Pogłos
ochrypłe ulice
wytrwale kamienne
zgłębiają samotność
mierzę kroki
od życia do życia
i odgłos
słowa przelotne
spadają jedno po drugim
żadne mnie nie dotyka
strach wydoroślał
i to odrębne bezsłowie
z braku człowieka
i ta kobieta zdrętwiała na ławce
wszystko to mnie omija bezgłośnie
nie krzyczy
czy to umarła przyszłość
czy to odbicie moje z
przybycia
modlitwa
nie jest to czas nieba
nie jest to czas piekła
to czas niczyj
wklęsły
opowieść samotności
w środku drogi
kobieta się uśmiecha
jest piękna
odchodzi
tyle skończonej miłości
zabiera ze sobą
teraz jest już całkiem niemo
tylko pacierz się porusza
daj mi jeszcze jedno drżenie
żeby skusić
krok następny
do życia
przyssało się powietrze
oddycham
myśli przechodzą w bezrymy
to nie jest samotność
to czas zamyślenia
co będzie
stawiam krok następny
i czekam
Andrzej Hagel