Widzę was moich twoich naszych waszych
Widzę was katów śpiących na zrewitalizowanej wieży
pod rzeźnią w odrestaurowanej baszcie za miastem
jak po wrzuceniu na płonący stos świerkowych bali
oskarżonej o czar i wdzięk influencerki zmieniacie
miękkie zamszowe rękawiczki na zwykłe parciane
aby to samo zrobić z jej skamlącym pudlem albo
na jednorazowe z akrylu po egzekucji ślepego selkirka
makijażystki na cienkie lateksowe aby powiesić kulawą
kozę co zawiniła skokiem na pochylony nadmiernym
zyskiem bank pobranych od migrantów tkanek narządów
krwi oraz najnowszych modeli komórek i smartfonów
Widzę was twoich moich naszych waszych tu i tam
Widzę was katów z zapadłych mieścin i metropolitalnych
miast jak zbieracie na skrzyżowaniach ulic szczątki
nierasowych psów rozjechane na płask przez pędzące
w suwach kobiety biznesu wrzucacie do worków znalezione
na rondach skrwawione pióra dzikich gołębi skrzydła
gawronów łamanych kołami kurierskich półciężarówek
busów i transporterów podnosicie na duchu wyrzucone
z okien domów zbyt wymagające koty odławiacie utopione
w klopikach opasłe szczury ukrywające się tam podczas
okresowych kastracji
Widzę was naszych moich twoich waszych naokoło
Widzę was katów jak przeglądacie nocami tablice i witryny
internetowych sklepów w poszukiwaniu korzystnych ofert
zniżek promocji z odłożoną opłatą za dostawę i serwis na
stalowe liny taśmy konopne sznury sizalowe powrozy druty
kolczaste zbrojone pętle ostre włosiennice plecione sidła
zwoje żyletkowego drutu koncertiny a nawet na struny
skrzypiec kontrabasów harf i hawajskich gitar aby zaspokoić
subtelne potrzeby każdej z ofiar i szerokiej widowni
planowanych z wyprzedzeniem egzekucji widzę was jak z
radością zmieniacie zbyt sprężysty sznur lniany na w pełni
innowacyjny i ekologiczny który zesztywnieje wraz z opadaniem
temperatury wokół i wewnątrz szyi skazańca ale i ze wzrostem
emocji abonamentowych widzów przed telebimami
na placach i stadionach lajkujących subskrybentów
w sieci i dark-necie
Widzę was waszych twoich naszych moich dookoła