z nimi poradzi.

Kacperek: Zatem lecimy do wuja Bogumiła zbadać „oko Ozyrysa”.

 

Laboratorium Bogumiła. Wielki pokój z mnóstwem stołów, na których poustawiano aparaturę naukową. Urządzenia, szklane naczynia, komputery, monitory stały w różnych miejscach. Bogumił był wysokim mężczyzną z rozwichrzonymi na wszystkie strony włosami, ubrany w biały kitel upstrzony kolorowymi plamami. Właśnie przez otwarte okno do laboratorium na rowerku wleciał

Kacperek, trzymając w rączkach „oko Ozyrysa”.

 

Bogumił: Witajcie moi mili, cześć Kacperku! cześć rowerku!

Rowerek: Jesteśmy zgodnie z poleceniem.

Kacperek: Dobry wieczór wujku! Jeszcze raz dziękuję Ci za prezent. Rowerek jest cudowny.

Bogumił: Tak, tak sprawuje się dobrze, ale byłeś w Egipcie naprawdę dzielny. Profesor Czarnowidz chwalił Cię za odwagę, a sytuacja była trudna, oj trudna. Tak wspaniałe odkrycie. Nie spodziewałem się, że dokonacie tak wielkiego odkrycia, oko Ozyrysa , oko Ozyrysa, niesamowite. Jestem z Ciebie Kacperku naprawdę dumny.

 

Bogumił bierze egipski artefakt i bada go w różnych urządzeniach naukowych. Kacperek przechadza się po laboratorium i ogląda różne eksponaty.

 

Bogumił: No tak, dziwne...hmmm....Powiem wam moi drodzy, że przedziwna sprawa, z tym „okiem Ozyrysa”. W większości urządzeń badania wykazują, że to kawałek szczerego złota z domieszką, i tu niespodzianka, minerału pochodzenia kosmicznego. Prawdopodobnie minerał ten pochodzi z meteorytu. Kapłani egipscy w jakiś sposób połączyli złoto, diament i meteoryt. Razem muszą te substancje mieć jakieś niesamowite właściwości

Kacperek: Te moce muszą być bardzo silne, bo przecież wyłączyły rowerek.

Bogumił: Zbadam artefakt jeszcze w moim najnowszym wynalazku. Stworzyłem go do badania kosmicznych czarnych dziur które mają niesamowite właściwości.

 

Bogumił wkłada artefakt to wielkiego szklanego urządzenia. Włącza je. „oko Ozyrysa” zaczyna się samo w powietrzu obracać i świeci różnymi barwami. Kacperek unosi się nad podłogą i też zaczyna świecić całym ciałem. Przestraszony Bogumił wyłącza urządzenie. Wszystko wraca do poprzedniego stanu.

 

Kacperek: Wujku Bogumile, co to było?

Bogumił: Spokojnie Kacperku skierowałem wiązkę fal grawitacyjnych o dużym natężeniu. Między tobą a artefaktem jest jakaś więź. Widocznie skoro ty wziąłeś go ze świątyni, wasze pole magnetyczne połączyły się w jakiś przedziwny sposób. Nie wydaje się to niebezpieczne, ale to niesamowita sytuacja. Kacperku otrzymałeś być może ogromny dar. Tylko na czym on polega i jak go teraz wykorzystać?

Kacperek: A hieroglify na artefakcie, co tam jest napisane?

Bogumił: Z jednej strony napis brzmi „wejście”, a z drugiej „wyjście”. Tylko do czego to jest wejście i wyjście. Naprawdę niesamowita zagadka. Jest tu jeszcze jeden znak, ale nie ma go w żadnym znanym mi słowniku pisma egipskiego. Ten hieroglif przedstawia słońce, księżyc, falującą wodę i błyskawicę. Muszę się Kacperku jeszcze zastanowić, poszukać, czy ten hieroglif gdzieś jeszcze wystąpił w egipskich napisach. A ty pooglądaj eksponaty w laboratorium.

 

Bogumił przegląda na monitorze zdjęcia egipskich napisów. Kacperek podziwia eksponaty znajdujące się w szklanych szafach. Jego uwagę przykuł brązowo żółty kamień wielkości pięści.


Kacperek: Wujku a co to za kamień?

Bogumił: To bursztyn. Siądź na rowerku, a on Ci wszystko opowie o tym kamieniu.

Kacperek: Rowerku, ten bursztyn jest bardzo lekki i coś tam w środku widać.

Rowerek: Bursztyny to skamieniała żywica drzew sprzed milionów lat, wtedy, kiedy na Ziemi żyły dinozaury. Żywica lała się z drzew, a następnie przez miliony lat skamieniała. Kiedy pojedziesz nad morze z mamusią, nad Bałtyk, to po sztormie, po burzy spacerując po plaży, możesz znaleźć kawałeczki bursztynu wyrzucone przez fale. Ale ten bursztyn wujka Bogumiła jest zupełnie wyjątkowy...

Kacperek: Dlaczego wyjątkowy, czy z powodu tego czegoś, co jest w środku?

Rowerek: Zgadłeś, tam w środku jest zastygła w żywicy maleńka jaszczurka, która żyła miliony lat temu. Wpadła nieboraczka w żywicę i tak przechowała się w bursztynowym kamieniu do dziś.

 

Bogumił wstał od komputera i zaczął skakać po laboratorium.

 

Bogumił: Mam! Mam! Eureka! Już wiem co znaczy tajemniczy znak na „oku Ozyrysa”. Wyobraźcie sobie moi mili, że ten znak należy tłumaczyć tak: „wyśpiewaj zaklęcie wielkiej mocy”.

Kacperek: Czyli należy w języku egipskim wyśpiewać zaklęcie, a wtedy artefakt okaże swoją moc.

Bogumił: Tak Kacperku. Słowa zaklęcia „wejście”, „wyjście” po egipsku potrafię powiedzieć, ale zaśpiewać... No to niebywałe, ja nie umiem śpiewać, a poza tym na jaką to melodię? Śpiewa się przecież do jakiejś melodii. Jaka to melodia sprzed pięciu tysięcy lat?

Kacperek: A może zrobisz tak, jak ja robię. Czasami, kiedy idę do przedszkola, to wymyślam różne słowa i śpiewam je sobie, a melodie same przychodzą mi do głowy, to są takie moje piosenki. Mamusia często się z nich śmieje, bo są wesołe.

Bogumił: Podsunąłeś mi świetny pomysł, ale ja w ogóle nie potrafię śpiewać. A może spróbować?

 

 

Bogumił bierze w ręce „oko Ozyrysa” i przygotowuje się do odśpiewania zaklęcia. Kacperek siedzi na rowerku, trzymając w rękach bryłkę bursztynu

 

Bogumił: Amooooon – teeeeereeee – teeeezeeeeeww – Raaaaaaaaaa

 

 

Kiedy Bogumił skończył śpiewać, w laboratorium jakby wybuchła bomba: ogień błysk i dym. Bogumił po chwili zauważa, że Kacperek i rowerek znikli.

 

 

Kacperek z rowerkiem są na pancerzu ogromnego żółwia wielkości kilku samochodów osobowych. Wokół niesamowity krajobraz, dziwne drzewa, ogromne paprocie, wysokie i kolorowe trawy. Wokół biegają na oślep różnego rodzaju dinozaury: diplodoki, tyranozaury, ichtiozaury itd.. Na niebie widać ogromne świecące kule, które zmierzają z warkoczem dymu ku Ziemi, a kiedy uderzają w nią, wywołują potężne eksplozje. Wycie dinozaurów i huk wybuchów ogłusza Kacperka. Chłopiec krzyczy do rowerka.

 

 

Kacperek: Roweeerrrkkkuuuuu, gdzieeeeeeee myyyyyy jesteśmyyyy....?

Rowerek:...

 

 

 

Laboratorium. Kacperek i rowerek pojawiają się nagle. Rowerek bardzo głośno odpowiada.

 

 

Rowerek: Jesteśmy w epoce dinozzaaaaa......Oooooo.... Jesteśmy w laboratorium!

Bogumił: Na całe szczęście zaklęcie „wyjście” zadziałało. Gdzie byliście, na chwilkę zniknęliście z laboratorium.

Kacperek: Wujku, wujku widzieliśmy dinozaury...Jako to straszna sytuacja była.

Rowerek: Trafiliśmy do epoki dinozaurów i to na dodatek w momencie wielkiej, globalnej katastrofy. Na ziemię spadało tysiące meteorów, wywołując eksplozje i pożary. Dinozaury straciły zupełnie orientację. A my byliśmy w środku tego wszystkiego.

Kacperek: A co się później z nimi stało?

Rowerek: Zmienił się klimat i wszystkie wyginęły.

Bogumił: To znaczy, że nastąpiła ekstrapolacja czasoprzestrzeni, czyli po prostu przenieśliście się w czasie miliony lat. Ale dlaczego do epoki dinozaurów. Dlaczego...Zaraz..., zaraz. A co ty masz w rączkach Kacperku?

Kacperek: No..., ten kawałek bursztynu z jaszczurką.

Bogumił: Ha...Więc wszystko jasne. Ja wyśpiewałem zaklęcie „wejście”, ty Kacperku trzymałeś kawałek bursztynu z epoki dinozaurów i „oko Ozyrysa” przeniosło Cię do czasów, kiedy ten bursztyn powstał. Niesamowite... A więc artefakt, który odkryliście w Egipcie przenosi w czasie i przestrzeni swojego wybrańca. Przenosi tam, skąd pochodzi przedmiot, który wybraniec trzyma w rękach. Ale to proste!

Kacperek: No ale jak wróciliśmy?

Bogumił: Otóż, jak tylko zniknęliście, wpadłem w panikę. Na szczęście szybko oprzytomniałem i zaśpiewałem po egipsku zaklęcie „wyjście”, a wy natychmiast wróciliście. Czyli, jeśli zaśpiewam po egipsku „wejście” „oko Ozyrysa” przenosi was w przeszłość”, a jak zaśpiewam „wyjście”, to wracacie.

Kacperek: Wujku, ja chcę jeszcze gdzieś przenieść się w czasie, to takie niesamowite...

Bogumił: Ale i niebezpieczne, a to z dwóch powodów. Po pierwsze, możecie trafić na jakieś niebezpieczne czasy. Wprawdzie rowerek nie pozwoli, aby stała Ci się jakaś krzywda, ma potężne urządzenia obronne, ale jednak...Po drugie, swoim pobytem możecie coś w przeszłości zmienić tak, że kiedy wrócicie, świat nie będzie już taki sam, będzie się rozwijał w inny sposób. To może mieć katastrofalne skutki.

Kacperek: Ale wujku, co taki mały chłopiec, jak ja może zmienić w przeszłości. Chciałbym tylko zobaczyć, co się działo na przykład 500 lat temu?

Bogumił: Mówisz 500 lat temu, hmmm....Przychodzi mi do głowy pewna tajna misja dla was. Ale nie wiem, to zbyt niebezpieczne. Nie, nie...

Kacperek: Ależ wujku, proszę cię, jaka misja?

Bogumił: Otóż, prawie 500 lat temu rozpoczął swoją czarodziejską karierę pan Twardowski, którego poznaliście na Księżycu. Niestety dał się namówić na używanie czarnej, niebezpiecznej magii. Dlatego teraz w samotności pokutuje ze swoim pajączkiem właśnie na Księżycu. Może gdybyście udali się do Krakowa 500 lat temu, odszukali go i przestrzegli przed czarną magią, mój przyjaciel Twardowski nie zostałby czarnoksiężnikiem, tylko czarodziejem i nie spotkała by go taka straszna kara.

Kaperek: Wujku jedziemy. Tylko, czy masz jakiś przedmiot, który wtedy powstał?

Bogumił: Tak, dostałem od pana Twardowskiego złotego dukata, monetę wybitą za króla Zygmunta Augusta. Właśnie u króla Zygmunta Augusta Twardowski był nadwornym czarodziejem.

Kacperek: Ale skąd będziesz wiedział, że wykonaliśmy tę tajną misję i wezwiesz nas z powrotem.

Rowerek: To proste. Kiedy wykonamy misję, moim bojowym laserem wypalę dziurkę w monecie i wtedy, w przyszłości, też pojawi się w dukacie dziurka i będzie można nas wezwać do laboratorium.

Bogumił: Genialnie rowerku, twoja sztuczna inteligencja działa bez zarzutu. To jest rozwiązanie! Wyruszacie w tajną misję.

Kacperek: O jakim bojowym laserze ty mówisz rowerku?

Rowerek: Nie wszystko o mnie wiesz, jeszcze nie jeden raz mogę Cię zadziwić.

 

Krakowski Rynek w roku 1549. Gwarno i tłumnie. Wszędzie stragany, sklepiki, kupcy i goście z całego świata. W rogu sukiennic mała dziewczynka, Aldonka sprzedaje na straganiku haftowane chusty, chusteczki. W pewnym momencie przed straganikiem pojawia się Kacperek na rowerku.

 

Aldonka: A co to za czary?

Kacperek: Żadne czary, jestem Kacperek. Nie zauważyłaś jak tu przyjechałem, o stamtąd...

Aldonka: Nie kłam mnie, jesteś złym skrzatem.

Kacperek: No co Ty. Eeee...... Dam ci gumę, ale nie powiesz nikomu?

Aldonka: A co to ta guma? Nic od Ciebie nie chce skrzacie. Weź to swoje żelastwo i uciekaj stąd, klientów mi spłoszysz. Uciekaj, bo będę krzyczała.

Kacperek: Nie. Proszę Cię, nie wydaj mnie.

Aldonka: A kto ty jesteś? Ale mów mi tu prawdę.

Kacperek: No jestem takim samym dzieckiem jak ty, tylko z przyszłości i szukam pana Twardowskiego, mam tajną misję do wykonania. To bardzo ważna misja, nie wydasz mnie?

Aldonka: A pana Twardowskiego czarodzieja... To już wszystko rozumiem. Mieszkam obok jego kamienicy, tu w Rynku. Dziecko z przyszłości, hmm...to pewnie jakieś jego czary. Przedziwne rzeczy o nim w Krakowie opowiadają, że nie dziw, że taki skrzat o niego pyta. Zaprowadzę Cię do niego i tak miałam już kończyć handlowanie.

 

 

Komnata Pana Twardowskiego. Na stole stare księgi, wypchane ptaki, zwierzęta, słoiki z jakimiś miksturami. Mistrz Twardowski siedzi na fotelu i wpatruje się w szklaną kulę zamyślony. W drzwiach do komnaty stoją Aldonka i Kacperek na rowerku. Aldonka puka do drzwi.

 

Aldonka: Mistrzu Twardowski, kłaniam się nisko i proszę o wysłuchanie.

Twardowski: A kto wy dzieci jesteście, kto was tu wpuścił?

Aldonka: Nikt nas nie zatrzymywał. Jestem Aldonka, mieszkam tu obok, a to Kacperek, jak mówi, dziecko z przyszłości, który koniecznie chciał się z Mistrzem spotkać, więc go przyprowadziłam. Myślałam, że to jakiś skrzat mistrza.

Twardowski: Mój skrzat, a skądże ci dziecko coś takiego do głowy przyszło? Dziecko z przyszłości mówisz. A pokaż no się z tym żelastwem. Szaty masz jakieś dziwne, pewnie jesteś z Italii. Hmmmm, to z tymi kółkami, to widziałem u mistrza Leonarda, gdym do Rzymu jechał. Ależ cudeńko. A czegoś ty chciał ode mnie?

Kacperek: No, bo mnie wysłał wuj Bogumił, pana przyjaciel...

Twardowski: Nie znam żadnego Bogumiła. Ale to żelastwo to italska robota, piękna robota. Hmmmm, może by to królowi pokazać. Dzieci nie mam dla was czasu teraz, bo na Wawelu turniej rycerski, a organizatorem jest sam król Zygmunt August. Chcecie pójść zobaczyć króla w nowej zbroi? Pokażemy mu to cudeńko na kółkach. To na pewno italska robota, na pewno italska. Chodźcie ze mną.

 

Dziedziniec Wawelu. Odbywa się turniej rycerski. Król w złotej zbroi siedzi na tronie, po obu stronach cały dwór, szlachcice i dworki w pięknych sukniach. Rycerze podjeżdżają do dam, otrzymują od nich chusteczki, co symbolizuje, że zawsze będą tych dam bronić. Już w zbrojach rycerze atakują się na koniach i kopiami starają strącić z siodła. Twardowski z dziećmi staje przed królem.

 

 

Twardowski: Jaśnie panie, kłaniam się nisko.

Król: O, witaj Twardowski, jak tam moje złoto z ołowiu. Czy chociaż odrobinę udało ci się wyczarować?

Twardowski: Jeszcze nie panie, ale jestem blisko, coraz bliżej. Ale przyprowadziłem Ci tu italskie pacholę z cudeńkiem na kółkach, takie jakie widziałem u mistrza Leonarda w Italii. Spójrz, jakże piękna robota.

Król: Twardowski dziś turniej mnie interesuje. Jak będziesz miał złoto, wtedy przychodź do mnie. Mnie złota potrzeba, a nie zabawki.

 

Twardowski odszedł z dziećmi i skrył za tłumem dworzan i gapiów. Kacperek zauważa, że to dobry moment, by wykonać zadanie i ostrzec Twardowskiego przed zgubną, czarną magią. Mówi do niego ściszonym głosem.

 

Kacperek: Mistrzu Twardowski, mistrzu Twardowski...

Twardowski: A czegóż ty chcesz ode mnie?

Kacperek: Mój wujek Bogumił będzie Twoim przyjacielem i prosi Cię byś nie zaprzedał się dla czarnej magii. Bo źle się to skończy.

Twardowski: A skąd ty chłopczyku wiesz o czarnej magii? Nie znasz jej potęgi. Nie wiesz też, co znaczy złoto i władza. Ten twój Bogumił, o ile istnieje, nie rozumie mocy, którą uzyskam, dzięki czarnej magii.

Kacperek: Mam dowód. To dukat, który mu podarowałeś.

Twardowski: O łotrzyku, przecież to dukat dopiero co wybity, nie jest w obiegu między ludźmi, a w królewskim skarbcu. A więc złodziejaszka sprowadziłem na Wawel. Straże..., straże!

 

Twardowski odbiegł na chwilę, by donieść, że złapał złodzieja królewskiego złota. Kacperek zwrócił się do Aldonki.

 

Kacperek: Muszę uciekać.

Aldonka: Wiem Kacperku. Masz tu ode mnie chusteczkę, sama ją wyhaftowałam. Będziesz kiedyś moim rycerzem?

Kacperek: Tak. Będę Twoim kosmicznym rycerzem i będę bronił Cię w całym wszechświecie.

 

Aldonka lekko cmoknęła Kacperka w policzek, ale ten nagle znikł.

 

 

Pokój Kacperka. Chłopiec leży na łóżeczku, trzymając w ręce haftowaną chusteczkę. Do pokoju wchodzi mamusia.

 

Mamusia: Kacperku, jeszcze nie śpisz, jest już bardzo późno. Jakiś smutny jesteś.

Kacperek: Bo nie udała mi się pewna misja.

Mamusia: Jaka misja? A te wasze fantazje z Bogumiłem, on był zawsze szalony, ten mój braciszek, ale o dobrym serduszku. Dzwonił właśnie i mówił, że jesteś dzielnym chłopcem. Nie wiem o co mu chodziło, ale bardzo się cieszę, że się lubicie z wujkiem. A co to za chusteczka? Jaka piękna. Od kogo ją dostałeś? Może od koleżanki z przedszkola? Nie czerwień się Kacperku.

 

 

Mamusia ucałowała Kacperka na dobranoc i już wychodziła z pokoju ale zatrzymała się.

 

Mamusia: Aha, bym zapomniała, Bogumił kazał Ci powiedzieć, że, że, jak to było, że ma misję w gwiazdozbiorze Alfa Centauri, bo źle tam się dzieje, ale jak wróci czekają was nowe przygody. Dobranoc.

 

 

 


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
przysłano: 15 kwietnia 2021 (historia)

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość

współpraca