Rozwinięcie (wiersz klasyka)

Marcin Świetlicki

Oto się ciemność powoli rozszerza
i wschodzi wszędzie. I wewnątrz wszystkiego
maszeruje jak robak. Wyczerpanym światłem
latarnie zdolne są oświetlić tylko
siebie nawzajem. Resztki deszczu, północ.
Pies sika, a ja mrużąc oczy wypatruję wroga:
gdzieś jest - w tej tutaj pustce, w tym
czasie, skąś tu idzie, lecz na razie jednak
ma twarz kamienic i drzew, gdzieś tu musi być
ma mnie w swoich lornetkach, na polowych mapach,
wewnątrz.

Daję więc znaki papierosem, pies
oznacza swoje strefy (ma na to sposoby).
Nie jestem zdrajcą, lecz oczarowania
rozczarowały. Jadąc tu pociągiem
dostrzegałem przestrzenie stokroć potężniejsze
i widuję je jeszcze czasami we śnie,
i w miejscowych kobietach staram się je dostrzec,
chociaż pewnie ich nie ma. Zawsze jednak
jest jeszcze inne miasto, ponad
tym. Zawsze jest coś ponad tym. Nie, nie jestem zdrajcą,
bo bronię tego miasta, tylko tutaj mam
prawo.

1990

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
2 720 wyświetleń
przysłano: 5 marca 2010

Marcin Świetlicki

Inne teksty autora

Kochanie

Marcin Świetlicki, wiersz klasyka

McDonald´s

Marcin Świetlicki, wiersz klasyka

Aha

Marcin Świetlicki, wiersz klasyka

Marcin Swietlicki - *** (Budząc się z ręką)

Marcin Świetlicki, wiersz klasyka

Czterdziesta czwarta

Marcin Świetlicki, wiersz klasyka

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło