Gabriel Korbus - Ckliwe pozostałości przeszłości

mega-man

Kołysanka dla Jany


Śpij, moja Jano, śpij sobie,

Niech szumi miły las,

Niech zniknie wszelki strach.


Szumi wielkie morze,

Liście gubią zorze,

Niech cię tuli wiatr,

Bajki jak ze złotych kart.


Rośnie wielki krzew,

Pręży złotą brew,

Pnie gałązki mokre,

Gubi srebrne krople.


A ty śpij, Jano, śpij sobie,

Niechaj skrzypi tobie

Wielki letni las,

Suchy morski maszt.


Rzuć ten kolorowy czar,

Co rozprasza strachy mar,

Poleć jako biały ptak,

Nieś mnie na swym grzbiecie tak,

Abym widział wielki świat.


Złoty księżyc cię utuli,

Schowasz się w tęczowej kuli,

W opalowej korze,

Wszystko będzie dobrze.


Śpij, moja Jano, nie gub snów,

Jutro będziesz lecieć znów,

Aż do głębi starych roślin,

Gdzie się pręży srebrny muślin.


Król Gór


Widziałem jak leciałaś,

Jako mewa biała,

Bez ludzkiego ciała,

Daleko, w gwiezdny gaz.


Szumiał gdzieś twój las,

Gdzie czeka wciąż Król Gór,

Twój nie zburzony mur,

Twej duszy wieczny ból.


Lecz na co ból i twój Król Gór,

Gdy wiecznie płoną gwiazdy,

Swobody promień jasny,

Wolności piękny świat.


Więc poleć przez otchłanie próżni,

Przez ognie bólów, śmierci wróżby,

Uciekaj, on tam jest!


Twój wielki ból, twój wuj, Król Gór,

W zielonym, pustym lesie,

Swój mrok na plecach niesie,

Swój mrok – twój wieczny ból.


I dalej, w głąb, w zielonym lesie,

Gdzie echo głuche krzyki niesie,

Sadzawka brudna gnije,

W sadzawce są dwa kije.


Je w dłoniach dzierżył wielki Bóg,

Ten stary Wodny Brahman,

Nicości wiecznej brama,

Co plecy twoje tłukł.


Lecz po co las i po co Król

I po co Wodny Brahman?

Nie tylko las na świecie stoi,

Nie tylko Bóg i Szatan.


Jest też i wiatr i cień pod drzewem

Jest też i szum i śmiech pod niebem,

I chmury są i gwiazdy.


Więc leć, uciekaj, byle dalej,

By nie miał cię twój Szatan całej,

By nie miał cię i Bóg.


Więc leć, uciekaj, byle dalej,

Ode mnie nawet i ocalej,

Bym nie miał cię i ja.


Więc poleć przez otchłanie próżni,

Przez ognie bólów, śmierci wróżby,

Uciekaj, on tam jest!


Twój wielki ból, twój wuj, Król Gór,

W zielonym, pustym lesie,

Swój mrok na plecach niesie,

Swój mrok – twój wieczny ból.


Jana 1


Palić marihuanę

I się całować,

Patrzeć na noc

I tułać się boso po świecie,

To jest życie na całego,

Tak wizje wplatają się w życie,

Gdy przypadek przynosi ci marzenia.


Misie Jany


Miś, królik, lis,

Trzej pluszowi przyjaciele.

Mądry miś,

Junak królik,

Miły lis,

I ty.


Królik skacze, żarty mówi,

Lis swe stare buty gubi,

Miś ciasteczka zjadać lubi.


Z nimi zawsze jest impreza,

Z nich jest zgrana plusz-orkiestra,

Królik na gitarze gra,

Lis głos ostry czasem ma,

Miś natomiast duży bas,

Płuca szumią niby las.


Malutka Jana

Wita misie z rana.


Miś, królik, lis,

I ty,

Zna was całe miasto,

Beżowe jak ciasto,

Idzie zgrana gromadka

Z bajkowego światka,

Nie ma już spokoju,

Dudnią szyby w domu,

Smoki uszy zatykają,

Tak się właśnie głośno bawią

Miś, królik, lis,

I ty.


Królik skacze, żarty mówi,

Lis swe stare buty gubi,

Miś ciasteczka zjadać lubi,

A ty? Strach powiedzieć, strach nie powie,

Strach nie mówi w ludzkiej mowie.

Drzewko


Tulmy się przez noc

I łaźmy przez dzień,

Poszukajmy tego twojego drzewka.


Pójdziemy przez tą twoją wieś,

Przez krowią drogę i posłuchamy lisów i psów.


A potem upijmy się,

Ukradnij mi pocałunek

I pałętajmy się pod płotami w nocy.


Znowu Jana


Kocham cię – a ty mnie nie kochasz,

Jestem dzieckiem – a ty jesteś dorosła,

Jestem pusty – a ty jesteś wypchana,

Chcę Świniowca – a ty masz Świniowca,

Boję się Chochoła – a on goni za mną złoty po polu,

Ja rozumiem wszystko – a ty masz wszystko,

Myślisz, że się wywyższam – a ja wiem, że jestem głupi.


Dwie drogi


Ameryka odkupi nasze grzechy,

Ale my i tak nie pożałujemy.


Ciągle wracamy drogą do Olimpii,

Znajdujemy się i tulimy, ale to nic nie daje.


Ja idę kamienną drogą z czerwonym jedwabiem,

A ty po drodze na wsi, gdzie przeganiają krowy.


Jana rolnik


Wyrywasz i zasiewasz moją miłość,

Jak zboże, jak zęby,

Wyjmujesz sobie zboże z oczu

I wsadzasz mi i się uśmiechasz,

A jednak wiem, że nie chcesz żyć.


Ot, widzisz jak to krzywo jest na świecie,

Może jakbyś poszła nad morze lepiej byś zrozumiała.


Przytulanki


Spaliśmy, a ja tuliłem cię tak mocno jak tylko mogłem,

Ty tuliłaś mnie i wtulałaś we mnie głowę.


Kiedyś byłem prawie smutny,

A teraz jestem wesoły.


Może tylko potrzebowałem

Twojej bliskości i ciepła.


Może tylko mojego wypłowiałego uczucia,

Jak słomy porozrzucanej na krowiej drodze.


Lód dla Jany


Nie ma sposobu na wywózkę lodu,

Nie ma sposobu na wywózkę lodu,

Nie ma sposobu na wywózkę lodu.


Lód siedzi pod lodem, dudni we własnych kryształkowych salach i gra na swoich lodowych zębach.


Nie warto gadać, nie przegada się lodu, i tak w końcu wygra, za rok, za dwa czy za miliard lat i wielość wcieleń nic na to nie da.


Tutaj właśnie twoje materialistyczne podejście styka się z faktyczną poszewką świata, poszewką zrobioną z lodu.


Nawet gwiazdy sczernią się i zgasną, a gdzie się wtedy podzieją te wszystkie ludzkie dusze, które jak sarenki uciekały przed zlodowaceniem? w jeden czas i drugi czas? może uciekną do tyłu a wtedy ja znowu będę Mickiewiczem a ty Marylką.


Pobiegną jak stada jeleni przegnane przez umierającego geparda, pobiegną w ciepłych promieniach późnego letniego dnia, które już zaczynają pokrywać się chłodem.


Nie chcesz być Marylką, ale i ja nie chcę być Mickiewiczem, Mickiewicz był chujem, niszczył ludzi, którzy go kochali, nie był nawet tak wielkim poetą, choć stworzył kilka niesamowitych dzieł, i jeszcze porzucił myślenie, jakie ma znaczenie życie bez tworzenia i co to za boży głupiec, co nie chce robić głupstw? Kto chciałby być takim człowiekiem?


Możemy więc przetrwać, jeśli jednak uciekniemy wtedy stracimy na zawsze możliwość pójścia dalej i będziemy tułać się w tył w podłych wcieleniach.


Ale co ma nasz świat i jego lód i całe nieistnienie wobec świata światów?


Jeśli światów jest nieskończona liczba, tak jak wierzą obecnie wszyscy, to są one rozpięte na całej osi wszystkiego co możliwe, od nicości aż po absolutne istnienie, a jakie wtedy znaczenie ma cała śmierć? Czy może coś nie istnieć skoro istnieje wszystko?


Jeśli w tym świecie nawet przestaniesz istnieć, to dlaczego inny świat nie miałby wydobyć cię z nieistnienia i ściągnąć z powrotem?


Czy w ogóle możliwe jest istnienie tylko tu i teraz, skoro światy są nieskończone w liczbie i są wszystkim? Czy wszystko nie jest światem, a świat nie jest wszystkim zmieszanym ze sobą a zarazem oddzielnym i czy ty nie jesteś najmniejszą cząstką istnienia i najpotężniejszą sięgającą aż w bezmiar niewyobrażalnego?


W liceum mówiłem wszystkim, że jestem Bogiem i mówiłem to Marcelinie, na co ona zawsze mówiła, że to nie prawda, ale czy jest sens tak mówić wobec tego wszystkiego? Czy każdy człowiek nie jest Bogiem i czy Bóg nie jest najpospolitszą i najrzadszą istotą wszędzie i zawsze?


Więc może jednak da się przegadać lód, bo jeśli nawet świat dąży do entropii to jednak w całym bezmiarze czasu, który był jeszcze zanim czas powstał, był potencjał porządku i teraz na świecie panuje porządek, chociaż minął cały ten bezmiar czasu.



Julia I


Ma czarne włosy

I czarne oczy,

Jest pięknym snem,

Którego bym pożałował,

Zrodzonym w krainie pyłu i frustracji.


Ale co ja tam wiem,

Już teraz żałuję każdego dnia,

A mimo to jestem w stanie patrzeć w dal i nadal wierzyć,

Że to będzie najpiękniejsza jesień mojego życia.


Julia III


Śpij czarnowłosa dziewczyno,

Śpij w białej piżamie na łóżku z kwiatów.


Śpij w złotym sercu Brahmana,

Gdzie mieszka łagodna, spokojna miłość.


Obyś chodziła szczęśliwa bosymi stopami po Drodze Mlecznej,

Ubrana w szal wiatru prawdziwych światów.


Julia VI


Smutny kościół w paskudnym mieście,

Idealne miejsce na pogrzeb.


Najlepiej zakopać płomyki młodości

W zarobaczonej ziemi,

W krainie wiecznych kwiatów,

Gdzie chabry i maki rosną przy drogach.


Trawy i zboża szumią tam delikatnie.


Ale groby wyglądają tam tak,

Jakby śmierć naprawdę była wieczna.


Nie wypuszczą człowieka z jego zdjęcia,

Od teraz będzie wrośnięty w mechaniczny rytuał,

Jak zegarek albo mechaniczny teatrzyk.


A mogłaby spać wśród chabrów i maków.



mega-man
mega-man
Wiersz · 1 maja 2025