Witamy w Czytelni – przestrzeni dla twórców i pasjonatów literatury!

Czytelnia to miejsce, gdzie poezja i proza spotykają się z sercami odbiorców, a słowa zyskują nowe życie. To tutaj każdy może opublikować swoje wiersze, opowiadania czy fragmenty powieści, dzieląc się swoimi emocjami, przemyśleniami i artystycznymi wizjami. Niezależnie od tego, czy jesteś doświadczonym pisarzem, czy dopiero stawiasz swoje pierwsze kroki w literackim świecie, Czytelnia jest otwarta na Twoją twórczość.

Zapraszamy do odkrywania różnorodnych tekstów, komentowania i inspirowania się dziełami innych autorów. Wywrota od lat łączy ludzi, których łączy pasja do słowa pisanego – dołącz do naszej literackiej społeczności i pozwól, by Twoje słowa zainspirowały innych!

Czytelnia - najnowsze teksty

przyrzeczona

Dawid Motyka

Moja najdrożej moja kochana

w świat cyrkonii już ty do tańca jesteś ubrana

będziemy kochać to co się dzieje

niech nam się zewsząd wszystko się śmieje


moja najdroższa wtulona w miłość

okruszkiem chleba tkwi w tym zawiłość

bo jesteś miłością mojego przyrzeczenia

odnajdę ciebie z posępnego nakarmienia


kochana moja i ty Lilii pierwsza

zaraz do tańca się zejdzie z wiersza

znajdę twą czułość w mojej Piwonii

już ją przykładam do twojej dłoni


a na koniec różą ciebie całuję

w jej miłości dno twe odnajduję

kocha cię szczerze i tuli wszędzie

teraz już moja i twoja na zawsze będzie

Dawid Motyka
Dawid Motyka
Wiersz · 15 marca 2026
anonim

„Czas mroźnej zimy”

Klaudia Żmuda

Z nieba zaczęły lecieć płatki śniegu,

Na naszych twarzach pojawiły się czerwone rumieńce.

Całe ciało jest zziębnięte.

To czas by z szafy wyjąć kurtkę.

Nadeszła zima, ostatnia pora roku, a Ciebie znów nie ma u mego boku.

Nastały długie noce i krótkie dnie, a jednak wieczory wciąż mi się dłużą gdy myślę o tobie.

To czas by wejść na strych i zgarnąć kurz z bombek.

To czas by wybrać się do lasu i ściąć choinkę której zapach będzie unosił się po całym domu.

To czas na rodzinne spotkania.

To czas radości i pokoju.

To czas by zapomnieć.

Jest to czas mroźnej zimy.


Klaudia Żmuda
Klaudia Żmuda
Wiersz · 15 marca 2026
anonim

Nie wchodź łagodnie w tą pogodną noc.

Dylan Thomas


Nie wchodź łagodnie w tą pogodną noc,

Niech płonie starość tuż przed kresem dni.

Walcz, walcz gdy światło traci swoją moc.


Choć wiedzą mędrcy, że się zbliża mrok.

Bo żaden piorun z ust nie padnie ich.

Nie wchodzą z ulgą w tą pogodną noc.

Walcz, walcz gdy światło traci swoją moc


Cnotliwi, płacząc kiedy ich otoczy

Wspomnienie czynów w kruchym wieńcu sławy,

Niech walczą, niech walczą gdy światło traci swoją moc.


Szaleni słońce chwytający w locie,

Wasz śpiew radosny by mu trenem łzawym;

Nie wchodźcie w tą pogodną noc.


Posępnym, którym śmierć oślepia oczy,

Niech wzrok się w blasku jak meteor pławi;

Niech walczą, niech walczą gdy światło traci swoją moc.


Błogosławieństwem i klątwą niech broczy

Łza twoja, ojcze w niebie niełaskawym.

Nie wchodź łagodnie w tą pogodną noc,

Walcz, walcz gdy światło traci swoją moc.

Dylan Thomas
Dylan Thomas
Wiersz · 15 marca 2026
anonim

Nowy park

Leśny gracz

traci ciężar

powszechnego istnienia park

na rzecz form ukrytych

pełen jego najlżejszych intencji

niczym balon gotów mu odfrunąć


park zabrany wcześniej do lasu

na wielkie zbieranie runa

i teraz topole gotowe do startu

czekają aż dojdzie kawiarenka

w dźwieczeniu łyżeczek


zakaz fotografowania tych ulotności

i obracania za nimi


i nieustannie rusza się rusza

bo nawet tu odbija mu się jeszcze

zimno leśnych ścieżek

Leśny gracz
Leśny gracz
Wiersz · 15 marca 2026
anonim

Nuklearny świat

Norbi_i

Istniejemy, bo istnieć musimy. 

Trwamy, bo za chwilę trwać nie musimy. 

Sam nie wiem, czy sobie to wmawiam, czy jedynie odbieram dostępne zmysłom bodźce. 


Chce znowu dać się pochłonąć dragom.

Oddać uciechom i zabawom, skończyć z psychodelicznymi lekami.

Zabawić się choć ten ostatni raz.


W nuklearnym świecie wszystko jest możliwe, póki nie spadną bomby.

Póki paru świrów nie zdecyduje o zakończeniu spektaklu.

Przerwaniu paru lat fasadowej zgody. 


Oddale paranoje- zrobie to, co umiem najlepiej.

Bez żałości i zbędnych dywagacji.

W nuklearnym świecie to i tak nie ma większego znaczenia.

Zastopowanie biegu jednostkowej historii. 

Norbi_i
Norbi_i
Wiersz · 15 marca 2026
anonim

Numer

marcinolszewski

Wielocyfrowe numery z dalekich Wysp Naiwności

Chcesz porozmawiać? Nie ma problemu. Płać i płacz

To później jak otrzymasz rachunek. Na razie mów, dużo

Im więcej mówisz, tym więcej będę pytać. Odwracać


Uwagę od czasu minut i kosztów


Potrzebujesz tego, nie? Nie martw się. Zawsze czekam

Jesteś samotny, nie masz kim rozmawiać? Masz problemy?

Rozwiążemy je razem. Przeprowadzę Cię przez taką drogę

Jakiej jeszcze nie przeżyłeś. Nie jesteś sam. Ja i moje minuty


Też jesteśmy z Tobą. Oby jak najdłużej


Nie, nie rozłączaj się jeszcze. Jak się teraz rozłączysz

Nie poznasz największej tajemnicy która doprowadzi Cię

Do szczęścia, pieniędzy, miłości. Zadam tylko kilka pytań

Mogę być dla Ciebie wróżką, kochanką. Wybierz, proszę


Wybierz proszę mój numer. Zadzwoń


marcinolszewski
marcinolszewski
Wiersz · 14 marca 2026
anonim

Księga Wyjścia 6, 23- 25

Potencjan Bratnicki

"A Aaron, syn Amrama, syna Kahata z rodziny Amramitów pojął za żonę Eliszebę, córkę Amminadaba, czyli z rodu Judy, syna Jakuba (1 Kron 2, 3-15) Rodu królewskiego, w linii rodowej synów Judy do króla Dawida i Jezusa Zbawiciela (Mat 1, 1-17) Siostrę Nachszona, księcia synów Judy; ta zaś urodziła mu, czyli Aaronowi Nadaba, Abihu, Elezara i Itamara, czyli z rodu kapłańskiego i królewskiego" "Synowie Koracha: Assir, Elkana i Abiasaf. Czyli synowie Koracha, syna Ishara, syna Kahata, syna Lewiego, syna Jakuba, czwartym pokoleniem. Czyli od Koracha pochodzi rodzina Assirytów, rodzina Elkanaitów i rodzina Abiasafitów. To są rodziny Koracha, czyli naczelnicy rodów synów Koracha według ich imion" "Eleazar, syn Aarona pojął za żonę jedną z córek Putiela, czyli hodowcy zwierząt ofiarniczych według interpretacji rabinicznej, że jego imię ma związek z hodowcą zwierząt ofiarniczych. W zastępstwie śmierci 12 plemion synów Izraela, za w ekosystemie czynienie destrukcji. Analogicznie do Jezusa Zbawiciela, który śmierć poniósł w zastępstwie śmierci każdego z nas, za w ekosystemie czynioną destrukcje - źródło wszelkich dramatów, cierpień i śmierci, za którą na pewno poniesie się konsekwencje, które Jezus Zbawiciel pokazał na krzyżu. Ta zaś urodziła mu, czyli Elezarowi Pinechasa. To są naczelnicy rodów lewickich, czyli od synów Lewiego, syna Jakuba według ich rodzin, czyli naczelników rodów synów Lewiego według ich imion (Wj 6, 23-25)

Potencjan Bratnicki
Potencjan Bratnicki
Opowiadanie · 14 marca 2026
anonim

zaraz potem się rozpływa*

Andrzej Feret

zaraz potem się rozpływa*


że to nieme jest i basta

tak byś chciała lekko oddać

ale taka zawsze jędza

snuje swoje sznurowadła


wśród kibici jeno dekolt

słodko się wpatrywać w gorset

jedna taka nie pozwala

taka jedna może mała


gdybyś chciała w pierwszym rzędzie

nie zostawać w czasie przerwy

ona taka jedna będzie

ale będzie pośród winy


12 marca, 2026

Andrzej Feret


* i tu jest coś więcej niż rozpływa



https://www.youtube.com/watch?v=a96FdywuuJ4&list=PLPomm0n7Ju2L-RiyI7lNlZ4yTIgK7VyJy&index=1

Andrzej Feret
Andrzej Feret
Wiersz · 12 marca 2026
anonim

Gdy wyprzedza nas czas

Krzysztof Helbig


Mrugnąłem, bo musiałem.

A chciałem patrzeć w Ciebie,

Ten głos i włos, i coś  "takiego"

Twoje słowa

układam teraz łagodniej,

choć brzmią jak krzyk i cisza

Potem?

Potem było już wszystko.

Tyle że bez Ciebie.



Krzysztof Helbig
Krzysztof Helbig
Wiersz · 12 marca 2026
anonim

idziesz w wiosny łyk

Dawid Motyka

i nadchodzi ta wiosna w której słychać ptaków liryczny śpiew

wiosna ta kolorem drzwi odmłodzi co otwiera na oścież wiesz

niebem ona taka kobaltowo pycha taka schludnie całkiem miła

a na powitanie ciebie mocno znowu radość w wiosny łyk w blask polubiła


ta wiosna to zimy jak co roczne zapomnienie

to czarodziejskie nowo to miłosne odmłodzenie

wszystko kwitnie no i łąki też w końcu swą piersią zaśpiewają

bo serduszkiem promienie słońca tudzież nas witają


będzie piękny kwiecień no i rodny złoty maj dorodny

w las kotek mi tu ładnie teraz proszę aby graj lecie głodny

będzie dużo kwiatów naj tych nośnych ulic drzewach

i ptaszyny co mi raj doraźnie dłoń podgrzewa


a w marcu jak w garncu coś się jakby poruszy

rzucimy marzannę no i sen o wiośnie się nam wzruszy

to ten który nosiliśmy tej zimy ochłodzeni

a on rodnym okiem bladym świtem świat nasz w końcu zmieni


jeszcze kaczeńce się podniosą w tych młodych miłosnych glebach

jeszcze wierzby zapłaczą w letnich podniebnych siewach

jeszcze Krokusy i fiołki olśniewają

swym dorodnym plonem wiosennie woń dobywają


jeszcze Tatry pokażą swą złotą wiosny naturę

co zboże blaknie miłości w lecie które

zwierzyna odrodzi się z zimowego zapomnienia

wszystko rozchodzi się bez trosk do życia i zwątpienia


bo te liście które brodzą potem będą sobie ssać

to co było deszczem co im można było latem grać

na fortepianie i na mandolinie i akordeonie

ta wiosna tak szybko nie minie ona płonie

Dawid Motyka
Dawid Motyka
Wiersz · 11 marca 2026
anonim

Księga Daniela 3, 37 Panie, oto jesteśmy najmniejsi

Andrzej Feret

Księga Daniela 3,


37 Panie, oto jesteśmy najmniejsi

spośród wszystkich narodów.

Oto jesteśmy dziś poniżeni na całej ziemi

z powodu naszych grzechów.

38 Nie ma obecnie władcy,

proroka ani wodza,*


* odniesienie do przyjścia Jezusa-Chrystusa.


Czarno Czarni - Nogi (Official)

https://www.youtube.com/watch?v=gruPiZJHdVg&list=RDeP5wNDeGqLk&index=7


Blenders - Ciągnik Official Video

https://www.youtube.com/watch?v=eP5wNDeGqLk&list=RDeP5wNDeGqLk&start_radio=1


Wsadził mi w dziureczkę -landrynka music (OFFICIAL)

https://www.youtube.com/watch?v=e9R5-VkKAQ4&list=RDeP5wNDeGqLk&index=12


Andrzej Feret
Andrzej Feret
Dramat · 10 marca 2026

Chyba nowy styl

Andrzej Feret

***(piosenki o miłości lub poziomki LVI)

Chyba nowy styl


jak spódnica w sercu pieści

i przemierza słodki mód

a złym światom czarno kwitnie

czarnym kocha – ale podkowy


chciały dobre było zewsząd

aby żony ciut z mężami

wplótł się pośród by odmienić

swego ciepła – piekarz bułek


kto prowadzi całowanie

mądrą głowę spalił w szał

może ciu, a ciut bez chcenia

kwitnie czarno – kołacz bez sensu


10 marca, 2026

Andrzej Feret


Otto Eerelman, sztuka o koniach,

słynny holenderski malarz zwierząt,

Otto Eerelmana (1839–1926).

Andrzej Feret
Andrzej Feret
Wiersz · 10 marca 2026

***(piosenki o miłości lub poziomki LV)

Andrzej Feret

***(piosenki o miłości lub poziomki LV)


bo bez Ciebie wielka pustka,

płucze deszczem,

a wraz z gąszczem ktoś jak ja,

popatrz cała mokra chustka...


że się gniewasz to nieważne

chmury chmurzą się jak błąd

dla mnie, na mnie, dzisiaj, jest przypadek

jeden uśmiech z Twoich rad


bo bez Ciebie smutne myśli

wielka pustka błąd i sakra

może snu mi trzeba więcej

może deszcz a z deszczem sakwa


może deszcz a z deszczem grad ...


10 marca, 2026

Andrzej Feret


Otto Eerelman (Groningen, 23 marca 1839 – Groningen, 3 października 1926) był malarzem, akwarystą i litografem, najbardziej znanym ze swoich realistycznych szkiców i obrazów przedstawiających psy i konie. 


Andrzej Feret
Andrzej Feret
Wiersz · 10 marca 2026

kochodisco

Yaro

piękna i kocha

nie robi focha

słońce na niebie

dreszcze na ciele

długie włosy zadbane loki

usta o smaku wiśni

oderwać się nie potrafię


kochać ciągle za mało

miejsca do zdobycia zbyt wiele

całuję odplywam myślami

szaleństwo krótkiej nocy

dziękuję za chwilę rozkoszy


teraz zamilczę błądząc wśród

wskazówek znaków zodiaku

kochać to tak cierpieć

przez otwarte drzwi ktoś wchodzi

lecz to nie koniec została legenda

Yaro
Yaro
Wiersz · 10 marca 2026
anonim

Na Nowy Rok

damian-czubik

Już pod wieczór!

Srebrna pani mgłą znad Węgier w doły spływa,

Brat jej księżyc blasku mocą cichuteńko daje znak.

Pierwsza nuta -

Sztylet złoty struną z palców skórę zrywa,

Białe żagwie ognia żarem biją w niebo niczym ptak.


Dziś na Ziemię

W czerni, bieli schodzą diabli i anieli,

W smutku, żalu czy radości rozbijają flaszy brzeg.

Na policzku

W kropli srebrnej łza przeszłości już się bieli,

W samotności, szczęśliwością rozjaśniając życia bieg.


Krew gorąca

W żyłach krąży, w coraz gęstszy wir porywa,

Oczy w siebie zapatrzone wróżą rozkosz, wróżą grzech.

Już zaranna

Gwiazda wstaje, lekkim blaskiem na skroń spływa,

Pod powieką ociężałą jeszcze tęskni życia dech.


Czas do domu!

W blasku słońca odpływają cienie senne,

Każdy na swych barkach dźwiga pełen od zmęczenia trok.

Niech nad lasem

Zabrzmi dla nich całym tchem wołanie tęskne:

Hej na zdrowie! Hej na szczęście! Na ten cudny Nowy Rok!

damian-czubik
damian-czubik
Wiersz · 10 marca 2026
anonim

Lip-syncing

marcinolszewski

Śpiewam. Utwory zajmują czołowe miejsca na liście

Ładne opakowanie. Strategia. Ładna twarz. Uwierz

Dlaczego wszystko jest tak piękne, zsynchronizowane

Uwierzysz. Podoba Ci się utwór? Wierzysz w to


Co ma być przekazem


Co chcemy byś zobaczył


Piękne usta, poruszające się słowem piosenki

Dopóki czasem taśma się nie zatrzyma

A ty nie słyszysz śpiewu. Bo tak miało być

Piękno na scenie. Dobry głos w cieniu


Tak się robi event


Pominięcie w kasie, napisach, faktycznej twórczości?


Sprawy sądowe?


Cel uświęca środki


„My tylko trochę poprawiamy Pana Boga”


marcinolszewski
marcinolszewski
Wiersz · 8 marca 2026
anonim

O potrzebie istnienia świąt

Szymon Pękalski

Julii Osieckiej


Wieczny pośpiech. Trudno wyobrazić sobie coś gorszego.

Tyle babskich ceregieli, ważniejszych niż Bóg na niebie.

Przed południem Eucharystia (o! jaki pyszny opłatek!),

po południu obowiązkowy obiad w restauracji

(dorsz, de volaille, calzone, spaghetti — nie ma to znaczenia);

wieczorem wizyta w teatrze na nieśmiesznej komedii,

rozbawienia nie widać, radości aktorów tym bardziej nie —

i jeszcze upiorny quasi-seks w nocy,

misjonarskie uśmieszki, rumieńce przy najmniejszym pchnięciu.

Jeszcze sernik na zimno gnije w lodówce, róże milczą w wazonie,

w oddali kica zając, resztki śniegu walają się po asfalcie,

pierwiosnki jęczą jak dzieciątka, bo nie mają już kołdry.


A one tymczasem malują się dziewięć godzin w sypialni

francuskim pudrem, włoskim eyelinerem, arabskimi szpilkami do włosów.

Muszą wiecznie zakładać obcasy, wydajać szampana i toniki,

pytać mężczyzn o zarobki, wiek i poglądy polityczne:

„Lewicowy czy prawicowy populizm? Wolisz nienawidzić muzułmanów czy Żydów?”

Wiecznie wyuczona poza. Tymczasem ja, Pielgrzym, patrzę na was z ukrycia

i wyraźnie widzę: nie czujecie się szczęśliwe w tej klatce!

Bez przerwy wchodzicie w maski, obawiając się osądu,

bo przecież tak nie można, nie wolno — nie mogą widzieć nas szczerymi!

Taszczycie mężów i kochanków do opery czy świątyń gwiazdek Michelin

na koncert, zlot cosplayerów, byle nie przyznać się do strachu.

No, bo co ludzie powiedzą? Sąsiadka przylepiona do okna?

Macocha, z którą i tak nie rozmawiasz?


Drogie panie! Krzywdzicie same siebie, nie próbując być sobą.

Kilka kilogramów niebędących nadwagą nie jest tragedią.

Proszę! Zegar transcendencji nie zamierza zwalniać.

Czas nie leczy ran siłą, jeśli nie chcecie się ze sobą rozliczyć.

Niedługo zieleń opanuje wasze ogrody, kwiaty przestaną się chować,

Syn Boży powstanie z ogrodu, bociany wrócą z afrykańskich przestworzy.

Spróbujcie się zatrzymać.


Muzyka Kuby Badacha czy innego Chopina, nicie do szydełkowania,

kryminał czy romansidło, cappuccino z mlecznym uśmiechem na spodzie,

może być nawet różaniec — nie obawiajcie się! Pan Bóg nie gryzie. —

Przestańcie udawać, że wszyscy bez wyjątku będą was adorować

i trafiać dla nich na stół operacyjny, zmieniać się dla nich, a nie siebie.

Nie tańczcie bez przerwy do Etiudy rewolucyjnej.

Wszyscy potrzebujemy odetchnięcia od chaosu w Wielkanoc,

Boże Narodzenie czy chociażby wasze święto.

Nie wstydźcie się marzyć! Jeśli Bóg jest z wami, to któż przeciw wam?


Już na horyzoncie pojawił się Księżyc — jak z żelaza i marmuru,

który ktoś przedziurawił petardami i lawą z Wezuwiusza.

Żaby śpiewają filharmonijne arie, gwiazdy czernieją na niebie,

fortepian pewnego wirtuoza nuci o magii melancholii.

Dobranoc. Choć raz zaśnijcie uśmiechnięte.


— 7 III 2026r.

Szymon Pękalski
Szymon Pękalski
Wiersz · 7 marca 2026
anonim

zapraszam cię

Dawid Motyka

zapraszam cię do mojej duszy..,

ona jest okrętem, które żagle niosą dłonią swą

w niej się wszystko śniegiem w lepsze prószy

przeze mnie o modlitwy dla was ciągle chcą


zapraszam cię do mojej duszy..,

ona wzniesie cię do podniebnych chmur i alei róż

w niej się wsłuchasz w przestrzeń co każdy się uczy

zagram więc dla ciebie z tych Słowiańskich mórz


zapraszam cię do mojej duszy..,

ona poskromi liczne a wołania twe

przez nią wszystko się coś w tobie ruszy

nawet i ta miłość, która tak skorzystać chce


zapraszam cię i do mojego serca..,

toż to wianek z słońca co to Bóg tu tkał

będziesz kochać tak bez końca

ja do ciebie będę dużo tej miłości słał

Dawid Motyka
Dawid Motyka
Wiersz · 7 marca 2026
anonim

Widmo pokoju

Szymon Pękalski

Pochodzę z oblężonego miasta. Nie wiem, czy to zaszczyt.

Nie jestem żołnierzem, nie próbowałem strzelać z rewolweru

ukradzionego na podwórku czy karabinu naładowanego ołowiem.

Lekarz powiedział, że jestem zbyt wątły na wojsko,

tym bardziej szukam papieru, pióra, czegokolwiek,

czym mógłbym uwiecznić to wszystko, co tu się dzieje.


Mąka smakuje jak piasek, cukier przemieszano z solą,

papierosy wypalono, opatulono się sztucznymi futrami,

pociski świszczą na horyzoncie.

Huk — trzask — odłamki szkła na podłodze

skaleczyły komuś nogę, komuś wybiły oko,

ołów zadrasnął jeńca tak, że ten zaczął krzyczeć z bólu.

Świst na niebie. Cisza. Ogień płonie naprzeciw.

Kościół i cerkiew obok siebie zadęły w dzwony.

Oto wynoszą zroszone zwłoki na cmentarz,

tam, gdzie śmierć łypie niemal na każdym kroku,

gdzie jego rodzina zacznie płakać nad tym, że tu w ogóle jest.

I jeszcze ludzie za granicą, w polityce i spoza niej

śmią twierdzić, że właściwie sami jesteśmy sobie winni,

chcą zagarniać nam pomoc i wypędzać na front;

niektórzy z nich mówią już otwarcie — kibicują najeźdźcom!

A na początku chcieli zamienić się z nami prezydentami,

dawali koce, kromkę chleba czy pomoc u psychologa,

by po miesiącach zobojętnieć na to, co przeżywamy.

Niech te dzwony rozerwą tych, którzy ich omamili!


Gdzieś w chaszczach żołnierz kryje się przed ostrzałem

pod zasłoną nocy, gdy Księżyc wydrąża na sobie kolejne dziury

i strzela, słysząc przekleństwa wroga za krzakiem.

Krew rozrywa ziemię. Tylko ranny coś szepcze w malignie.

(Prawdopodobnie obelgi.)

Ktoś, kto nie przeżył podobnych godzin, drętwiejąc ze strachu,

nie powinien nas pouczać, jak mamy bronić swego honoru:

rozmawiając czy walcząc, milcząc czy nazywając pewne rzeczy po imieniu?

Nie jesteście nami! To prędzej wy konaliście w podobnych zdychalniach

pod Verdun, Sommą, Stalingradem czy Kurskiem,

licząc na to, że nie zostaniecie wypatroszeni

jak wasi oficerowie pod Katyniem lub Starobielskiem.

Przestańcie myśleć tylko o sobie!


Oblężenie nigdy nie jest zabawą. Przekonał się o tym każdy,

kto czekał w diabelskiej ciszy na wieści z frontu,

by wiedzieć cokolwiek o żołnierskich synach,

podczas gdy leżą już zapewne trupem na brudnej ziemi,

bez cienia szmeru, widząc przed sobą Zbawiciela.

Nie wiemy nic o świecie. Jesteśmy odcięci od wszystkiego.

Radio świszczy, telewizja wiecznie tylko o wojnie,

bez skretyniałych teleturniejów i dysput o modzie,

gazety straszą ciernią i oczami poległych męczenników.

Nawet Igrzyska Olimpijskie nie są dla nas takie same.


Gdzieś tam, na mieście, sterczy anioł w zardzewiałym złocie.

Ciemne od chmur niebo straszy rankiem krwawą poświatą.

Wróbel dziobie żyto z tłuszczem, gołąb przelatuje jak posłaniec pocztowy.

Prezydent w dresie jeździ do sojuszników,

słysząc imbecyli mówiących, że to nie jest ich wojna

i zbijających na tym osobisty kapitał.

Pocisk — jeden — drugi — znowu trzask — chowamy się — —


Pokój krąży jak duch po naszych schronach i cmentarzach,

jakbyśmy wreszcie mieli zaznać choć trochę spokoju;

nie chcemy w to wierzyć, podświadomie czekamy na kolejne ataki,

wiemy, że nasz wróg nie ma litości.

Czy doczekamy się sprawiedliwości? Bóg raczy wiedzieć.

Kiedyś mieliśmy jeszcze ludzi stojących za nami murem,

dyplomatę podśpiewującego na gitarze, ciut zdziwaczałego prezydenta,

ludzi rozumiejących, że nie jesteśmy sami sobie winni,

dzisiaj nie mamy nawet i tego.

Chcemy walczyć, choćbyśmy nawet ich nie obchodzili,

pokazać wrogowi, że jesteśmy godnymi dziećmi Olimpu,

które nie dadzą się zastraszyć w okopach, gdziekolwiek indziej.

Nie mamy nic do stracenia.


— 7 III 2026r.

Szymon Pękalski
Szymon Pękalski
Wiersz · 7 marca 2026
anonim

św. Kazimierz królewicz - czyli stół jest okrągły a nie kwadratowy

Andrzej Feret

epitafium śmierci LIX


zbierałem chyżo co Bóg dawać raczył

jeden to dusza a drugi to ścierwa*

obfitość lała się z beczek annałów

swołocz nie piekła a liczebność rzedła


gapie co miarą a co nie z policzka

różowym chwyta i czerwień zabiela

radą krotności i profuzję bierze

w cholerę jasną... a niech to cholera


publika rozpacz targa bez kielicha

co pustym bydłu Bóg zrobił aż tłumnie

rozgorzał kadisz aż się czerń rozbiera

po starych kościach i po młodych będzie


7 marca, 2023

Andrzej Feret


* Mt 5, 45 tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych.

----------------------------------


obraz Irene Sheri




Andrzej Feret
Andrzej Feret
Wiersz · 7 marca 2026
anonim
  • Andrzej Feret
    Miałem swego czasu kolegę, Zbigniew, Zbyszek,

    kiedy budowałem dom, pracował u mnie –
    i radio grało – radio zagrało Alicji Majewskiej „Być kobietą”
    A JA MIAŁEM PRZY NICH RĘCE W KIESZENIACH SPODNI – chodziłem spoko,
    jak na garden-party w Białym Domu, ręce w kieszeniach spodni, ale oni:

    wtedy kolega orzekł: „Bo ci Mały paznokcie obgryzie” – zaniemówiłem.

    Taki jest Mały (w 44).

    I po co to wam? Ktoś pyta.

    · Zgłoś · 1 tydzień
  • Andrzej Feret
    Stół powinien być okrągły na początku i na końcu, ale podczas powinien być kwadratowy. CZY ROZUMIECIE? 4 x Pi x r-kwadrat.

    · Zgłoś · 1 tydzień