szary dzień szare krople
szary parapet chlap chlap
ciapie cały dzień leci z dachu
czegoś brakuje
może w innym miejscu powinien być
leci na łeb na kark prosto tak
szary cień pod parasolem
mocząc ręce głowę
kontury rzęs
zachodzę w myślach
dlaczego dręczysz
zła depresjo
odejdź wraz z deszczem
słowa są zbędne
został pokój
więzieniem celą i
tabletki na gęstość lęku
nieuczesane brudne filtry
spać nie mogę
myśli krążą w krwioobiegu
między pokojem a aneksem
ten deszcz potrzebny tylko komu
upadłego kopie strach zniosę wszystko
odejdź przecież muszę żyć