Butelka

Andrzej


Z sufitu farba sapada do zupy

wilgoć wchodzi przez okno i do serca

Patrzę za siebie i do przodu

Nie widzę zbyt wiele

Jutro może obudzę się z energią słońca

Dzisiaj modlę się

Daj siłę Panie do wieczora przetrwać

Jak butelka toczona wiatrem

Za oknem hałasując bez nadziei na jutro

Żyjąc chwilą jak ta wydmuszka plastikowa

Między kołami pędzących samochodów

Na łud szczęscia skazana lub w sekundzie

Na kres zesłana

Lecz może myśli z serca wysłane... te dobre

Coś znaczą coś dadzą

Dla ludzi pozytywne fluidy

Choć tyle mam nadzieję że mogę

Choć kilku obudzić ... dla świata.


Andrzej
Andrzej
Wiersz · 15 kwietnia 2026
anonim