Raczej nie wypadałoby śmiać się z martwego dziecka,
matki żegnającej ze łzami syna-żołnierza
czy woźnego czyszczącego salę kinową po nastolatkach.
A jednak krople humoru są nawet w większych tragediach,
dodając im smaku jak najwytrawniejsze przyprawy,
jakby wiedząc, że życie nigdy nie było czarno-białe —
zera i jedynki wypunktowane na papierze.
Większość wojen też weszłaby do tej kategorii.
Można krzyczeć, że piekło opustoszało już dawno temu
albo że na wojnie zawsze brakuje papierosów,
ale czy właśnie tego nie wyśmiewają dowcipnisie?
Dla nich każda armata może być śmiesznym lejem,
a czołg chrapiącym niedźwiedziem w lesie.
Syrena alarmowa nie musi być tylko makabryczna.
Słyszano nieraz jej warczenie, syczenie na wszystkie strony
i krzyki ludzi, których zapędzała do schronu.
Słyszano huk rakiet czy drona ponad śródmieściem,
szum lodówek odciętych od prądu,
a i tak tworzono karykatury ośmieszające wroga.
„Hoover nauczył Amerykanów nie pić,
a Stalin nauczył Rosjan nie jeść”.
Rzucano takimi żartami pod pomnikami dyktatorów
upiększonymi wulgarnym graffiti i hasłami bojowymi,
by dać do zrozumienia, że upadek jest bliski.
Widziano i wyśmiewano przecież monumenty
jak złoty brodacz utulony skrzydłami Nike.
Patrzył on z oczami nasrożonymi od zwycięstw
oraz musztrował pobliski hotel i czarnych przechodniów.
Pewien klaun wykręcał kręglami na ulicy,
aż postrzelił go jakiś przypadkowy mafioso.
W końcu wrócił do żartów z wybitym żebrem i okiem,
śmiejąc się, jakby widział dobitą włócznią sarnę.
Nawet czaszka ma coś tragikomicznego.
Wiecznie uśmiechnięta i wyszczerzona
(aż widać szczękę blednącą w świetle śmierci).
Aż trudno uwierzyć, że kiedyś te oczodoły
mogły oglądać podwójną tęczę wśród białego nieba
albo stokrotki lekkie i kruche, zawsze kruche.
Mózg próbował obliczyć macierze Pauliego
lub energię skumulowaną w okruchach uranu.
Teraz czaszka może tylko milczeć pod ziemią
tak, że pobliskie szczury nie będą wiedzieć, co jedzą.
Śmiesznie przecięte ścięgno Achillesa
(być może od strzały jak pod zastraszoną Troją?),
kości piszczelowe wśród kiełkującego tymianku
oraz mięśnie niegdyś napompowane od ćwiczeń —
wszystko zgnije.
Obrazy niczym z koszmarów Williama Shakespeare’a;
zakrwawiony klaun, generał w złocie i sprayu,
woźny zasypiający pośrodku korytarza!
A jednak to wszystko tworzy jakby jedną mozaikę,
mozaikę łez pękających ze złowróżbnego śmiechu:
nigdy nie traktuj życia zbyt poważnie
albo życie ośmieszy cię jak Hamleta na cmentarzu.
— 11 VIII 2026r.