Kran (wiersz klasyka)

Leonard Kamiński Gabriel







Nie był dla mnie lustrem ani snem. Był zegarem.
Siadałem przed nim na krześle i liczyłem
spadające krople. Niekiedy spadały, lecz
przeważnie krążyły wokół moich ramion.
Zaglądały mi w oczy. Od czasu do czasu wróżyły mi
przyszłość. Były czymś więcej niż drewnianym różańcem.
Lecz pewnego dnia kran został naprawiony.
Cisza z sekundy na sekundę stawała się
bielsza i czystsza. Jak bandaż zaczęła się okręcać
wokół poręczy krzesła. Przesuwała się pod ścianami.
Siadywała mi na kolanach. Nie wytrzymałem
tego zewnętrznego nacisku.
Całe powietrze wykropliło się ze mnie.
Na nogach z waty podbiegłem do kranu. Uderzyłem
w miedzianą rurkę wydrążoną łyżką.
Krople znowu zaczęły spadać na szkiełko mego zegarka.
W ten sposób rozwiązana kwestia czasu przestała
dla mnie istnieć. Tak naprawdę nie jestem pewien,
czy nie rozwiązałem kilku kwestii naraz.

czerwiec 1977

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
531 wyświetleń
przysłano: 5 marca 2010

Leonard Kamiński Gabriel

Inne teksty autora

Mendele

Leonard Kamiński Gabriel, wiersz klasyka

Anna - handlarka liniami życia

Leonard Kamiński Gabriel, wiersz klasyka

Będę...

Leonard Kamiński Gabriel, wiersz klasyka

Grudzień na górce Blacharskiej

Leonard Kamiński Gabriel, wiersz klasyka

Jaka mi jesteś....

Leonard Kamiński Gabriel, wiersz klasyka

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło