Literatura

Palcami rozgarniam rozsypane igliwie (wiersz)

hopeless

Za oknem noc, mgła,
zegar wybija nasz czas,
śpisz,
a ja nie mogę uwierzyć, że jesteś.

 

Długo byłem sam,
zapomniałem, jak smakuje oddech spragnionych ust,
jak ciepły potrafi być dotyk.
Odkrywam barwy, których nie znałem, magię nocy
zanurzoną w cieniach,
zwierzęcość otuloną ciepłem, bezwstyd zmieszany z czułością.

 

Tak właśnie dobiorę odcienie,
na palecie wymieszam kolory, namaluję bezkres oceanu
i te wielkie marzenia, które rozbudziłaś.
Szukam świateł na drodze, otwartego baru.

 

Kiedyś dotyk ratował mi życie, dzisiaj
liżąc koniuszek palca, czuję twój smak, wiem – nie dasz mi tak dojść,
chcesz bym prosił.
O matko!
Patrzę w lustro i nie ma w nim ciebie,
to tylko ja,
delikatna dosadność.

 

Poszatkowałem rzeczywistość – nie wracam do tego co było.

 


dobry 2 głosy
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
Marzena
Marzena 16 września 2020, 10:53
Jeśli idzie nowe...
/na palecie wymieszam kolory, namaluję bezkres oceanu/
zapowiada się ciekawie... hm ;-)
przysłano: 15 września 2020 (historia)

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość

współpraca