Córka brooklyńskiego boksera i kabaretowej tancerki
gdy akurat nie podnosiła woalki przy kapeluszu lub
obumarłych podczas szczytowania zwłok z rozkładanej
kanapy albo nie pisała skandalizującej powieści lub
scenariusza do kolejnego obscenicznego filmu ze swoim
udziałem w roli głównej namierzała kogoś długo i dobrze
aby błyskawicznie i źle go doświadczyć wciągając nie nosem
jak gęste powietrze z koką mariposa do rozedrganych płuc
czy rozprutą flagę konfederacji na dygocący maszt ale
systematycznie i podstępem do pełnego nudy i harmonii
pomieszczenia bez okien w rezydencji z angielskim ogrodem
w którym nie co dzień było takie święto ponieważ z dwojga
złego wybierała zawsze to czego sama jeszcze nie spróbowała
wiedząc że fikcja opowiadająca jedynie swoją fikcyjność
nigdy nie stanie się literaturą ale za to sprzeda się dobrze
w wywiadach dla prasy