Kiedyś przygniatała
nas fioletowa mgła.
Leżeliśmy, mówiąc:
-Kocham cię.
-Kto?
-Ja!
Jesteś taki wyjątkowy...
Wszędzie kraczą wrony,
ktoś kogoś zabija —
ich głowy!
Pisk, dźwięk ciągły,
długie trąby.
Ciemna pomarańcz
z czernią jak dym.
Słońce spada...
-Wstań i tańcz!
Oh! Kto opowiada?
Nie chcę tu być.
Krzyki, wrzaski,
ludzie wpadający
w warczące potrzaski.
-Takie smutne,
-Nieprawda!
-Dla mnie piękne, cudne.
Otrzyj łzy...
To już tu.
Został popiół —
jak my?