Bunt

Julia Osiecka

Ile mam jeszcze dźwigać, powiedz, Panie,

ten wir myśli w rozpalonej głowie?

Pot na czole — jak znamię, jak zniewolenie,

a Ty milczysz. Czy naprawdę nic nie powiesz?


Ile mam słuchać świata krzyku,

wiadomości jak kul wystrzałów?

Obcych twarzy w każdym człowieku,

pustych gestów, świętych banałów?


Nadzieję wpychasz w beznadzieję,

jakby to była próba wiary.

Każesz mi wierzyć, kiedy się chwieje

grunt pode mną — pełen ofiary.



Mówisz: „kochaj”. A wokół noże.

Mówisz: „wybacz”. — gdy policzek piecze.

Ile wytrzyma ciało i serce?

Ile Twój człowiek jeszcze uniesie?


Błędy i kryzys — mój codzienny chleb.

Relacje spalone do nagiej ziemi.

Szukałem Ciebie wśród ciszy i mgieł —

odpowiedziałeś… cudzym milczeniem.


Kłamstwo ma dzisiaj złote ołtarze,

fałsz chodzi dumnie w imię wspólnoty.

Prawda jest bosa, stoi na skraju,

Ja nie pojmuje jej istoty


Praca pożera moje jutro,

jak wilk, co syci się cudzym czasem.

Życia szukam — życia, nie złudzeń —

a dostaję rachunek z hałasem.


Wojny na świecie i wojny w sercu,

kruszec cenniejszy niż ludzka krew.

Powiedz mi, Boże — gdzie jest granica?

Gdzie kończy się próba, a zaczyna gniew?


Nie chcę już szeptu w miękkiej modlitwie.

Nie chcę metafor jak bandaży.

Jeśliś mnie stworzył na swoje odbicie —

to czemu pękam w każdej twarzy?


Powiedz mi wreszcie, bez górnolotnych słów,

bez ciszy ciężkiej jak kamień w niebie:

ile wytrzyma z gliny Twój twór,

nim się rozpadnie patrząc na Ciebie?

Julia Osiecka
Julia Osiecka
Wiersz · 2 marca 2026
anonim