Literatura

Pejzaż paryski (wiersz klasyka)

Leonard Kamiński Gabriel





Słońce pod koniec dnia kruche jak mydlana bańka
między przęsłami wieży eiffla podobne jest
do drabiny jakubowej. Wspinam się po nim
na sam szczyt montparnasse. Mrużę oczy
przed odłamkami pere-lachaise niczym kot
przebiegając pod murem ogrodu luksemburskiego.
Za plecami mam lasek buloński, łuk triumfalny
i chłodny strumień samochodów, wspinający się
na sam szczyt pustego o tej porze nieba.

Płótna modiglianiego ciężkie od kolorów stygnącego dnia
przecinają sekwanę na pół
tuż przy bulwarze sewastopolskim.
Bukiniści schodzą do wnętrze przepastnych kufrów
powtarzając na pamięć „A rebours” Huysmans’a.
Hiob usunął z paryskich kanałów pamięć. Teraz
młodzi żołnierze wstydząc się swoich ran
wracają pojedynczo chyłkiem z linii maginota.
Skrępowani wyrzutami sumienia, ukradkiem
poprawiają zadania domowe z nieśmiertelności.

Apollinaire z obandażowaną głową, notuje
chaotycznie na kawałku ligniny ostatnie „kaligramy”.
Śluzy i zwodzone mosty uniesione dyskretnie
przepuszczają o tej porze splecione ze sobą
ciała kochanków.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
przysłano: 5 marca 2010

Leonard Kamiński Gabriel

Inne teksty autora

Mendele
Leonard Kamiński Gabriel
Anna - handlarka liniami życia
Leonard Kamiński Gabriel
Będę...
Leonard Kamiński Gabriel
Grudzień na górce Blacharskiej
Leonard Kamiński Gabriel
Jaka mi jesteś....
Leonard Kamiński Gabriel
List XVIII
Leonard Kamiński Gabriel
Milczenie jest w nas
Leonard Kamiński Gabriel
więcej tekstów »

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość

współpraca