ku końcowi

Yaro

co dalej tylko stromy brzeg

w uszach szum metaliczny

w ustach smak spieczonej Ziemi

szalenie szybko płynie czas


idą pory roku jedna po drugiej

nie zatrzymasz korowodu

ciało przeminęło stare jak las

ułożone w pasjansie karty


rzucam kości chude miesza w głowie

niewielką wartość istnienia

coś nie tak jak pisałem wcześniej wszystko przeminie

wszystko niepewność jedno jest pewne


Boże pobłogosław podnieś z kolan

nie byłem ideałem zmieniłem drogę

podążam za Twoim słowem

upust w czynach

idę nie jestem sam trzymasz mnie

gdy nadchodzi ciężki dzień

gdy umiera cisza w ten ciężar prowadź

w ogień co oczyszcza sumienia pali skórę na węgiel


Yaro
Yaro
Wiersz · 3 września 2025
anonim