Kimże jesteś, mały druhu?
Daj mi odejść, ty wybuchu.
Przyszedł stworek mały,
ucałował mnie słodki,
zgniły, jak umarły.
Na drzewach wiszą muchy,
liny od wiatru wirują,
patrz, jak pięknie tańcują.
Nie ma tu ludzi,
dopóki ktoś mnie przebudzi.
Zatem ruszajmy dalej,
w głębiny wielu alei.
Tam, w jednej, przebywa
duch Herod Wielki.
Gdzieś tam, na prawo,
świeci gwiazda.
Pędźmy za nią!
W trakcie drogi,
myśl przywiewa:
tu fałszywe życie,
proszę, pomocy trzeba!
Uwolnij mnie skrycie!
Ktoś zaprasza,
chwali cięcie głowy.
Odpowiem wam:
pistolet do brzucha.
Nie ma mnie,
do śpiewu rodziny,
reszta tak głucha.
Co to było?
Poleciało w górę.
Za to drzewo
odrodziło się piękno.
Gdzieś tam daleko, daleko,
jest ślub miłości.
W prezencie wieniec kwiatów,
jak dziewczyna - ubrany
w suknię i welon, gładki, biały.
Zostały przekroczone odpowiednie bramy,
w radości pognamy!