Rozmyślania przed skokiem w dal

Szymon Pękalski

Pamięci wszystkich ofiar ataków 11 września

w Nowym Jorku, Waszyngtonie i Shanksville.


Widzisz bezchmurny poranek ponad metropolią.

Blokowiska przycichnęły po odprawieniu dzieci,

a rowerzyści jak zwykle patrzą na kierownicę

i słuchają Depeche Mode jak drogowskazu wśród rozpaczy.

Espresso, jak stygło, tak nadal stygnie.

Drzewa w parku wciąż krzyczą śpiewem drozdów

i jaskółek wiercących się wśród gałęzi.

Pomnik Shermana jak stał, tak nieprzerwanie stoi,

patrząc z gorzką nienawiścią na anioła i hotel przed sobą.

Ponad tobą ściana dymu i wyrwa na dziesięć kilometrów,

pod tobą schody stłoczone od czaszek i kości.

Wszyscy chcą uciekać, wszyscy boją się apokalipsy.

Telewizja jakimś cudem już o nas mówi.

Słyszałeś zapewne o bohaterskich poświęceniach dla ideału,

gdy walczysz o coś jak Lincoln o jedność narodu.

Masz żonę, sypialnię pachnącą morską bryzą,

zapewne rozwiązujesz po pracy siedmiorakie krzyżówki.

Możesz tu upaść jak więzień cudzego szaleństwa,

jakbyś sam z siebie nie przyszedł patrzeć na tutejsze lobby.

Ogień pożera stalowe kolumny i klatki schodowe.

Nawet naburmuszony generał i ptaki na was patrzą.

Zapewne uderzyli w was jacyś szaleńcy z Czeczenii

(wysadzili przecież blokowce z niewinnymi Rosjanami),

z Bliskiego Wschodu, Afryki — Bóg raczy wiedzieć.

Chcieliby tu twojej śmierci jako zakładnika.

Żegnasz się, przez chwilę zamierając ze strachu

na widok betonowych palm stłoczonych pośród wyspy

i skaczesz prosto przed siebie.


⁂


Ktoś zapewne znalazł się tam pod gruzami,

choć przecież przeciskano się jak na jakimś targowisku.

Żona dowiedziała się o twoim skoku w cieniu ognia

i próbuje cię znaleźć, uwalonego szarym pyłem.

Nie jesteś Lincolnem, nie wygłosiłeś mowy stulecia pod Gettysburgiem,

ale dla niej i tak będziesz herosem, na jakiego nie zasłużyła.

Sudoku wciąż czeka na ciebie nierozwiązane,

twe dzieci słyszą o prezydencie czytającym wśród dzieciuchów

i czekają, aż wrócisz, jakby nic się nie stało.

Sherman patrzy na gruzy razem z jakąś boginią

i żałuje, że nie zgotował podobnego piekła Atlancie.

Hotel Plaza jak zwykle chrzęści drzwiami obrotowymi.

Kubek kawy milczy w kuchni, zakopany w szafce,

cichy, zatroskany prawie jak pies o swego pana.


— 9 IX 2026r.

Szymon Pękalski
Szymon Pękalski
Wiersz · 9 września 2026
anonim