Poranek (wiersz)

jakub skrzew

Kiedy wstaje rano i patrzę w lustro w środek oka mojego w odbijającą się w niej moja postać i widzę wtedy siebie całego sponiewieranego przez życie i ludzkość

 

I myślę wtedy o życiu rodzinie świecie w którego środku stoję jak szpilka której końcówka w idealnie prosty sposób wbita jest w jej środek

 

Tak przeszywa mnie to wszystko na wskroś gubiąc główny zamysł tego co chce przekazać

 

I idę ulicą miasta mojego słońce świeci oświetlając najgłębsze zakamarek

 

I chcę wzlecieć daleko choć stopy cięższe niż te dwa ciężarki

 

I odejść stąd chciałbym i zostać tu muszę

 

I krzyczeć już pragnę przez zamkniętą duszę do której ty klucza nigdy nie dostaniesz

 

Chciałbym wyjechać nad morze

 

Byłem tam  już kiedyś pamiętam gdy szedłem już lasem ten zasłaniał mi wszystko ale ja widziałem już tą bezkresną wodę i czułem ten piasek lekko parzy w stopy ale koi zmysły i cierpienie moje

 

 Chce wciąż to zostawić uciec stąd daleko ale już tu chyba zostanę tak boję się nowego

 

 

 

 

 

 

 


dobry– 3 głosy
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
anastazja
anastazja 12 pazdziernika 2009, 20:32
Dobre, pozdrawiam.
Kliner Ka.
Kliner Ka. 14 pazdziernika 2009, 08:56
wartościowy.
Johannes Tussilago
Johannes Tussilago 15 pazdziernika 2009, 09:43
W sumie zamysł podoba się, ale tekst wymaga sporo pracy: zaimki (do wysłania za morze), literówki, szyk wyrazów, powtórzenia (nie zawsze najszczęśliwsze). Fajny rym: muszę - duszę, do przemyślenia: zakamarki - ciężarki (gramatyczny). "Sponiewieranego" domknęłabym "nowego".
Świetny wydźwięk ma to wtrącenie: "Chciałbym wyjechać nad morze". Poniżej kilka sugestii. Pozdrawiam.

"Kiedy wstaję rano i patrzę w lustro w środek oka w odbijającą się w nim postać widzę wtedy siebie przez życie i ludzkość sponiewieranego

I myślę o rodzinie świecie w którego środku stoję gdzie w idealnie prosty sposób wbija się szpilka

Tak przeszywa mnie wszystko na wskroś i gubię zamysł co chciałem przekazać

I idę ulicą mojego miasta słońce świeci oświetlając najgłębsze zakamarki

I chcę wzlecieć daleko choć stopy cięższe niż te dwa ciężarki

I odejść stąd chciałbym i zostać muszę

I krzyczeć już pragnę przez zamkniętą duszę do której klucza nigdy nie dostaniesz

Chciałbym wyjechać nad morze

Kiedyś tam byłem pamiętam szedłem lasem ten zasłaniał wszystko ale widziałem już tą bezkresną wodę i czułem piasek lekko parzył w stopy ale i koił zmysły i cierpienie moje

Chcę uciec stąd daleko ale chyba zostanę tak boję się nowego"
Justyna D. Barańska
Justyna D. Barańska 28 pazdziernika 2009, 23:07
tą duszą wszystko zepsułeś mojemu odbiorowi!
488 wyświetleń
przysłano: 11 pazdziernika 2009 (historia)

Andrzej Niewolański

27 Wrocław
3 teksty

Inne teksty autora

Ołowiani

jakub skrzew, wiersz

Klaun

Andrzej Niewolański, wiersz

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło