Literatura

Lupus do Kratoniasa - Coda (wiersz klasyka)

Leonard Kamiński Gabriel

 

 

I widzisz Kratoniasie odarli nas ze wszystkiego...
Kobiety stoją z dziećmi w długich kolejkach po jałmużnę;
od białego rana słychać płacz i szlochanie
przemieszane z bezsilnością.
Kolejny dzień zaczyna się od braku nadziei
i jakiejkolwiek pracy.                                    
W niejednym domu brakuje chleba;
senat obraduje nad wyższymi  dietami.
Bogactwo i bieda splątane ze sobą
niejednokrotnie  stoją przed
sytuacją bez wyjścia.

Miasto kwitnie; zbudowali nam rynek,
areopag dla władzy
i wybieg dla obcokrajowców
wybielony marmurami. Mówili Kratoniasie,
że te igrzyska są dla nas, że
będziemy dopuszczeni do biegu. A teraz widzisz,
wawrzyny bezpowrotnie zwiędły. 
Siorbiemy cienkie zupki siedząc na nabrzeżu.
W koło blichtr; importowane
zamorskie towary tragarze
zanoszą do nowych dzielnic
strzeżonych przez wiernych pretorian.
Obronne brytany krążą po trawnikach jak bezimienni
gladiatorzy. Nawet bogowie
wysyłają w ich kierunku biały dym.

Tak to już jest Kratoniusie
demokracja dla wybranych, kłamstwa
zstępują między nas siejąc zwątpienie.
Święte igrzyska
zastąpiono biesiadami do białego rana.

Ludzie podzieleni wewnętrznie
chcąc utrzymać rodziny
najczęściej milczą, albo wyjeżdżają  za chlebem   
zgadzając się nad dobrowolną banicję.
I to miał być po tylu latach wyrzeczeń
ten nasz upragniony Złoty Wiek;  triumf mądrości i wiedzy,
powrót filozofów, nowych szkół i prądów.
A co nam pozostało;
zawody w wiązaniu końca z końcem,
lichwa i jeśli już, to niewolnicza praca "na okrągło",
bez żadnych zasad i ludzkiego oblicza.
Nie wiem, co to oznacza, wszyscy po cichu narzekają,
a strach tłumi wszelką odwagę.

Coraz częściej śni mi się, iż zniewoleni, ogłupiali
stoimy odwróceni tyłem do słońca
przed kolejną reklamą
świetlanej przyszłości.
Świt nie nadchodzi, jedynie wiatr
próbuje po raz wtóry
rozniecić przygasłe ognie Olimpu.

15.09.2005/6.10.08

                                         

                                       
     
                                       
                                       
                                       
                                       


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
przysłano: 5 marca 2010

Leonard Kamiński Gabriel

Inne teksty autora

Mendele
Leonard Kamiński Gabriel
Anna - handlarka liniami życia
Leonard Kamiński Gabriel
Będę...
Leonard Kamiński Gabriel
Grudzień na górce Blacharskiej
Leonard Kamiński Gabriel
Jaka mi jesteś....
Leonard Kamiński Gabriel
List XVIII
Leonard Kamiński Gabriel
Milczenie jest w nas
Leonard Kamiński Gabriel
więcej tekstów »

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość

współpraca