Schody (wiersz klasyka)

Leonard Kamiński Gabriel







Nie poznałem ich języka ani obyczajów.
Wiem, że nie nabrały boskiego znaczenia.
Ludzie traktują je jak teatralny rekwizyt
a one tak naprawdę nigdy nie zagrały głównej roli.
Bez żadnej pozy i maski schody w moim domu
wchodzą razem ze mną na coraz wyższe piętra.
Niekiedy wyprzedzają mnie i stają
przed z góry wybranymi drzwiami. Wsłuchują się w moje
kroki, lecz z całego rytuału pozostaje im
tylko echo.
We śnie rozwijają się w jedną długą wstęgę -
niekiedy obwiązuję nią głowę lub zasłaniam oczy.
Gdy spoglądam na nie przez soczewkę, widzę
odbite w nich jeszcze inne schody.
Mogę podnieść je z kolan do poziomu oczu
Potrafię także podciągnąć je aż po ostatnie piętro
klatki schodowej.
Moim jedynym kłopotem jest teraz problem
podejścia do przedmiotu.
Poznałem je wreszcie od ściany do ściany.
Splątałem w kłębek wygodnych dla mnie okoliczności.
Nasze postawy przyjmują przeważnie kształt
paraboli. Omijamy wspólnie ślepe uliczki,
lecz od czasu do czasu wypadam
ze zbyt ostrych zakrętów.
Potrzebujemy potem wiele czasu, by wejść
z powrotem na górę.

wrzesień 1977

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
347 wyświetleń
przysłano: 5 marca 2010

Leonard Kamiński Gabriel

Inne teksty autora

Mendele

Leonard Kamiński Gabriel, wiersz klasyka

Anna - handlarka liniami życia

Leonard Kamiński Gabriel, wiersz klasyka

Będę...

Leonard Kamiński Gabriel, wiersz klasyka

Grudzień na górce Blacharskiej

Leonard Kamiński Gabriel, wiersz klasyka

Jaka mi jesteś....

Leonard Kamiński Gabriel, wiersz klasyka

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło