Kalisz - moje miasto

Markus

Jest sierpniowe popołudnie

Siedzę w parku na ławeczce

Spoglądam na zieleń

Ludzie chodzą alejkami

Wolno, po obiedzie przecież.


Niebo daje nam dziś upał

Więc schronienia szukam w cieniu

Może przyjdą do mnie strofy

Taka właśnie mam nadzieję.


Wolno skrada się wiewiórka

Prosi o posiłek

Nie mam za złe jej staraniom

Dobrze, że nie opierunek.


Ludzie myślą spacerując

Pokój będzie zawsze

Mają prawo do pokoju

Zwłaszcza tego domowego

Gdy kompromis jest dowodem

Na życzliwość i szacunek.


Dzieci jeźdzą na rowerkach

Słychać gwar i śmiechy

To jest przejaw też pokoju

W wymiarze dziecięcym.


Teraz idę bulwarami

Spotykam przechodniów

Nasza Prosna płynie obok

Patrzeć można tak bez końca

Jak w kobiece oczy.


Teraz teatr mijam z wolna

Drogi pani Bogusławski

Nieźle pan zadziałał

Nasze miasto przecież kocha

Kulturowe eskapady.


Czas już teraz na kawusie

W gronie dobrze znanym

Ja opowiem im historię

Jak Boga poznałem.

Markus
Markus
Wiersz · 27 sierpnia 2026
anonim