[497]
bez sensu
twoje usta
otwarły się
nie dla zaczerpnięcia
powietrza
nie dla łyknięcia
kawałka
zabitej ryby
która jeszcze
broniła się ościami...
nonsensowne
wasze twarze
w uśmiechu
napinały się
jak łuk
który celując
chcę pozbawić życia
ofiarę swą
oznaczoną
czerwonym punktem...
pozbawiona sensu
drwina
i jej dzieci
ostre jak gwoździe
w drzewie
umarłym
dla umarłych
nie popuszczają
z łańcuchów
umęczonej pamięci...
gdziekolwiek
skierują się nogi
i pójdzie
za nimi głowa
nie będzie
poduszki i kołdry
nawet siana
na okrycie
zdeptanej przez nich
podłogi...