szarość skały

Yaro

szary dzień szare krople

szary parapet chlap chlap

ciapie cały dzień leci z dachu

czegoś brakuje

może w innym miejscu powinien być

leci na łeb na kark prosto tak

 

szary cień pod parasolem

mocząc ręce głowę

kontury rzęs

 

zachodzę w myślach

dlaczego dręczysz

zła depresjo

odejdź wraz z deszczem

 

słowa są zbędne

został pokój

więzieniem celą i

tabletki na gęstość lęku

nieuczesane brudne filtry

 

spać nie mogę

myśli krążą w krwioobiegu

między pokojem a aneksem

 

ten deszcz potrzebny tylko komu

upadłego kopie strach zniosę wszystko

odejdź przecież muszę żyć

Yaro
Yaro
Wiersz · 28 czerwca 2025
anonim