falą

Dawid Motyka

dokąd zmierza świat zbłądzony

kuluarów i wapiennych wzgórz

toż to sztos tych wróżb zbłądzonych

rozprzestrzenia się z granitem fal i mórz


zwiędłych myśli i padołów

spocznie pierś na czyimś łonie

twa braterska siła płonie

złączy w jedną myśl te dłonie


tu bez zdrajców i bez kar

mocne pięści swych potomków

wielu ludzi co tuś miał

powrzucali do tych worków


dotknij nieba dotknij siebie

ołowiane dźwięki tudzież ścielą

to armatni piętrzy kurz co w niebie

co wojenni to widzieli glebą


złote sidła złotych ciał

na wojenkę szli niemrawą

poszli w kłody cierpkich pał

po rozstaniach w noc kulawą


niech ich nie chce nawet sąd

nośne ciała błotem prysły

od strumieni trupów wyszedł błąd

w końcu do wolności przyszły


jeszcze tylko jeden ruch

dzieli ich od zwyciężenia

na rozdrożu srogich wzgórz

mieści się ich siła kat marzenia


bo kadzidło tylko świeci

w noc zbawienną opieszałą

dla walecznych sobie biedzi

w chwilę spocznie siłą tą wytrwałą


pańska myśl jest na rozstaju

woła o pomstę do nieba

zakazane jak to w baju

wszystko się w myśl onieśmiela


nie chciej ryczeć nie chciej płakać

żądło skarbu smród wydziela

bardzo wątło jest tu wracać

szukać ciebie co niedziela


bo nadzieja jest ostatnia

miłość nie chce wierzyć w cierń

który miażdży poniewiera

nocną twarz co rodzi pień

Dawid Motyka
Dawid Motyka
Wiersz · 6 stycznia 2026
anonim