W zakątkach serca wyżłobiłaś pustki,
Pieściłaś strumienie krwi mojej, szturmy!
Gdy brzytwę zjednałaś w plecy skórze,
Kolanem szkielet upadł, witał trumnę,
Ze skarbców wydarłaś mnogie kruszce,
Posoka z ust pieszczeń wypływa wiele,
Po tym wtem uniosłem krzyż ciemiężny,
I bez matczyności szkielet w życie kroczy.