Ludzie Bezradni

falkon

Nie ma w nim zwykłej pokory

będąc dobrotliwie ubawiony

czyimś westchnieniem i żalem

nawet się nie zarumienił.


Nieprzejednany o swoim braku wiedzy

uśmiecha się łobuzersko do lustra

ja jestem książę

mnie pokłony bez gier salonowych.


Wcześniejsza generacja przyjaciół

wzdycha jak wieloryb

z ukrytym syrenim uśmiechem

nastrój nieustającej rekonwalescencji.


Przeczytał niejeden poemat

suchy liść z drzewa Apollina

spadł jemu na głowę

wziąwszy delikatnie w dłonie

zapachniał i zaśpiewał.


Jego myśli snują się po błękicie

chce być błyskotliwym w towarzystwie

z elegancką zawoalowaną aluzją

jako dżentelmen starej szkoły.


Mówi ze swobodą o ludzkich słabościach

zaplata słowa w zaczyn

żeby nie uleciały w zbitkę dźwięków

w rytuale modlitewnych młynków.


Zasznurować ust nie potrafi

rozradowany dla samego życia

ma uszy szeroko otwarte

w oczach zaświeciło światełko.


Przed świtem wszystko może się wydarzyć

bowiem nieraz już tak było.

falkon
falkon
Wiersz · 4 sierpnia 2026
anonim