J'arrive!

Michał Pawica

"Zaraz będę'


I.

Od chryzantemy do chryzantemy

Rozpadają się przyjaźnie

Od chryzantemy do chryzantemy

Zanikają w naszej jaźni ci,

Których kochaliśmy...


Od chryzantemy do chryzantemy

Inne kwiaty robią, co mogą

Od chryzantemy do chryzantemy

Mężczyźni płaczą; kobiety płyną obok.


Zaraz będę, za chwil parę,

Ale tak bym chciał jeszcze

Zawlec znów swoje kości stare Do słońca, aż do lata,

Do wiosny, aż do jutra...


Zaraz będę, za chwil parę,

Ale tak bym chciał jeszcze

Zobaczyć raz, czy rzeka

Ciągle jeszcze czeka, czy zatoka

Jest dalej przystanią, znów tam stanąć...


Zaraz będę, za parę chwil...

Ale dlaczego ja, czemu teraz

Dlaczego już i dokąd,

I po co mam iść?


Zaraz będę, za chwilę.,., oczywiście,

Zawsze byłem tylko przybyszem...


Od chryzantemy do chryzantemy

Za każdym razem coraz bardziej stary,

Od chryzantemy do chryzantemy

Coraz bardziej będę nie do pary...


Zaraz będę, za chwilę.,.

Ale tak bym pragnął

Znów wsiąść w miłość, na gapę,

Jak wsiada się w autobus,

By już nie być sam,

By być na czyimś progu,

Znowu czuć się dobrze, tam...


Zaraz będę, za chwilę.,.

Ale tak bym pragnął

Znów gwiazdami nakarmić

Drżące ciało i paść martwy

Miiłością spalony jak słońcem,

Z sercem spopielonym...


Zaraz będę, za chwilę.,.

To nawet nie ty jesteś wcześniej

To ja już się spóźniłem...


Zaraz będę, za chwilę... oczywiście, że będę...

Czy kiedykolwiek byłem kimś innym, niż przybyszem?


II.

światłowodem (Nadchodzę)Jaguar, czyli Joey Starr (Nadchodzę)


Nawet nie próbuj szukać:

Z czasem znajdziesz słowa sens (Nadchodzę)

Coś wisi w powietrzu, czujesz krew (Nadchodzę)

Wojna jest za rogiem,

Adrenalina moim światłowodem (Nadchodzę)

Jaguar, czyli Joey Starr (Nadchodzę)

Jak suwak od dźwięku,

Bez czucia, bez lęku (Nadchodzę)


Zabijam bezdźwięcznie

Jak odrzutowiec przekraczam bezpiecznie bariery dźwięku

Przeciwnik czy wróg,

To tak samo brzmi wdzięcznie!


[Zwrotka 2]

Ten, kto wilka wywołuje

Na koniec ma rację (nadchodzę)

Ten, kto krzyczy „wariat”, Kończy w centrum akcji (nadchodzę)


Nadchodzę, goniąc za nieskończonością,

I łapię ją mocno (nadchodzę)

To nigdy się nie skończy (nadchodzę)


Drapieżnik zawodowy,

Wytrzeszczam słuchy kończyn...[Refren]

Nadchodzę, nadchodzę, nadchodzę, nadchodzę (hej, hej), odwodzę!

Nadchodzę, nadchodzę, nadchodzę, nadchodzę (hej, hej), odwodzę!

Nadchodzę, nadchodzę, nadchodzę, nadchodzę (hej, hej), odwodzę!

[Zwrotka 3]

Ze mną hip-hop trzyma się fajowo

Chodzi mi o to, żeby dostać się przez drzwi

Wejściowe z głową,

By swędział mikrofon

Chodzi o to, by

Zadymić chodnik,

By ulice bezpłodne

Pokonały system Jak wilk głodny!

(Ale dlaczego to takie okrutne?) Bo!


[Interludium piosenki kreolskiej]


Wszyscy są w koszarach! Uważajcie na Jaguara!

[Refren]

Nadchodzę, nadchodzę, nadchodzę, nadchodzę (hej, hej), odwodzę!

Nadchodzę, nadchodzę, nadchodzę, nadchodzę (hej, hej), odwodzę!


Nadchodzę, nadchodzę, nadchodzę, nadchodzę(hej, hej), odwodzę!

Nadchodzę, nadchodzę, nadchodzę, nadchodzę (hej, hej), odwodzę!


[Zwrotka 4]

To J, dla O, dla E, i dla YMic Psycho, ego bezkonkurencyjne Mnie napędza bezwstydnie. (Nadchodzę)

Wojownik nudy bogobojnej,

Widz pustki aż się zżyma,

Mam apetyt olbrzyma!


Joey idzie na wojnę!

Pieprzyć demagogów! (Nadchodzę):

Za dużo testosteronu na wrogów (Nadchodzę),

Dobrze dla J-O (Nadchodzę)

Nie przychodź do B-O! (Nadchodzę)


[Refren]


[Outro]

Ale, ale dlaczego on jest taki obrotny?

Powiększ mnie stukrotne, Wzmocnij żar, co zżera,

Odpowiedz mi, cholera!

Natchnij moje lęki

Nieś mój krzyż

Choć przez kilka chwil,

Daj mi wiarę w dzwięki, Natchnij moje piosenki,

Skończ wreszcie cyrograf składać krwią

Pod sielanką między ludźmi,


Daj słowa, które wkońcu zadecydują,

Czy zostanę tu wyczekując, Połóż moim ideom kres,

Żeby nie odcięli nam gałęzi,

Na której jesteśmy tak święci,

Daj mi audio/wideo znak!Czekaj na mnie, świecie

Nadchodzę, nadchodzę, nadchodzę

Budziłem nadzieję,

Przecież dobrze wiecie.


Nadchodzę, nadchodzę, nadchodzę

Szukałem kogoś, w kogo Mógłbym uwierzyć

Jak w Boga,

Nadchodzę, nadchodzę

Chciałbym przeżyć...


III.

„Nadchodzę”


[Zwrotka 1]

Raz, dwa, raz, dwa Test, Nadchodzi cesarz,

Kto tu królem jest? Yes!

Ja antyteza: innych gwiazd

Giną echa,


R.O.H.2.F i jestem z tego dumny

Nie składajcie mnie wciąż do trumny:

Na kosmiczną syntezę obrałem kurs

Jestem jak Star Trek, mam swój dźwięk,

Który tnie uszy jak Spock,

Bardziej podmiejski Tiktok

Niż rytm tragedii greckiej,

Zktórego czuć chic sztok.


Ziomy mają respekt,

Dla pedałów to despekt

Uważaj na zdrajców,

Żałują, że to nie ich anzug,

Ustawiają się w kolejce do kagańca,

Na moim rozporku ich ręce, ich wzrok...


Mój flet was oczaruje,

Mój flow się popisuje

Jak mieszkaniec Vitry na YZ...

Ścigany przez Mondeo Break wytrych,


Mój mikrofon to garnek do zapasów barwnych,

A ja mocno rapuję, aż mi rytm szwankuje,

Plując rakietami, MC,


Wjadę ci do obiektu,

Ty obelg steku, subiekty-

Wnie psujesz zajawkę,

Byłem skazany na porażkę,

Cieszyłem się zwycięstwem Każdej z godzin,

Byłem świadkiem narodzin Twojej porażki codzień, Suka!


Moja publiczność się rozdziera Jak twojej mamy cipka,

Wyjeżdżam z włączonymi światłami,

Przyszłość jest oślepiona tym,

Co tu działamy

Hachek, wycieram dupę gotówką,

Więc mnie nie łap za słówko,


Tutaj jaja są warte o wiele więcej niż

Twój w czwartek czek.


[Refren]

W trudnych czasach, czasach ekscesów,

Psie życie me, niech pies mu.. J-J-JESTEM!


W czasach rzucenia palenia, Marihuany, walenia,

Stresu! Seksu bez sensu,

Znowu tu jestem, z niebios Zesłany jestem tu... J-J-JESTEM!


W czasach morderstw, zdrajców,

Ogloś pełną neutralność... J-J-JESTEM!


„Tak”, showbiznes u moich stóp, Faceci od dywaników zawsze Lizali jaja wojowników!


[Zwrotka 2]

Rohff jest w nas straży,

MC to moje ofiary

Moja ekipa to drużyna marzeń, Ich blichtr tu spalamy,


Glock w sedanie,

Adrenalina pompuje

Jesteśmy fabryczni, bez kreatyny,


Moje klepki czas patynuje,

Produkcja jest szyta na miarę, Skrojona jak smoking do pary,


Dzieci nie wchodzą,

Mój hardcore panuje

Jest od dziecka gorąco,

Ona wiąże cię stringami mocno,


Jestem pierwszy nas liście kandydat

Na przesłuchanie,

Holiday Inn puka

Do moich drzwi z błaganiem!


Zachowuję czystość, baczę

Na gatunków bliskość.

Zbyt wiele rzeczy nas dzieli, Zaczynając od szacunku dla twardzieli,


Musisz nosić kominiarkę

Nawet wieczorem,

Żeby dać w mordę.


Anty-drewniane dranie, Niewykształciuchy,

Chodzą słuchy,

Że ich nie wpuszczam do chałupy,

Pijanym tchórzom stoi trochę dłużej

Donieś albo złóż se skargę,

I nie obrażaj starszych.


Mitomania nadeszła

W nowej ery dresach

Pudrując dziwki, a Pinokio Kończy z nosem w tym wszystkim..


[Refren]

W trudnych czasach,

Czasach ekscesów,

Psie życie do sedesu.. J-J-JESTEM!


W czasach rzucenia palenia, Marihuany, walenia, stresu! Seksu bez sensu,

Znowu jestem tu,


Z niebios zesłany jestem... Mówię otwartym tekstem J-J-JESTEM!


W czasach morderstw, zdrajców,

Zachowaj neutralność... J-J-JESTEM!


"Tak”, showbiznes u moich stóp, Konkurencja to trup,

Pokój fiku miku

Zawsze był 2rogiem wojowników!


[Zwrotka 3]

To przeciwieństwo facetów z miasta,

Którzy gardzą tym, ci co łaska

Sami herszci i gliny,

Zupełnie jak w starym kinie,


Nigdzie nie maodważnych, Wszyscy wybierają kaskę, Omotani przez laskę

Skręt w ustach, siłownia pusta wciąż,

Ćwiczą tylko na WF

Święta of odpustu,

Wciąż tylko harówka na torach że spustu,

Gdzie są ludzie honoru,

Jak Jack Mess I jego sfora?


Koniec ze słowami, koniec z lojalnością,

Kapusie na wolności rządzą, Miastem trząsą,

To prawdziwi dranie,

Nawet gdy sprzedają tanio Towar czysty jak łza


Ironia losu polega na tym,


Że chowamy ich w małych banknotach,

Jak trza.


Ulice robią fikołyki,

Nawet najbystrzejsi

Mają swe pomniki,

A grubasy są traktowani jak brud,


Sam sprzedawczyk i frajer

Ma forsy na bajer, w bród,


Brzydzi mnie anoreksja wartości

Kryzys frywolności,

Mężczyzna z każdym dniem staje się

Coraz bardziej jak baba,


Pocałunki zdradzieckie jak laga,

W policzek cmok,

Same banany w krąg,


Nie zdziwię się przecież,

Jeśli któreś z twoich dzieci Będzie do twojego kumpla podobne

Jak krople dwie,


Handek, twoja mama,

Wciąż testosteronem przeładowana,

Nigdy nie zatrzyma się, by wziąć dech,


Mężczyźni wymierają jak wieloryby

Zamiast mózgów, mięśnie na sterydach;

Tylko ci, którzy odchodzą,

By umrzeć na arenie, Przetrwają na dzielni scenie,


Nadchodzę!


Michał Pawica
Michał Pawica
Wiersz · 3 czerwca 2026
anonim