chrzęst patyków pod twoją wyprawą
który nigdy nie zaginie w eterze
przez noce ziemia wyrzucała na scenę kamienie
potrzebowała podestu bibliotecznego
by je ściągnąć z regału
gdy siedzę w pokoju przez okno przychodzą do mnie
porzucone przez mapy stacje skowyty
dawnych żywotów
gdy je rozkładać na imiona pierwsze
zostają jedynie cząstki
a może całkiem zmyślne koncepty