Jest sierpniowe popołudnie
Siedzę w parku na ławeczce
Spoglądam na zieleń
Ludzie chodzą alejkami
Wolno, po obiedzie przecież.
Niebo daje nam dziś upał
Więc schronienia szukam w cieniu
Może przyjdą do mnie strofy
Taka właśnie mam nadzieję.
Wolno skrada się wiewiórka
Prosi o posiłek
Nie mam za złe jej staraniom
Dobrze, że nie opierunek.
Ludzie myślą spacerując
Pokój będzie zawsze
Mają prawo do pokoju
Zwłaszcza tego domowego
Gdy kompromis jest dowodem
Na życzliwość i szacunek.
Dzieci jeźdzą na rowerkach
Słychać gwar i śmiechy
To jest przejaw też pokoju
W wymiarze dziecięcym.
Teraz idę bulwarami
Spotykam przechodniów
Nasza Prosna płynie obok
Patrzeć można tak bez końca
Jak w kobiece oczy.
Teraz teatr mijam z wolna
Drogi pani Bogusławski
Nieźle pan zadziałał
Nasze miasto przecież kocha
Kulturowe eskapady.
Czas już teraz na kawusie
W gronie dobrze znanym
Ja opowiem im historię
Jak Boga poznałem.