***

S. J. K.

nie przeżyłem nic czym warto się chwalić

teraz cały świat może się walić

gdy rodziła się wiosna ja czekałem na ciebie

i leżąc na łące myślałem, że czekam już w Niebie

i choć miałem pieniądze i dość piękną twarz

zawsze byłem sam, aż przestałem już spać

zawsze czułem się brzydki, teraz wiem, że to fakt

ludzi, których zawiodłem było więcej niż nas

słońce stawało na niebie, a ja czekałem na ciebie

choć złota promienie raniły mi ręce

czekałem na księżyc, lecz my dobrze wiemy

że wszystko co potworne srebro miecza zniweczy

chwytałem się maków i sklepowych zapleczy

zapytajcie rodziców, może ktoś im uwierzy

nad niczyją głową nie będę jak kwiat

wiem, że żyć będę wiecznie, ale na co mi dłoń

skoro wiem bardzo dobrze, że w cierniach jej skroń

nim odejdzie, chciałbym tylko raz wspomnieć

o wierzy z wieszaków i tunelu jak płomień

gdybym mógł wspomnieć o Bogu byłbym wdzięczny niezmiernie

nigdy Weń nie wierzyłem choć On wciąż wierzy we mnie

choć peanów na Jezusa cześć spisałem więcej jak 6

jego ciała w kościele nie wolno mi jeść

kiść winogron i tobołek złych słów

morze gwoździ, cykuta i broń

pluję synonimami, choć na prawdę mam dość

moja krwawa, prawa dłoń nie będzie mnie słuchać

dam ci tuzin powodów, przez które zobaczysz Weń trupa

tylko proszę, nie mów, że nie rzekłem ci wcześniej

bo jestem chorym człowiekiem zamkniętym w tym świecie

jestem głupim aniołem o woskowym ciele

ciągle czekam na wiosnę myśląc, że ci zazdroszczę

'miast testament swój pisać miałem z miast dziś wyjechać

jutro mam gdzieś rozstanie, chyba się nań nie zjawię

jestem naćpaną maszyną, ciągle robię to samo

nigdy nie pójdę wprzód, aby umrzeć w Tobago

a Trinidad nigdy nie usłyszy tej pieśni

mojej twarzy-nagrobka żadna dłoń smagła nie zwiedzi

by odrodzić się znowu herbaty słodzić nie można

jak jednak nie słodzić gdy życie-droga tak zdrożna

gdybym miał gdzieś pasieki pewnie mordowałbym pszczoły

niegdysiejsze śniegi przysypały żółć, cięgi

póki jeszcze mam papier chciałbym cię nim otulić

wierzę że tylko przez wiersz do swego ciała mnie wpuścisz

gdybym wiedział, że cierpisz pewnie bym ci odpuścił

w tej jaskini ciemność już po kres pozostanę

po co leczyć depresję skoro jest mi wspaniale?

kaszmirowe szale nie były za drogie

wybrałem ten sklep byśmy weszli w jemiołę

 co dzień obchodzę narodziny Chrystusa

ponieważ co dzień całuję cię w usta

a gdy na ołtarzu ciała swe ciało składałem

ty przyjmujesz mnie z troską i oddajesz z nawiązką

chciałbym wiedzieć czy kwiaty kwitną kiedy nie patrzę

może wtedy mógłbym ci wyrzec czemu nie zasnę

gdybym mógł gdzieś zadzwonić raczej byłbyś to ty

gdybym mógł gdzieś zadzwonić pewnie szepnąłbyś mi

że tym rakiem-mordercą jest nie kto inny jak my

ta cisza w słuchawce zniszczyłaby mnie

lecz jak dobrze wiesz, nie umrę za cię

S. J. K.
S. J. K.
Wiersz · 6 stycznia 2026
anonim