Dojrzałości nie da się zmierzyć świstkiem papieru.
Proszę wskazać mi przynajmniej jednego człowieka,
któremu przydałoby się cokolwiek, co przerabiał w szkole —
chyba do przechwałek przed kelnerką w barze.
Wodorotlenek glinu nie zastąpi nam szybkich samochodów.
Wolałbym czytać Dostojewskiego, dopóki nie zacznie się mylić.
Wypijać irlandzką whisky i zakładać chinosy.
Tańczyć w jazzowych klubach.
A tymczasem muszę zakuwać do egzaminu.
Nie chcę rozpuścić się w życiu jak sól w wodzie.
Dziesięć papierosów po lekcjach, muzyka Nirvany —
to było coś, czemu mogłem uczciwie zaufać.
Na pewno alternatywą nie byliby tu moi rodzice.
Nadopiekuńczość mojej matki powinna być nielegalna prawnie.
Wspólne łóżko. Mieliśmy je definitywnie za długo.
Nieraz krzyczała, że bez niej niczego bym nie osiągnął.
Czasem talerz przeleciał jak ptak nad ścianą.
Ojciec również nie był tak opiekuńczy.
Czasem patrzył krzywo na me dziecięce rysunki
albo psioczył na moje wiersze recytowane przy ognisku,
bo były sentymentalne, rzekomo niemęskie.
Większość znajomych mówiła jednym głosem:
powinienem zapomnieć o siostrach Brontë
i zainteresować się piłką nożną.
Żaden język nie mógłby istnieć bez przypadków.
Język rosyjski ma ich sześć, a polski siedem.
Najważniejszy z nich wszystkich jest mianownik. Co?
List samobójczy do mojej dziewczyny.
Zegar ratusza świecący o trzeciej w nocy.
Pies wałęsający się po parku.
Rozprawka, opowiadanie, niech będzie nawet referat.
Zawsze znajdzie się coś na koniec arkusza.
Trzeba tam opisywać idealne mózgi postimpresjonistów
na podstawie obrazu, gdzie widać tylko zwykłe żyto.
Oczy Kochanowskiego podczas pisania fraszek.
Tu nawet literówka ma coś do powiedzenia.
Logarytmy. Moje największe przekleństwo z matematyki.
Pięta Achillesa nie mogła być słabsza niż ja w tym przedmiocie.
Niezaliczony sprawdzian z funkcji wykładniczej,
pokreślony rachunek prawdopodobieństwa
czy trzy coma dwadzieścia zamiast czternaście.
Liczby powinny przypominać ziarnko iłu czy piasku,
nie kupę cementu na placu budowy.
Ach, język angielski. Jedyny przedmiot, który mnie nie torturuje.
Języki obce przynajmniej nie udają, że są poważne.
Portugalczyk mówi w pośpiechu o ruinach Lizbony
i trzęsieniu ziemi rozsypującym klasztor.
Australijczyk papla o choince na plaży.
Jeszcze do tego anglojęzyczne piosenki, skecze,
wywiady, przepisy kucharskie oraz porady życiowe.
Nie powinno pójść tak źle.
Co mi zostało. Wyciszyć umysł tak, jak potrafię.
Nie chcę już myśleć o filozofii czy historii sztuki
czy nawet, gdzie zamierzam pójść na studia.
To należy przemyśleć na świętego Adama.
Powinienem pójść na lody, zadzwonić do byłej,
całować się z losową dziewczyną podczas horroru
i zapomnieć o jasnofioletowym garniturze,
jaki zaznałem skonsternowany w jednym sklepie,
a w którym błyszczałbym jak problem,
którego nikt nie śmiał rozsupłać.
— 4 V 2026r.