nie przeżyłem nic czym warto się chwalić
teraz cały świat może się walić
gdy rodziła się wiosna ja czekałem na ciebie
i leżąc na łące myślałem, że czekam już w Niebie
i choć miałem pieniądze i dość piękną twarz
zawsze byłem sam, aż przestałem już spać
zawsze czułem się brzydki, teraz wiem, że to fakt
ludzi, których zawiodłem było więcej niż nas
słońce stawało na niebie, a ja czekałem na ciebie
choć złota promienie raniły mi ręce
czekałem na księżyc, lecz my dobrze wiemy
że wszystko co potworne srebro miecza zniweczy
chwytałem się maków i sklepowych zapleczy
zapytajcie rodziców, może ktoś im uwierzy
nad niczyją głową nie będę jak kwiat
wiem, że żyć będę wiecznie, ale na co mi dłoń
skoro wiem bardzo dobrze, że w cierniach jej skroń
nim odejdzie, chciałbym tylko raz wspomnieć
o wierzy z wieszaków i tunelu jak płomień
gdybym mógł wspomnieć o Bogu byłbym wdzięczny niezmiernie
nigdy Weń nie wierzyłem choć On wciąż wierzy we mnie
choć peanów na Jezusa cześć spisałem więcej jak 6
jego ciała w kościele nie wolno mi jeść
kiść winogron i tobołek złych słów
morze gwoździ, cykuta i broń
pluję synonimami, choć na prawdę mam dość
moja krwawa, prawa dłoń nie będzie mnie słuchać
dam ci tuzin powodów, przez które zobaczysz Weń trupa
tylko proszę, nie mów, że nie rzekłem ci wcześniej
bo jestem chorym człowiekiem zamkniętym w tym świecie
jestem głupim aniołem o woskowym ciele
ciągle czekam na wiosnę myśląc, że ci zazdroszczę
'miast testament swój pisać miałem z miast dziś wyjechać
jutro mam gdzieś rozstanie, chyba się nań nie zjawię
jestem naćpaną maszyną, ciągle robię to samo
nigdy nie pójdę wprzód, aby umrzeć w Tobago
a Trinidad nigdy nie usłyszy tej pieśni
mojej twarzy-nagrobka żadna dłoń smagła nie zwiedzi
by odrodzić się znowu herbaty słodzić nie można
jak jednak nie słodzić gdy życie-droga tak zdrożna
gdybym miał gdzieś pasieki pewnie mordowałbym pszczoły
niegdysiejsze śniegi przysypały żółć, cięgi
póki jeszcze mam papier chciałbym cię nim otulić
wierzę że tylko przez wiersz do swego ciała mnie wpuścisz
gdybym wiedział, że cierpisz pewnie bym ci odpuścił
w tej jaskini ciemność już po kres pozostanę
po co leczyć depresję skoro jest mi wspaniale?
kaszmirowe szale nie były za drogie
wybrałem ten sklep byśmy weszli w jemiołę
co dzień obchodzę narodziny Chrystusa
ponieważ co dzień całuję cię w usta
a gdy na ołtarzu ciała swe ciało składałem
ty przyjmujesz mnie z troską i oddajesz z nawiązką
chciałbym wiedzieć czy kwiaty kwitną kiedy nie patrzę
może wtedy mógłbym ci wyrzec czemu nie zasnę
gdybym mógł gdzieś zadzwonić raczej byłbyś to ty
gdybym mógł gdzieś zadzwonić pewnie szepnąłbyś mi
że tym rakiem-mordercą jest nie kto inny jak my
ta cisza w słuchawce zniszczyłaby mnie
lecz jak dobrze wiesz, nie umrę za cię