Pamięci wszystkich ofiar ataków 11 września
w Nowym Jorku, Waszyngtonie i Shanksville.
Widzisz bezchmurny poranek ponad metropolią.
Blokowiska przycichnęły po odprawieniu dzieci,
a rowerzyści jak zwykle patrzą na kierownicę
i słuchają Depeche Mode jak drogowskazu wśród rozpaczy.
Espresso, jak stygło, tak nadal stygnie.
Drzewa w parku wciąż krzyczą śpiewem drozdów
i jaskółek wiercących się wśród gałęzi.
Pomnik Shermana jak stał, tak nieprzerwanie stoi,
patrząc z gorzką nienawiścią na anioła i hotel przed sobą.
Ponad tobą ściana dymu i wyrwa na dziesięć kilometrów,
pod tobą schody stłoczone od czaszek i kości.
Wszyscy chcą uciekać, wszyscy boją się apokalipsy.
Telewizja jakimś cudem już o nas mówi.
Słyszałeś zapewne o bohaterskich poświęceniach dla ideału,
gdy walczysz o coś jak Lincoln o jedność narodu.
Masz żonę, sypialnię pachnącą morską bryzą,
zapewne rozwiązujesz po pracy siedmiorakie krzyżówki.
Możesz tu upaść jak więzień cudzego szaleństwa,
jakbyś sam z siebie nie przyszedł patrzeć na tutejsze lobby.
Ogień pożera stalowe kolumny i klatki schodowe.
Nawet naburmuszony generał i ptaki na was patrzą.
Zapewne uderzyli w was jacyś szaleńcy z Czeczenii
(wysadzili przecież blokowce z niewinnymi Rosjanami),
z Bliskiego Wschodu, Afryki — Bóg raczy wiedzieć.
Chcieliby tu twojej śmierci jako zakładnika.
Żegnasz się, przez chwilę zamierając ze strachu
na widok betonowych palm stłoczonych pośród wyspy
i skaczesz prosto przed siebie.
⁂
Ktoś zapewne znalazł się tam pod gruzami,
choć przecież przeciskano się jak na jakimś targowisku.
Żona dowiedziała się o twoim skoku w cieniu ognia
i próbuje cię znaleźć, uwalonego szarym pyłem.
Nie jesteś Lincolnem, nie wygłosiłeś mowy stulecia pod Gettysburgiem,
ale dla niej i tak będziesz herosem, na jakiego nie zasłużyła.
Sudoku wciąż czeka na ciebie nierozwiązane,
twe dzieci słyszą o prezydencie czytającym wśród dzieciuchów
i czekają, aż wrócisz, jakby nic się nie stało.
Sherman patrzy na gruzy razem z jakąś boginią
i żałuje, że nie zgotował podobnego piekła Atlancie.
Hotel Plaza jak zwykle chrzęści drzwiami obrotowymi.
Kubek kawy milczy w kuchni, zakopany w szafce,
cichy, zatroskany prawie jak pies o swego pana.
— 9 IX 2026r.