Literatura

Pejzaż polski (wiersz klasyka)

Leonard Kamiński Gabriel

 

 

Kapliczki przydroże w deszczu jak u Gierymskiego,
wymodlone doszczętnie, i ta armia niemych cieni
tuż nad polem, u zatrutej studni.
(Kiedyś postne wypominki
szeptane z ust do ust wskazywały drogę,
teraz zaledwie śladem na języku).

Malczewski na rozstajach dróg; nieme
drogowskazy melancholii, szarpane brzegi horyzontu
z siną pręgą świtu u brzegów słońca. Nad ranem
śpiew ptaków i zabłąkane kule
rozbrzmiewają w koronach drzew szczególną muzyką.
Końskie podkowy spięte tuż przy cuglach,
krzesząc przy ziemi snopy zimnych ogni
wbiegają w szalonym pędzie w panoptikum historii.
We mgle, okłamane pokolenia w chocholim tańcu,
wyczekują dźwięku trąbki... o północy
za oknami jedynie rżenie koni; bezimienne armie
trąbią wsiadanego... tak kiedyś
nasi ojcowie uczyli się alfabetu.

Braterstwo, przyjaźń, honor, te proste prawdy
stanowiły nasz węgielny kamień.
Podzieleni, kiedy w końcu nauczymy się
po błędach rozpoznawać prawdę, spoglądać
bez cienia strachu prawdzie w oczy,
wracając do źródeł czystego języka.


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
przysłano: 5 marca 2010

Leonard Kamiński Gabriel

Inne teksty autora

Mendele
Leonard Kamiński Gabriel
Anna - handlarka liniami życia
Leonard Kamiński Gabriel
Będę...
Leonard Kamiński Gabriel
Grudzień na górce Blacharskiej
Leonard Kamiński Gabriel
Jaka mi jesteś....
Leonard Kamiński Gabriel
List XVIII
Leonard Kamiński Gabriel
Milczenie jest w nas
Leonard Kamiński Gabriel
więcej tekstów »

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość

współpraca