Potrzebujemy dziś więcej sofizmatów.
To dzięki nim wiemy, że dwa plus dwa równa się pięć,
a nie jakieś wydumane cztery.
Bez nich nie moglibyśmy nagiąć liczby pi.
Ciągnie się ona przez domowe ogródki, pola pszenicy,
parki narodowe i nadmorskie wydmy —
nie sposób jej zrozumieć tak, jak ona nam każe.
Wystarczy zaś zmienić kilka losowych cyfr
i już wiemy, że pi to nie trzy czternaście piętnaście,
lecz trzy czternaście sześćdziesiąt czterdzieści dwa.
Bez nich nie moglibyśmy dzielić przez zero,
błądząc w labiryncie peanów
o rzekomych geniuszach matematyki.
Nie tylko Einstein i Newton powinni dziękować sofizmatom.
Językoznawcy też powinni uchylić berety.
Dyskusja nie byłaby dyskusją bez sofizmatów
mówiących, jak kogoś zmanipulować,
jak roztrzaskać cudzą logikę.
„Nie lubię spaghetti bolognese.”
„Czyli nie lubisz również lasagne?”
„Czy coś o tym wspomniałam?”
„Ach! Nie lubisz włoskiej kuchni w ogóle!”.
Zwycięstwo bez cienia strzału.
„Język niemiecki jest dla mnie zbyt szorstki,
te twarde głoski, chrypa przy losowym wyrazie —
pewien akwarelista wykorzystał to po mistrzowsku.”
„Nie wchodźmy na tematy historyczne.”
„A francuski to ci się podoba?
To podkręcanie liter, wiecznie chrzęszczące zęby?”
„Czy mówiłem coś o francuskim?”
„To nie ma tu znaczenia!”
Ileż dziennikarzy zrozumiało już tak dobrze sofizmaty,
by wreszcie robić swą robotę, nie patrzeć na kogokolwiek
i głosić społeczeństwu prawdę, prawdę prawdziwą.
Przerywanie gościowi w pół zdania.
Kąsanie sarkazmem jak w cichej wściekliźnie,
brak otwartości na inne racje.
Tak! Dokładnie tak trzeba uzdrawiać debatę.
Nieraz nawet jedno spojrzenie powie o wiele więcej
niż jakieś dywagacje nad tulipanami w studio,
by zgromić nieprawomyślnego człowieka.
„Nie popieram aborcji na życzenie.”
„Czyli chce pan zmuszać ofiary gwałtu do rodzenia?”
„Nie powiedziałem nic o gwałcie.”
„Jest pan wrogiem kobiet, aha.
Nie dziękuję za przyjście.”
I to powinno być dla nas za mało.
W codzienności też warto sięgać po sofizmaty.
„Przecież chciałaś, skarbie, umyć naczynia.”
„Tak, ale nie dzisiaj. Muszę odpocząć.”
„A ja zrozumiałem, że właśnie dzisiaj.”
„To się przesłyszałeś, idioto!”
Och, czemu żona wyszła na czas z pokoju,
trzaskając drzwiami jak olimpijskim żelazem.
Jeszcze on, mąż, uświadomiłby jej,
że ich małżeństwo nie przetrwałoby
bez szczypty manipulacji.
Potrzebujemy dziś więcej sofizmatów,
wszyscy powinniśmy im oddać należne hołdy.
Co z tego, że kilku awanturników obrazi się na nas,
żyjąc w swych urojeniach, że czerń zawsze będzie czernią?
Czemu tak bardzo gardzą kwadraturą koła?
O, napędźmy z Bożą pomocą swe perpetuum mobile,
toczące się jak kołowrotek chomika na chwałę nauki.
In nomine Patris et Filii et Spiritus Sancti,
w Imię Tego, Który stworzył wszelkie sofizmaty,
uleczmy ludzkość z tego, czym sama siebie karmiła,
nie doceniając własnego języka,
będąc ślepą na prawdziwe piękno.
Amen —
— 8 IV 2026r.