W sennym dumaniu gdy uroczo tonę
Szukam, gdzie uszczknąć świeży myśli kwiat
I okiem zbiegam me stepy zielone
Niebo i ziemię, i szeroki świat
I z ust mi spływa pieśń cicha i drżąca
Jak srebrny promień miesiąca
Niż gonić złudy - ach! lepiej by może
Duchem przeniknąć pasmo przyszłych dróg
Próżny niepokój! Bo czegóż się trwożę?
O mojej doli dobry myśli Bóg
Niech pieśń ulata w zapomnienia chwili
Jak rój swobodnych motyli!
Gdy spojrzę w lica dzieweczki uroczej
Grzebię w mej piersi znojny życia trud
Patrzę głęboko w czarodziejskie oczy
Jak gwiazda patrzy w głąb jeziora wód
I pieśń z mej duszy wykwita bez wiedzy
Jak dzika róża na miedzy
Ona mnie kocha! Piję z pełnej czary
Szczęście, jak niegdyś jam z niej gorycz pił
Dolejcież wina! Niechaj węgrzyn stary
Odegna smutek, co mi duszę śćmił
Z ust upojonych jasne piesni słowo
Niech tryska barwą tęczową!
Gdy ja niebaczny trzymam puchar w ręku
Zabrzękły pęta, słyszę bratni jęk
O! Przy godowym kielichów pobrzęku
Jak im urąga straszny kajdan szczęk
I pieśń z mej duszy w takt szczęku łańcucha
Gradową chmurą wybucha!
Kiedyż, ach, kiedyż biedny lud rozkruszy
Wiekowe jarzmo, co mu tłoczy kark?
Nim rdza mu plamę wypali na duszy
Nim boleść stera siłę krzepkich bark
Pieśni! Zbudź naród złaman klęsk ogromem
Bądź błyskawicą! Bądź gromem!