[188]
zaczynam od brzegu
kończę na drugiej stronie
a przez środek płyną chmury
długie czarne deszczowe
drzewa łamane przez wiatr
i ptaki krzyczące w schronieniu
dachy spływają z deszczem
mokną na polu truskawki
a piorun uderzył w stodołę
chaos chaos chaos...
wreszcie słońce przychodzi posprzątać
wypędza nieproszonych gości
ma jasny płaszcz i uśmiech
i złoci się w kącie obrazu
kwiaty wstały się przywitać
trawa błyszczy się w koralach
tęcza na niebo zaproszona
kałuże zszywane nićmi słońca
świeć świeć świeć
chcę cię malować do końca!