"Zaraz będę'
I.
Od chryzantemy do chryzantemy
Rozpadają się przyjaźnie
Od chryzantemy do chryzantemy
Zanikają w naszej jaźni ci,
Których kochaliśmy...
Od chryzantemy do chryzantemy
Inne kwiaty robią, co mogą
Od chryzantemy do chryzantemy
Mężczyźni płaczą; kobiety płyną obok.
Zaraz będę, za chwil parę,
Ale tak bym chciał jeszcze
Zawlec znów swoje kości stare Do słońca, aż do lata,
Do wiosny, aż do jutra...
Zaraz będę, za chwil parę,
Ale tak bym chciał jeszcze
Zobaczyć raz, czy rzeka
Ciągle jeszcze czeka, czy zatoka
Jest dalej przystanią, znów tam stanąć...
Zaraz będę, za parę chwil...
Ale dlaczego ja, czemu teraz
Dlaczego już i dokąd,
I po co mam iść?
Zaraz będę, za chwilę.,., oczywiście,
Zawsze byłem tylko przybyszem...
Od chryzantemy do chryzantemy
Za każdym razem coraz bardziej stary,
Od chryzantemy do chryzantemy
Coraz bardziej będę nie do pary...
Zaraz będę, za chwilę.,.
Ale tak bym pragnął
Znów wsiąść w miłość, na gapę,
Jak wsiada się w autobus,
By już nie być sam,
By być na czyimś progu,
Znowu czuć się dobrze, tam...
Zaraz będę, za chwilę.,.
Ale tak bym pragnął
Znów gwiazdami nakarmić
Drżące ciało i paść martwy
Miiłością spalony jak słońcem,
Z sercem spopielonym...
Zaraz będę, za chwilę.,.
To nawet nie ty jesteś wcześniej
To ja już się spóźniłem...
Zaraz będę, za chwilę... oczywiście, że będę...
Czy kiedykolwiek byłem kimś innym, niż przybyszem?
II.
światłowodem (Nadchodzę)Jaguar, czyli Joey Starr (Nadchodzę)
Nawet nie próbuj szukać:
Z czasem znajdziesz słowa sens (Nadchodzę)
Coś wisi w powietrzu, czujesz krew (Nadchodzę)
Wojna jest za rogiem,
Adrenalina moim światłowodem (Nadchodzę)
Jaguar, czyli Joey Starr (Nadchodzę)
Jak suwak od dźwięku,
Bez czucia, bez lęku (Nadchodzę)
Zabijam bezdźwięcznie
Jak odrzutowiec przekraczam bezpiecznie bariery dźwięku
Przeciwnik czy wróg,
To tak samo brzmi wdzięcznie!
[Zwrotka 2]
Ten, kto wilka wywołuje
Na koniec ma rację (nadchodzę)
Ten, kto krzyczy „wariat”, Kończy w centrum akcji (nadchodzę)
Nadchodzę, goniąc za nieskończonością,
I łapię ją mocno (nadchodzę)
To nigdy się nie skończy (nadchodzę)
Drapieżnik zawodowy,
Wytrzeszczam słuchy kończyn...[Refren]
Nadchodzę, nadchodzę, nadchodzę, nadchodzę (hej, hej), odwodzę!
Nadchodzę, nadchodzę, nadchodzę, nadchodzę (hej, hej), odwodzę!
Nadchodzę, nadchodzę, nadchodzę, nadchodzę (hej, hej), odwodzę!
[Zwrotka 3]
Ze mną hip-hop trzyma się fajowo
Chodzi mi o to, żeby dostać się przez drzwi
Wejściowe z głową,
By swędział mikrofon
Chodzi o to, by
Zadymić chodnik,
By ulice bezpłodne
Pokonały system Jak wilk głodny!
(Ale dlaczego to takie okrutne?) Bo!
[Interludium piosenki kreolskiej]
Wszyscy są w koszarach! Uważajcie na Jaguara!
[Refren]
Nadchodzę, nadchodzę, nadchodzę, nadchodzę (hej, hej), odwodzę!
Nadchodzę, nadchodzę, nadchodzę, nadchodzę (hej, hej), odwodzę!
Nadchodzę, nadchodzę, nadchodzę, nadchodzę(hej, hej), odwodzę!
Nadchodzę, nadchodzę, nadchodzę, nadchodzę (hej, hej), odwodzę!
[Zwrotka 4]
To J, dla O, dla E, i dla YMic Psycho, ego bezkonkurencyjne Mnie napędza bezwstydnie. (Nadchodzę)
Wojownik nudy bogobojnej,
Widz pustki aż się zżyma,
Mam apetyt olbrzyma!
Joey idzie na wojnę!
Pieprzyć demagogów! (Nadchodzę):
Za dużo testosteronu na wrogów (Nadchodzę),
Dobrze dla J-O (Nadchodzę)
Nie przychodź do B-O! (Nadchodzę)
[Refren]
[Outro]
Ale, ale dlaczego on jest taki obrotny?
Powiększ mnie stukrotne, Wzmocnij żar, co zżera,
Odpowiedz mi, cholera!
Natchnij moje lęki
Nieś mój krzyż
Choć przez kilka chwil,
Daj mi wiarę w dzwięki, Natchnij moje piosenki,
Skończ wreszcie cyrograf składać krwią
Pod sielanką między ludźmi,
Daj słowa, które wkońcu zadecydują,
Czy zostanę tu wyczekując, Połóż moim ideom kres,
Żeby nie odcięli nam gałęzi,
Na której jesteśmy tak święci,
Daj mi audio/wideo znak!Czekaj na mnie, świecie
Nadchodzę, nadchodzę, nadchodzę
Budziłem nadzieję,
Przecież dobrze wiecie.
Nadchodzę, nadchodzę, nadchodzę
Szukałem kogoś, w kogo Mógłbym uwierzyć
Jak w Boga,
Nadchodzę, nadchodzę
Chciałbym przeżyć...
III.
„Nadchodzę”
[Zwrotka 1]
Raz, dwa, raz, dwa Test, Nadchodzi cesarz,
Kto tu królem jest? Yes!
Ja antyteza: innych gwiazd
Giną echa,
R.O.H.2.F i jestem z tego dumny
Nie składajcie mnie wciąż do trumny:
Na kosmiczną syntezę obrałem kurs
Jestem jak Star Trek, mam swój dźwięk,
Który tnie uszy jak Spock,
Bardziej podmiejski Tiktok
Niż rytm tragedii greckiej,
Zktórego czuć chic sztok.
Ziomy mają respekt,
Dla pedałów to despekt
Uważaj na zdrajców,
Żałują, że to nie ich anzug,
Ustawiają się w kolejce do kagańca,
Na moim rozporku ich ręce, ich wzrok...
Mój flet was oczaruje,
Mój flow się popisuje
Jak mieszkaniec Vitry na YZ...
Ścigany przez Mondeo Break wytrych,
Mój mikrofon to garnek do zapasów barwnych,
A ja mocno rapuję, aż mi rytm szwankuje,
Plując rakietami, MC,
Wjadę ci do obiektu,
Ty obelg steku, subiekty-
Wnie psujesz zajawkę,
Byłem skazany na porażkę,
Cieszyłem się zwycięstwem Każdej z godzin,
Byłem świadkiem narodzin Twojej porażki codzień, Suka!
Moja publiczność się rozdziera Jak twojej mamy cipka,
Wyjeżdżam z włączonymi światłami,
Przyszłość jest oślepiona tym,
Co tu działamy
Hachek, wycieram dupę gotówką,
Więc mnie nie łap za słówko,
Tutaj jaja są warte o wiele więcej niż
Twój w czwartek czek.
[Refren]
W trudnych czasach, czasach ekscesów,
Psie życie me, niech pies mu.. J-J-JESTEM!
W czasach rzucenia palenia, Marihuany, walenia,
Stresu! Seksu bez sensu,
Znowu tu jestem, z niebios Zesłany jestem tu... J-J-JESTEM!
W czasach morderstw, zdrajców,
Ogloś pełną neutralność... J-J-JESTEM!
„Tak”, showbiznes u moich stóp, Faceci od dywaników zawsze Lizali jaja wojowników!
[Zwrotka 2]
Rohff jest w nas straży,
MC to moje ofiary
Moja ekipa to drużyna marzeń, Ich blichtr tu spalamy,
Glock w sedanie,
Adrenalina pompuje
Jesteśmy fabryczni, bez kreatyny,
Moje klepki czas patynuje,
Produkcja jest szyta na miarę, Skrojona jak smoking do pary,
Dzieci nie wchodzą,
Mój hardcore panuje
Jest od dziecka gorąco,
Ona wiąże cię stringami mocno,
Jestem pierwszy nas liście kandydat
Na przesłuchanie,
Holiday Inn puka
Do moich drzwi z błaganiem!
Zachowuję czystość, baczę
Na gatunków bliskość.
Zbyt wiele rzeczy nas dzieli, Zaczynając od szacunku dla twardzieli,
Musisz nosić kominiarkę
Nawet wieczorem,
Żeby dać w mordę.
Anty-drewniane dranie, Niewykształciuchy,
Chodzą słuchy,
Że ich nie wpuszczam do chałupy,
Pijanym tchórzom stoi trochę dłużej
Donieś albo złóż se skargę,
I nie obrażaj starszych.
Mitomania nadeszła
W nowej ery dresach
Pudrując dziwki, a Pinokio Kończy z nosem w tym wszystkim..
[Refren]
W trudnych czasach,
Czasach ekscesów,
Psie życie do sedesu.. J-J-JESTEM!
W czasach rzucenia palenia, Marihuany, walenia, stresu! Seksu bez sensu,
Znowu jestem tu,
Z niebios zesłany jestem... Mówię otwartym tekstem J-J-JESTEM!
W czasach morderstw, zdrajców,
Zachowaj neutralność... J-J-JESTEM!
"Tak”, showbiznes u moich stóp, Konkurencja to trup,
Pokój fiku miku
Zawsze był 2rogiem wojowników!
[Zwrotka 3]
To przeciwieństwo facetów z miasta,
Którzy gardzą tym, ci co łaska
Sami herszci i gliny,
Zupełnie jak w starym kinie,
Nigdzie nie maodważnych, Wszyscy wybierają kaskę, Omotani przez laskę
Skręt w ustach, siłownia pusta wciąż,
Ćwiczą tylko na WF
Święta of odpustu,
Wciąż tylko harówka na torach że spustu,
Gdzie są ludzie honoru,
Jak Jack Mess I jego sfora?
Koniec ze słowami, koniec z lojalnością,
Kapusie na wolności rządzą, Miastem trząsą,
To prawdziwi dranie,
Nawet gdy sprzedają tanio Towar czysty jak łza
Ironia losu polega na tym,
Że chowamy ich w małych banknotach,
Jak trza.
Ulice robią fikołyki,
Nawet najbystrzejsi
Mają swe pomniki,
A grubasy są traktowani jak brud,
Sam sprzedawczyk i frajer
Ma forsy na bajer, w bród,
Brzydzi mnie anoreksja wartości
Kryzys frywolności,
Mężczyzna z każdym dniem staje się
Coraz bardziej jak baba,
Pocałunki zdradzieckie jak laga,
W policzek cmok,
Same banany w krąg,
Nie zdziwię się przecież,
Jeśli któreś z twoich dzieci Będzie do twojego kumpla podobne
Jak krople dwie,
Handek, twoja mama,
Wciąż testosteronem przeładowana,
Nigdy nie zatrzyma się, by wziąć dech,
Mężczyźni wymierają jak wieloryby
Zamiast mózgów, mięśnie na sterydach;
Tylko ci, którzy odchodzą,
By umrzeć na arenie, Przetrwają na dzielni scenie,
Nadchodzę!