zakład o niewinność (dramat)

difficulty

Historia zainspirowana pewnym blogiem... Czekam na komentarze i oceny. (jak zwykle zresztą)

 

(Dziewczyna siedzi na krześle ze spuszczoną głową)

 

Czuję obrzydzenie. Nie mogę spać, nie mogę jeść, nie mogę patrzeć na swoje ciało. Nie umiem patrzeć ludziom w oczy. Nie umiem ufać. Nikomu nie ufam. Już się nie uśmiecham, nie wychodzę z domu, nie spotykam się z przyjaciółmi. Czuję nienawiść do mężczyzn i żal do świata. Nie wierzę w Boga. Przestałam wierzyć, kiedy tamten zaczął mnie rozbierać... Kiedy szeptał żebym nie krzyczała... To było takie okropne! Takie... Zastanawiam się dlaczego akurat ja? Dlaczego w ogóle istnieją takie zwierzęta, które... Nawet nie umiem tego powiedzieć. To słowo nie przechodzi mi przez gardło...

 

(unosi głowę)

 

Mam szesnaście lat. Kiedyś miałam długie blond włosy, teraz mam je ledwie za ucho, nie chciałam ich po tym jak tamten wysapał, że mam je piękne. Chciałam też wydrapać oczy, żeby nie przyciągał nikogo ich szmaragdowy kolor. Jedyne czego nie chciałam to przytyć. Powiedziałam sobie, że tego nie zrobię...

 

(odwraca głowę w bok)

 

Zaczęło się od tego, że poszłam do liceum. Od razu znalazło się wielu facetów, którym ślinka ciekła na mój widok, jednak on miał coś takiego w oczach, co odpychało. Teraz już wiem, dlaczego. Był z ostatniej klasy, przystojny, wysportowany, wiele dziewczyn na niego leciało, miał kasę i był gwiazdą piłki nożnej, niektóre prawie mdlały na jego widok, ale nie ja. Nie lubiłam jego sposobu bycia, afiszowania się z kasą, tego jak traktował ludzi i jak zmieniał dziewczyny co tydzień. Któregoś dnia zaczekał na mnie po szkole, zaczął mówić jaka jestem piękna, że chce się ze mną umówić i takie tam bla bla bla. Odmówiłam, ale on nie przestał, zaczepiał mnie w szkole, po szkole, wysyłał smsy , bo jakimś cudem zdobył mój numer. Pisał, że dla mnie się zmieni, mówił jak bardzo olśniłam go swoją urodą, intelektem. Słodził o tym jakim jestem unikatem, jaka jestem wartościowa. Zaczął się zmieniać, nie afiszował się tak z pieniędzmi, nie wdawał w bójki, przyłożył do nauki, nie chodził za dziewczynami i nie zwracał na nie uwagi. Chociaż z nim nie byłam, bronił mnie kiedy ktoś mi dogryzał, kupował kwiaty, czekoladki, wysyłał miłe wiadomości na dobranoc. Powoli zaczęłam się do niego przekonywać, coś zaćmiło jego oczy, a raczej to coś w tych oczach, co odpychało. Zaczęłam widzieć jego cudowny uśmiech, wysportowane ciało, poczucie humoru...

 

(po policzkach dziewczyny zaczynają spływać łzy)

 

Zaufałam mu i co gorsza go pokochałam. Nie mieszkałam w dużym mieście tylko na wsi, więc to, że zaczęłam chodzić z „bogolem” Tymkiem szybko się rozniosło. Dziewczyny zabijały mnie wzrokiem, a ja coraz bardziej kochałam. Miłość dodała mi skrzydeł. Uczyłam się jeszcze lepiej, mimo że spędzałam z nim każdą wolną chwilę... Po kilku miesiącach bycia ze mną powiedział, że chce „dowodu miłości”

 

(dziewczyna ukrywa twarz w dłoniach, po kilku sekundach unosi głowę, szlocha)

 

Ja nie chciałam. Chciałam poczekać, nie byłam gotowa, powiedział, że go to nic nie obchodzi. Zaczął mnie całować. Dotykał po całym ciele, jego ręce wędrowały pod bluzkę. Wyrywałam się, ale on był silniejszy... Nie słuchał mnie, nie słyszał moich próśb... W końcu zaczął zdejmować moje ubrania. Krzyczałam, prosiłam, mówiłam że tego nie chcę. W końcu wycedził, że tylko po to się ze mną spotykał, żeby mnie „przelecieć” bo założył się z kumplami i jutro mija termin, a jak przegra musi dać im stówę. Chciałam dać mu w twarz, splunęłam na niego i krzyknęłam, pytając czy tylko tyle jestem warta. Wysapał żebym mu nie przerywała. Wziął jakąś line i związał mi dłonie... To było straszne... Modliłam się żeby ktoś wszedł, żeby przestał... Nie przestał. Zgwałcił mnie, a później powiedział, że mam nikomu nic nie mówić, bo pożałuję. Płakałam. Nie mogłam się pozbierać, wszystko mnie bolało. Pamiętam, że powiedział jeszcze „Wypie... stąd dziwko!”, jakimś cudem znalazłam się na dworze, a później obudziłam w szpitalu. Nic nie pamiętam. Zemdlałam...

 

(Dziewczyna patrzy się na publikę, ma czerwone, zapuchnięte oczy)

 

Przy łóżku była moja mama, płakała, pytała się kto mi to zrobił. Ona wiedziała... Wszyscy wiedzieli, patrzyli na mnie ze współczuciem, a ja nie odezwałam się słowem. Nie umiałam nic powiedzieć, jedynie łzy spływały mi bezgłośnie po twarzy. Odezwałam się dopiero po dwóch tygodniach. Pierwsze słowo, które wypowiedziałam to „Tymek...”, w oczach taty pojawiły się diabliki, zaczął krzyczeć, że go zabije, że nie daruje... Mama znowu płakała. W końcu zaczęłam rozmawiać z policją.

Kiedy wróciłam do szkoły ludzie patrzyli na mnie ze współczuciem, tylko nie jego kumple. Julek, jeden z jego przyjaciół stanął za mną, zaczął sapać i mówił „oh! Tak! Tak! Basiu, nie mów, ze ci się nie podobało. A mi też dasz? Może dasz każdemu z nas, co?”. Znowu płakałam. Pobiegłam do toalety, chciałam się zabić... Miałam wyskoczyć przez okno, ale w ostatniej chwili weszła tam moja koleżanka z klasy. Zaczęła krzyczeć żebym tego nie robiła...

Julek i jego kumple wylecieli z budy, ja się przeprowadziłam do większego miasta. Do tej pory mam senne koszmary. Wiem jedno... Nie umiem zaufać chłopakom, na pewno nie tym, którzy tak się na mnie patrzą...

Zapamiętajcie sobie, że najważniejsze jest nasze przeczucie, ono zwykle nas nie myli...

A co z Tymoteuszem? Dostał pięć lat, pewnie i tak wypuszczą go po dwóch...

 


niczego sobie+ 4 głosy
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
Kuba Nowakowski
Kuba Nowakowski 27 pazdziernika 2008, 10:07
bez zachwytu, ot prosta i prosto opisana historia
Reila_
Reila_ 30 pazdziernika 2008, 21:07
A mi się podobało. Bo zwykłe historie ukazują głębię uczuć.
difficulty 30 pazdziernika 2008, 21:10
Dziękuję Reilo_ :) A mi się wydaje, że niektórym O!Boskim podobają się jedynie zmyślne historie, przy których trzeba używać słownika wyrazów obcych, aby zrozumieć cokolwiek. Takie moje skromne zdanie, oczywiście z całym szacunkiem.
Annka17
Annka17 6 listopada 2008, 14:50
dość ciekawie opowiedziana historia, ale jak dla mnie brzmiała po prostu, jak historia rodem z "Rozmów w toku".nie wywołała u mnie jakichś specjalnych uczuć.
a co do zmyślnych historii i wielkiego słownictwa, to niekoniecznie jest to potrzebne żeby napisać dobre opowiadanie. trzeba tylko stworzyć i zachować do końca klimat, który sprawi, że czytelnik będzie miał ochotę przeczytać to jeszcze raz.
pozdrawiam. :)
1 046 wyświetleń
przysłano: 20 pazdziernika 2008 (historia)

difficulty

27 Łódź
12 tekstów 24 komentarze
Bywam irytująca, kochana, wredna, roztrzepana. Nie lubię samotności.

Inne teksty autora

z pamiętnika zatwardziałej singielki

difficulty, opowiadanie

Mamo...

difficulty, miniatura

TO.

difficulty, opowiadanie

Pani Milcia

difficulty, opowiadanie

Do Ciebie

difficulty, opowiadanie

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło