Reidowi Wisemanowi, Victorowi Gloverowi,
Christinie Koch i Jeremy’emu Hansenowi.
Nie zbudowałaby katedry w Kolonii,
nie rozgromiłaby hiszpańskiej Armady,
nie mogłaby ślęczeć nad kartką papieru jak poeci.
Rujnuje wszystko, co wejdzie na jej orbitę,
zakrzywia, rozkręca w imię jakichś tam praw fizyki,
by uprzykrzać życie wszystkiemu, co istnieje.
To ona zbudowała czarne dziury,
wielką, wypukłą czerń, niszczącą oczodoły,
wokół której krąży najnędzniejszy pył.
Dziecięca latarka, miejska latarnia — nic z niej nie wraca.
To ona zrzuciła jabłko na głowę Newtona.
Wznosi astronautów pod sufit kosmosu.
Przyciska człowieka do podłogi
tak, że nie może doskoczyć ulubionego balonu.
Próbuje bawić się w iluzjonistę.
Wydrążyła Ren i Dunaj jak mistrz rzeźbiarstwa.
Chce obściskiwać się z piórem wiecznym na podłodze.
Umocowała osiem sierot wokół jednej wrednej gwiazdy.
Cofa oceany gorące jak najpotężniejsze solaria.
Nie pozwala kamieniowi prześcignąć fortepianu.
Sprawiedliwość to dla niej pusty frazes.
Być grawitacją, dyrygować światem jak wytrawny dyrygent,
patrzeć na Syriusza ginącego w przepaści
i śmiać się w twarz fizykom, chcącym obliczyć osobliwość.
O, nie! Nie uda się! Czarna dziura zawsze będzie czarna!
Tajemnica pozostanie tajemnicą.
„¡Oye! ¿Qué se supone que significa eso?”,
spytał pewien opalony blondynek, uprzejmy jak mim na ulicy.
„Kim ty niby jesteś?”, osłupiał fizyk w planetarium.
„Panowie, oszukujecie się. Grawitacja nie jest niepokonana.”
„Jak to?”, fizyk o mało nie wytrzeszczył oczu.
„Pewna kobieta leciała przez stratosferę do domu,
gdy jej stacja spłonęła przez odłamki satelity,
lecąc przez opary tlenu i azotu, z duszą zawieszoną w oczekiwaniu.
I wiecie, jak się to skończyło? (Fizyk zamarł w milczeniu.)
Wróciła! Choć ociężała, ledwo stojąc na nogach,
siedmiu meksykańskich rycerzy wyprowadziło ją z promu.”
„Żaden człowiek nie przeżyłby takiego skoku”, sarknął fizyk.
„Jeden spadochroniarz też przetrwał podobny lot bez szwanku,
a on przecież nie był kaskaderem, jakich osobiście znam.
Chyba go pan pamięta.” „Widać, że nie jest pan naukowcem!”
„To mnie nie dyskwalifikuje. Skoro łączy nas pasja do tego samego,
wszechświata miażdżącego sobą wszystko, co ludzkie,
to czemu nie porozmawiamy jak równy z równym?”
Fizyk przewrócił oczami i zasnął nad teleskopem.
— 3 IV 2026r.