Witamy w Czytelni – przestrzeni dla twórców i pasjonatów literatury!

Czytelnia to miejsce, gdzie poezja i proza spotykają się z sercami odbiorców, a słowa zyskują nowe życie. To tutaj każdy może opublikować swoje wiersze, opowiadania czy fragmenty powieści, dzieląc się swoimi emocjami, przemyśleniami i artystycznymi wizjami. Niezależnie od tego, czy jesteś doświadczonym pisarzem, czy dopiero stawiasz swoje pierwsze kroki w literackim świecie, Czytelnia jest otwarta na Twoją twórczość.

Zapraszamy do odkrywania różnorodnych tekstów, komentowania i inspirowania się dziełami innych autorów. Wywrota od lat łączy ludzi, których łączy pasja do słowa pisanego – dołącz do naszej literackiej społeczności i pozwól, by Twoje słowa zainspirowały innych!

Czytelnia - najnowsze teksty

W trawie

Moni Chaber

[850]


Życie...


w gęstej trawie

wczesną wiosną

tak po prostu mnie...


...przerosło.


Moni Chaber
Moni Chaber
Wiersz · 15 czerwca 2026
anonim

Rekonesans

Arian

Instynkt imperialny Polaków został uśpiony na dwieście lat. Czas jednak dojrzeć do świadomości, że trzeba wziąć odpowiedzialność za własny kraj, ale także za ład międzynarodowy w Europie Wschodniej. Czy możemy się zaokrąglić o obszary sąsiedniej Białorusi i Ukrainy?


Stany Zjednoczone tracą pozycję hegemona w świecie. Prawdopodobnie nastąpi rozpad federacji. Sytuacja wymusza zmianę perspektywy.

Historycznie dwa słowiańskie narody stworzyły mocarstwa. Najpierw Polacy, potem Rosjanie ( na gruzach Rusi Kijowskiej ). Aby zapanował trwały pokój na Wschodzie, trzeba wypracować nową równowagę wpływów regionalnych.


Rząd Tuska jest skompromitowany. Nie rozumie zmiany układu sił. Uprawia politykę skrajnie nieudolną, podporządkowaną interesem neokolonialnym kapitału zachodniego. Trzeba radykalnie zerwać z neokolonialnym podziałem świata. Zachód słabnie demograficznie i gospodarczo. Tutaj narasta świeża krew. Czas na rewolucję.


https://www.youtube.com/shorts/gCGy8h9iLu0

Arian
Arian
Opowiadanie · 15 czerwca 2026
anonim

Dialektyka marksistowska

Szymon Pękalski

Bóg nie ma talentu do stwarzania monolitów.

W Jego świecie nawet las namorzynowy

musi każdego dnia obnażać inną twarz.


Do dziś botanika nie śmie nazwać tego po imieniu.

Dla niej ekosystem to imperium wzajemnej zgody,

gdzie nikt nie zamierza w ogóle walczyć o swoje.

Żółwie nigdy nie robią sobie wyrzutów o skorupy.

Tukany i ary całują się w erotycznym tańcu,

by ucałować podstarzałego gekona.


Wystarczy zaś spojrzeć nawet na szopa, żeby zrozumieć,

że ta idylla nie mogłaby być bardziej fałszywa.


Szop czyha tak cicho, jak może do kraba.

Krab cofa się i myśli o swym dzieciństwie,

gdy matka pouczała go, jak używać szczypiec.


Ich bitwa nie jest jedynym takim przypadkiem.

Nawet bociany polują na losowe żaby

na łąkach, na polach, byle znaleźć swoją kolację.

Bocian uczył się jeszcze jako dziecko,

że ma prawo budować gniazda, gdzie chce,

nawet na latarniach przy domach publicznych.


Oczywiście bocian nie jest już niemowlęciem.

Czy ma porzucać przez to dawne zasady? Nie. Lepiej nie.


W ich świecie nic nie dzieje się z dnia na dzień.

Pewna czapla uciekła na sawannę z lasu namorzynowego

po miesiącach pasowania jak kwiat do kożucha.


Na początku traktowano ją jak każdego.

Pożerała ropuchy i chodziła po wodzie,

czesząc się jak kobieta przed centrum handlowym.

Najpierw plotkowano o jej skrzywionym dziobie,

potem wyśmiewano jej upierzenie,

aż zmuszono do wylotu za histeryczne wrzaski.


W świecie zwierząt wszystko musi żyć w symbiozie.

Mogą kłócić się o jelenie rogi i pstrąga w stawie,

ale tylko razem można je jakkolwiek analizować.


Nie można zrozumieć ssaka bez ptaka,

ptaka bez płaza, ssaka bez gada,

gada bez ptaka i ssaka bez płaza.

Kto wie, czy człowiek i koliber

nie powinni się częściej całować na początek dnia.

Warto zachęcać krokodyle i bażanty

do wymieniania przecukrzonych laurek

tak, by prostota wygrała z burżuazją.


Historia wszelkich zwierząt to historia walk klasowych.

Szopy powinny jeść kraby, bo takie jest ich przeznaczenie.

Bociany nie przeżyłyby bez skorpionów i dżdżownic,

albowiem są beznadziejne w byciu jaroszami.

Ropuchy jedzą stonki ziemniaczane,

a człowiek zastrzelone krowy w cheeseburgerze.

Kim jesteśmy, by na to narzekać?


Historia społeczeństw to historia walk klasowych.

Trzeba być wyjątkowo naiwnym, by tego nie rozumieć,

skoro nawet jaskółki jedzą na co dzień pszczoły

i nie krzyczą jak głupie, że ekosystem umiera.


— 14 VI 2026r.

Szymon Pękalski
Szymon Pękalski
Wiersz · 14 czerwca 2026
anonim

Politycy boją się że zostaną zabici

Krzysztof Kowalski

Rządzący Unią Europejską w Brukseli, boją się oni afrykańskiej mafii narkotykowej, która szantażuje ich kraj i nakłania do wprowadzania ustaw, które mają umożliwić masową migrację ludzi z Afryki do Europy. Coraz to większy nacisk jest teraz również na Polskę, aby ich przyjmowała, ponieważ mafia afrykańska zarządzająca narkobiznesem w Belgii i Holandii chce otworzyć również swoją siedzibę w Polsce, aby otworzyć rynek narkotykowy na Europę wschodnią. Ci Afrykanie, którzy kiedyś przybyli do Belgii jako małe dzieci, dzisiaj to potężna bezwzględna okrutna mafia, która dzięki miliardowym zyskom z biznesu narkotykowego, nie tylko inwestuje swoje pieniądze miliardy w nieruchomości w tym kraju, ale staje się kimś ważnym w świecie polityki i biznesu. Dzięki przemocy wywierają wpływy na ważne osoby w tym kraju i demoralizują go i niszczą od środka. To niebezpieczna afrykańska grupa przestępcza nie tylko dla Belgii i Holandii, ale i dla całej naszej Europy. Wiadomo, że z narkotykami nikt nie wygra, ale nie można dopuścić do tego, aby mafie afrykańskie zarządzały naszą Europą, aby terroryzowały nasze kraje, aby nasze społeczeństwa stoczono na dno, na drogę, na której nikt nie odnajdzie już swojego szczęścia. Młodzi ludzie są naiwni i głupi, nie widzą zagrożeń współczesnego świata, myślą, że to zabawa, a świat niestety jest brutalny i jeżeli wszyscy będą obojętni na to co się wokół nich dzieje, to obudzimy się w innym świecie w którym nikt nigdy już szczęścia nie odnajdzie i drogi, która powinna otworzyć mu drzwi do lepszego świata.

Krzysztof Kowalski
Krzysztof Kowalski
Opowiadanie · 14 czerwca 2026
anonim

Kim jestem?

Julia Osiecka

Odtwarzam wspomnienia jak zdjęcia we mgle,

rozmyte przez czas, co nie pyta już mnie.

Raz byłam na szczycie, raz blisko już dna,

i ciągle nie wiem, gdzie kończę się ja.


Goniłam za blaskiem, co kusił jak sen,

wierząc, że szczęście ma tylko tam sens.

Lecz, gdy szybciej biegłam przez hałas i tłum,

tym ciszej gasł we mnie serca mego szum.


Mówili: „Masz wszystko, o czym marzy świat”,

a ja coraz częściej gubiłam swój ślad.

Gdy cichł już wieczorem codzienny ten zgiełk,

zostawała we mnie niepewność i lęk.


Pokory mnie uczy życie, w którym trwam,

jak sól, co na skórze swój ślad zawsze ma.

I nagle pośród wszystkich przebytych już dróg,

odkrywam, że bliżej niż sukces jest Bóg.


Kim jestem naprawdę? Odpowiedz mi dziś.

Dziewczyną, co ciągle chce dalej gdzieś iść?

Czy kobietą, którą porwał własny nurt,

a mimo upadków odzyskała grunt?


Nie chcę już wyścigów, medali i braw,

nie chcę mierzyć siebie okiem cudzych spraw.

Bo może największą wygraną jest to,

że umiem być sobą — choć popełniam błąd.


Niech mi już ucichnie ten potężny świat,

co od dziecka powtarzał, kim muszę się stać.

Nie chcę jego korony, nie chcę jego snów,

wolę jedną prawdę niż tysiące słów.


Nie będę już prosić, by ktoś mi dał znak,

bo każdy mój pośpiech prowadził mnie w brak.

I tylko zostaje, gdy pęknie już mur —

zmęczone „jestem” i cichy mój ból.


Nie swoje marzenia niosłam jak ciężar,

nie swoją prawdę brałam za sens.

I dopiero w ciszy, gdy wszystko już pękło,

wróciłam do siebie — pierwszy raz bez łez.



Julia Osiecka
Julia Osiecka
Wiersz · 14 czerwca 2026
anonim

Matko

Yaro

mamo odeszłaś jak pies

porzuciłaś na pożarcie lwom

dlaczego byłaś pierwszą i ostatnią

matka jest jedna na zawsze

wyrzekłaś się miłości swoich skarbów


co było ważniejsze

może poszłaś na łatwiznę

karmili nas dobrzy ludzie

dlaczego sprzedałaś uczucie

byliśmy nadzieją


w kącie płakałem

proszę zapomnij o mnie

wręcz przeciwnie o tobie

co było tak ważniejsze od własnych smutnych dzieci

Yaro
Yaro
Wiersz · 14 czerwca 2026
anonim

Dzisiaj jesteśmy w komfortowych czasach

Krzysztof Kowalski

 Wydawałoby się, że dzięki objawieniu Boga w dzisiejszych czasach, że jesteśmy teraz w komfortowej sytuacji, bo wiemy co wydarzyło się w przeszłości, co ma, albo co może wydarzyć się w przyszłości, co nam zagraża i co zrobić, aby powrócić z powrotem do Raju. Problemem jednak jest to, jak przekonać ludzi, aby uwierzyli w drogę, która przyniesie wszystkim szczęście. Problemem nie są nasze społeczeństwa, tylko ludzie u władzy, którzy kierują nas od pokoleń w złą stronę. Ludzie u władzy popełniają błędy nawet kościół, pamiętamy jak kazał w dawnych czasach kobietom chodzić bez majtek, że jak kobieta założyła majtki, to była wtedy grzesznicą, która miała pójść do piekła. Dzisiaj wiemy, że to nie jest dobry pomysł, aby kobiety chodziły bez majtek, albo, aby wszyscy chodzili na golasa, więc zauważamy, jakie popełnialiśmy w dawnych czasach błędy. Ludzie powinni łączyć się na świecie, ale nie poprzez migrację ludzi z Azji i Afryki do Europy, tylko aby na ziemi zapanował pokój, aby nie było wojen. Kościół chce sprowadzić Afrykanów do Europy, bo oni za miskę ryżu uwierzą we wszystko i zapełnią kościoły, ale zauważamy co oni robią w Europie zachodniej, jakie powstały tam grupy przestępcze i jak niebezpiecznie stało się teraz życie w tych krajach. Prawica i lewica, którzy rządzą naszym światem muszą iść na kompromis, aby spotkać się pośrodku, prawica nie może za bardzo ingerować w dzisiejszy świat, bo z nikogo anioła już nie zrobi, a lewica nie może przekroczyć barier, które przekraczają już wszystkie możliwe granice. Przede wszystkim musimy wybierać ludzi do władzy, którzy chcą naszego dobra, a nie tych, którzy prowadzą nas od pokoleń drogą cierpienia, drogą, która prowadzi w przepaść.

Krzysztof Kowalski
Krzysztof Kowalski
Opowiadanie · 14 czerwca 2026
anonim

Lipa

Arian

Jednym z najbardziej widocznych skutków źle przeprowadzonej transformacji jest pojawienie się zjawisk, które można określić jako patologiczne formy funkcjonowania rynku.

Nie wynikają one z „błędów jednostek”, lecz z konstrukcji systemu.


1. Mechanizm patologii

W warunkach:

  1. słabego państwa,
  2. niewystarczającej kontroli instytucjonalnej,
  3. presji na maksymalizację zysku,

pojawia się powtarzalny schemat działania:

  1. minimalizacja kosztów pracy,
  2. maksymalizacja eksploatacji zasobów lokalnych,
  3. przerzucanie kosztów na społeczeństwo i środowisko.

Zysk jest prywatny.

Koszt — publiczny.


2. Asymetria sił

Podmioty o dużym kapitale — szczególnie działające w skali międzynarodowej — funkcjonują w zupełnie innej rzeczywistości niż społeczności lokalne.

Dysponują:

  1. przewagą finansową,
  2. przewagą prawną,
  3. dostępem do struktur decyzyjnych.

Społeczność lokalna dysponuje głównie:

  1. ograniczonym wpływem,
  2. słabą reprezentacją,
  3. reakcją post factum.


3. Skutki społeczne i środowiskowe

W takich warunkach mogą pojawiać się zjawiska takie jak:

  1. presja na utrzymywanie niskich wynagrodzeń,
  2. degradacja przestrzeni lokalnej,
  3. konflikty społeczne wokół działalności przemysłowej,
  4. ryzyka dla zdrowia i środowiska.

Nie są to „wypadki przy pracy”.

Są logiczną konsekwencją braku równowagi.


4. Wymiar neokolonialny

Jeżeli dodatkowo mamy do czynienia z:

  1. transferem zysków poza kraj,
  2. wykorzystywaniem lokalnych słabości instytucjonalnych,
  3. asymetrią negocjacyjną między inwestorem a państwem,

powstaje struktura, którą można opisać jako neokolonialną.

Nie w sensie formalnym.

W sensie ekonomicznym.


5. Problem nie leży w rynku jako takim

Kluczowe jest to, że rynek sam w sobie nie generuje tych patologii.

Generuje je:

rynek pozbawiony skutecznych reguł i nadzoru.

To nie „kapitał zagraniczny” jest problemem.

Problemem jest państwo, które nie potrafi go regulować.


6. Wniosek systemowy

Każdy taki przypadek — niezależnie od konkretnej firmy czy branży — wskazuje na tę samą lukę:

  1. brak skutecznej kontroli,
  2. brak egzekwowania prawa,
  3. brak realnej ochrony interesu publicznego.

Dopóki te mechanizmy nie zostaną naprawione, podobne zjawiska będą się powtarzać.


7. Konkluzja

Nie wystarczy przyciągać inwestycji.

Trzeba umieć je cywilizować.

Państwo, które tego nie potrafi:

  1. oddaje przestrzeń publiczną,
  2. oddaje bezpieczeństwo obywateli,
  3. oddaje kontrolę nad własnym rozwojem.

Rynek bez reguł nie rozwija kraju.

On go eksploatuje.

Arian
Arian
Dramat · 13 czerwca 2026
anonim
  • Krzysztof Kowalski
    Arian - Ty już zaczynasz pisać jak profesor niestety politycy nie zrozumieją tego co chcesz wyrazić w swoich tekstach;)

    · Zgłoś · 1 dzień

Sknocona transformacja

Arian

Transformacja ustrojowa została przedstawiona jako droga do wolności i dobrobytu. W rzeczywistości była również doświadczeniem głębokiego chaosu, który dla wielu przybrał charakter niemal hobbesowskiej traumy — rozpadu znanych reguł i wejścia w rzeczywistość niepewności, nierówności i walki o przetrwanie. U podstaw tego procesu leżał fundamentalny błąd poznawczy: przekonanie, że mechanizmy rynkowe mogą same z siebie wytworzyć ład społeczny. Przyjęto założenie, że uwolnienie wolności gospodarczej automatycznie doprowadzi do efektywności, sprawiedliwości i stabilności. Było to założenie ideologiczne, nie naukowe. Zignorowano kluczowy fakt: rynek nie jest abstrakcyjnym mechanizmem, lecz przestrzenią działania ludzi — istot zdolnych nie tylko do współpracy, ale także do dominacji, wyzysku i nadużyć. Pozbawiony ram instytucjonalnych rynek nie tworzy ładu, lecz reprodukuje przewagę tych, którzy są najbardziej bezwzględni, najlepiej poinformowani lub najsilniejsi kapitałowo. Transformacja skupiła się na efektach ekonomicznych — prywatyzacji, wzroście, liberalizacji — zaniedbując fundament: reguły gry. Nie zbudowano wystarczająco silnych instytucji, które mogłyby egzekwować prawo, zapewniać równość szans i ograniczać nadużycia. W efekcie wolność została wprowadzona w warunkach nierównowagi sił. W takich warunkach wolność nie działa jako narzędzie emancypacji, lecz jako mechanizm selekcji — wzmacniający silnych i osłabiający słabszych. Nadmiar wolności jednych prowadzi do ograniczenia wolności innych. Zamiast konkurencji powstaje dominacja. Transformacja ujawniła także głębszy problem filozoficzny: błędne rozumienie wolności jako celu samego w sobie. Wolność ma sens tylko jako warunek godności człowieka. Jednak w sytuacjach skrajnej niepewności człowiek jest gotów tę godność częściowo poświęcić w zamian za minimum bezpieczeństwa. To napięcie — między wolnością a bezpieczeństwem — nie zostało właściwie rozpoznane. W praktyce oznaczało to, że wielu uczestników transformacji nie doświadczało wolności jako wyzwolenia, lecz jako ciężaru. Brak stabilnych reguł, słabość państwa i nieprzewidywalność otoczenia prowadziły do poczucia zagrożenia, a nie do wzrostu podmiotowości. Dodatkowym czynnikiem była dominacja zewnętrznych modeli i interesów kapitałowych, które promowały szybkie otwarcie rynku bez adekwatnego uwzględnienia lokalnych uwarunkowań instytucjonalnych. W warunkach słabego państwa prowadziło to do asymetrii — między kapitałem a pracą, między podmiotami lokalnymi a globalnymi. W rezultacie transformacja stała się nie tylko procesem zmiany systemowej, ale także przykładem społecznej destabilizacji wynikającej z niedopasowania między tempem liberalizacji a zdolnością państwa do tworzenia i egzekwowania reguł. Nie oznacza to, że sama zmiana była błędem. Błędem była jej metodologia. Najważniejsza lekcja jest prosta: rynek nie może być przestrzenią „dzikiej natury”. Musi być osadzony w systemie reguł, instytucji i kontroli. Wolność musi być równoważona przez bezpieczeństwo, a przewaga jednych ograniczana przez mechanizmy ochrony innych. Bez tego wolność przestaje być warunkiem godności, a staje się narzędziem dominacji. Transformacja pokazała, że bez silnego państwa i stabilnych instytucji nawet najbardziej szczytne idee mogą prowadzić do skutków odwrotnych od zamierzonych — do chaosu zamiast ładu, do nierówności zamiast sprawiedliwości i do lęku zamiast wolności.

Arian
Arian
Opowiadanie · 13 czerwca 2026
anonim

Strefą czystego transportu drogą Hitlera z Auschwitz do Katowic

Krzysztof Kowalski

 Był rok 1939 Estera jechała samochodem ze swoją mamą ulicami Berlina, gdy nagle została zatrzymana przez Adolfa Hitlera i jego kompanów. Hitler powiedział do nich nie macie tutaj wstępu do tej strefy, wycofajcie się nie zasmradzajcie nam naszego otoczenia. Estera z mamą poczuły się urażone, ale wolały nie ryzykować i szybko się wycofały. Potem jednak przyznano im odpowiednie numery w dokumentach, były już gorsze niż reszta społeczeństwa, a potem trafiły do niemieckiego obozu do Auschwitz, gdzie otrzymały numery wybite już na swoich rękach. Uznane przez Niemców jako coś gorszego, teraz jako gorszy gatunek człowieka przetrwały jednak wojnę i po latach Estera przyjechała do Polski. Jechała ze swoją córką, a kiedy podjechała pod niemiecki obóz zagłady w Oświęcimiu, wróciły jej koszmarne wspomnienia, które zamieniły jej dzieciństwo w piekło. Estera uklęknęła na kolana modląc się, aby nie było już żadnych podziałów, żadnych numerów na świecie, nienawiści, która ukryta była w ludzkim człowieku w jego wnętrzu. Estera następnie wsiadły z córką do samochodu i pojechały w stronę Katowic, nagle zostały jednak zatrzymane przez służby, drogie panie rzekł po angielsku funkcjonariusz, do tej strefy panie nie wjadą tym samochodem, to jest strefa czystego powietrza, nie będą nam panie zasmradzały naszego miasta. Nagle w Esterze zagotowała się krew i wróciły dawne wspomnienia, chwyciła córkę za rękę krzycząc uciekamy stąd, gdy chciała jednak już odjeżdżać, funkcjonariusz zastawił jej drogę mówiąc, nigdzie pani nie pojedzie, musimy pani najpierw wbić numer do papierów, aby wiedziała pani jakich stref nie wolno przekraczać. Estera wtedy cała zbladła, córka chwyciła ją za rękę i powiedziała, nie bój się mamo, to tylko zwykle procedury, ale jej lęk i przerażenie pochłonęły jej myśli, nacisnęła na gaz i zaczęła uciekać. Zostały szybko jednak zatrzymane i zawiezione na komisariat. Policjant powiedział przecież to tylko zwykłe procedury, to tylko wbicie do dowodu zwykłego numeru, proszę ściągnąć kurtkę, bo jest ciepło, a kiedy wszyscy spojrzeli na jej rękę i zobaczyli wyryty z Auschwitz z niemieckiego obozu zagłady numer, wtedy wszyscy zamarli. Spojrzeli na Esterę i z opuszczoną głową, oddali jej dokumenty, Estera wsiadła szybko do samochodu i kazała córce jak najszybciej zawieść ją na lotnisko. Kiedy, Estera znalazła się na pokładzie odetchnęła z ulgą, powiedziała znowu jesteśmy wolne, udało nam się uciec, myślałam, że już nigdy do to tych czasów nie powrócę. Policjanci usiedli na komisariacie przy kawie, jeden z nich powiedział, to musiał być dla niej ogromny koszmar, to musiał być, dla niej ogromny szok, kiedy wspomniałeś o tym numerze, zgotowaliśmy my tej kobiecie ogromne piekło z którego szybko chyba się nie otrząśnie. Tak westchnął ten drugi policjant od takich podziałów zaczyna się mała iskra, najpierw cię nie wpuszczą do strefy, bo jesteś biedniejszy, bo masz samochód niespełniający normy, a potem ponumerują ci dokumenty i oddzielą od społeczeństwa, jakbyś był czymś gorszym, czymś co nie zasługuje na równe traktowanie w swojej własnej Ojczyźnie.  

Krzysztof Kowalski
Krzysztof Kowalski
Opowiadanie · 13 czerwca 2026
anonim

Księga Wyjścia 7, 19 - 21

Potencjan Bratnicki

"Potem rzekł: Pan czyli Bóg Wszechmogący etc..., do Mojżesza: Powiedz Aaronowi: Weź laskę swoją i wyciągnij rękę swoją nad wody Egiptu, czyli rodzaj zamieszczonej informacji w formie energetycznej, w ziemi egipskiej, nad jego rzeki, czyli umownie nazwane zbiornikami z rodzajem zamieszczonej informacji w formie energetycznej nad jego kanały i zalewy, i nad wszystkie jego zbiorniki wody, a zamienią się w krew, czyli informacja o całości rodzaju zamieszczonej informacji w formie energetycznej, z nośnikami informacji o śmierci, tak że krew, czyli zamiast wody będzie w całej ziemi egipskiej, a nawet w naczyniach drewnianych i kamiennych, czyli produkty z rodzajów zamieszczonych informacji w formie energetycznej" "Mojżesz i Aaron uczynili tak, jak rozkazał Pan, czyli Bóg Wszechmogący: Podniósłszy laskę, czyli do pozycji poziomej uderzył wody Nilu, czyli uczynił falowe zakłócenia w wodach Nilu na oczach faraona, czyli rodzaju zamieszczonej informacji w formie energetycznej do percepcji faraona i na oczach jego sług, czyli faraona dyspozycyjnych; i wszystka woda, czyli cały rodzaj zamieszczonej informacji w formie energetycznej w Nilu zamieniła się w krew, czyli informacja o całości rodzaju zamieszczonej informacji w formie energetycznej, z nośnikami informacji o śmierci" "I wyginęły, czyli zaprzestały informacyjnych oddziaływań z krwią ryby, czyli rodzaje zamieszczonych informacji w formie energetycznej, do informacyjnych oddziaływań z wodą, i Nil, czyli rzeka z krwią zaczęła cuchnąć, czyli wtedy, gdy zakończyła się destrukcja ryb, także Egipcjanie nie mogli pić, czyli aby mogli żyć, wody z Nilu. A krew była w całej ziemi egipskiej, czyli zamiast wody była krew" (Wj 7, 19 - 21)

Potencjan Bratnicki
Potencjan Bratnicki
Opowiadanie · 13 czerwca 2026
anonim

Księżyc i krople rosy

Kamil Olszówka

W jasną księżycową noc,

Gdy skrzaty i chochliki podobne zjawom,

Kłaniają się przyrody sekretom,

Próbując sobie zjednać ich przychylność,


Skrzący w pełni srebrzysty księżyc,

Odbijając się w setkach kropel wieczornej rosy,

Zapytał wyniośle każdej z nich,

Czy więcej swego blasku im użyczyć,


Te między sobą się naradziwszy,

Opiniami swymi wymieniwszy się w skrytości,

Nie czekając dłużej ni chwili,

Odparły zaraz dumnemu księżycowi...


– Nie potrzebujemy twej łaski,

Gdyż ty sam, choć taki dumny,

Jesteś jedynie sługą naszej planety,

Niczym paź królowej swej wierny,


A naszymi paziami ,

Oddanymi nam i wiernymi,

Są niezliczone świętojańskie robaczki,

To ich blaskiem nocami się cieszymy,


Bo tak naprawdę każda z nas

Jest niczym maleńka planeta,

Wszelakich niepojętych sekretów pełna,

Strzeżonych przez upływający czas,


Nieprzebranych łąk połacie,

Otulone wielkim zieleni płaszczem,

Tak rozległe i ogromne,

Niezbadanym są naszym kosmosem,


Bowiem niczym olbrzymie planety,

Ukryte w czeluściach nieznanych galaktyk,

Choć maleńkie także i my,

Ukryte jesteśmy pośród tej łąki,


A ta niewielka pobliska rzeczka,

Tak skromna, czysta i cicha,

Jest nam niczym nasza Droga Mleczna,

Równie co i ona tajemnicza,


Niczym gwiazd niezbadanych,

Niedosięgłych, złocistych i skrzących,

Także i nas maleńkich kropel rosy,

We wszechświecie tym są miliardy...


– Wiersz ten dedykuję znakomitej poetce kryjącej się pod pseudonimem JaSnA7 w podziękowaniu za te wszystkie pochlebne komentarze jakie do tej pory pozostawiła ona pod wierszami mojego autorstwa.

Kamil Olszówka
Kamil Olszówka
Wiersz · 13 czerwca 2026
anonim

Słowo?

Moni Chaber

[1002]


tyle słów

a ja w każde

szczerze

wierzę...


kiedyś jednak

powiesz prawdę a ja

ci nie

uwierzę...

Moni Chaber
Moni Chaber
Wiersz · 12 czerwca 2026
anonim

Chciała aż w majtki nasikała

Krzysztof Kowalski

 Ursulka chwaliła w Brukseli migrantów, chciała migracji z Afryki do Europy, a kiedy Marokańczycy utworzyli w Belgii kartele narkotykowe Mocro Maffia i Albańczycy dołączyli ze swoimi kartelami narkotykowymi, to w majtki nasikała. Myślała, że będzie jak w bajce, a teraz z mokrymi majtkami chodzi przerażona, kiedy zamienili kraj w narkopaństwo i z tego kraju wysyłany jest teraz transport narkotyków na całą Europę. Mafie narkotykowe zamieniły stolicę Belgii w jeden z głównych punktów wojny gangów w Europie. Marokańska mafia kontroluje w Belgii import kokainy i haszyszu z Ameryki południowej, natomiast kartele albańskie odpowiedzialne są za logistykę hurtową oraz pranie brudnych pieniędzy na dużą skalę. Ulice belgijskich miast regularnie paraliżują strzelniany z użyciem broni oraz różne eksplozje. Mafie dysponują tak wielkim kapitałem, że korumpują pracowników portów, sędziów, prokuratorów, policję, a nawet polityków. Jeden z sędziów powiedział, że sieć przemytników, korupcja, przemoc, zastraszanie, narkotykowy biznes napędza kryzys w ich kraju, służby są bezsilne, nikt nie jest nic w stanie zrobić, wszyscy boją się o własne życie. Bart Willocx , który stoi na czele sądu w Anwerpii , powiedział, że kartele narkotykowe zagrażają stabilności Belgii zwłaszcza, że miejski port jest jedynym z głównych punktów przemytu narkotyków zwłaszcza kokainy do Europy. Państwo narkotykowe charakteryzuje się nielegalną gospodarką, korupcją i przemocą. Dochodzenia i śledztwa wykazały, że w Belgii prane są miliardy z handlu narkotykami poprzez inwestowanie pieniędzy w nieruchomości. To powoduje wzrost cen dla zwykłych obywateli, nikt nie może jednak przeciwstawić się tym machinacjom. Bruksela zachęca teraz Polskę do migrantów, kraj, który stacza się na dno, który nie może poradzić sobie z sytuacją na swoim własnym podwórku, a zachęca Polskę i kraje Europy do przyjmowania migrantów z Afryki, pomimo sytuacji w jakiej teraz się znajduje.

Krzysztof Kowalski
Krzysztof Kowalski
Opowiadanie · 12 czerwca 2026
anonim
  • Mithril
    ...to co wypisujesz - to jest przemoc, również w stosunku do czytających bo walisz całe kartele byków. Domyślam się, że to wszystko w "imię" twojego boga.

    · Zgłoś · 2 dni
  • Szymon Pękalski
    Niestety, Mithril ma rację (w kwestii błędów ortograficznych). To jest smutne, patrząc na to, jak chaotyczna jest forma tych "felietonów". Król publicystyki, proszę państwa!

    · Zgłoś · 2 dni
  • Krzysztof Kowalski
    Mthril - Boga do tego nie mieszaj to jest celowo tak napisane kiedyś ci wytłumaczę dlaczego.

    · Zgłoś · 2 dni
  • Krzysztof Kowalski
    Szymon Pękalski - jakie wykształcenie mają ci którzy rządzą Brukselą i w jakim kierunku prowadzą Europę, gdyby Europą i światem rządzili normalni ludzie, świat wyglądałby dzisiaj inaczej. A kiedyś wytłumaczę ci dlaczego w taki sposób piszę.

    · Zgłoś · 2 dni
  • Krzysztof Kowalski
    Szymon Pękalski - myślałem, że rozchodzi się o pisownię, a rzeczywiście teraz zauważyłem, że zdarzają się błędy ortograficzne , bo mi się klawiatura zepsuła i nie zawsze wskakuje właściwie jak coś napiszę i jak skopiuję poprawiony tekst to niekiedy pozostaje ten wcześniejszy miałeś rację ;)

    · Zgłoś · 2 dni
  • Szymon Pękalski
    @Krzysztof: dziękuję za minimum pokory. Ale to wciąż za mało. Publikujesz po prostu ZA CZĘSTO. Może chociaż spróbuj dopracowywać teksty przed ujawnieniem światu...

    · Zgłoś · 2 dni
  • Krzysztof Kowalski
    Szymon Pękalski - chyba masz rację trzeba chyba dać trochę odpocząć klawiaturze;)

    · Zgłoś · 2 dni
Usunięto 3 komentarze

Papuga i Królowa

Arian

Porównanie Budgie i Queen nie jest tylko kwestią gustu. To zderzenie dwóch modeli istnienia w muzyce. Pierwszy model: konsekwencja. Drugi model: adaptacja. Budgie pozostaje wierne sobie. Ich brzmienie nie szuka kompromisu. Nie wygładza się pod rynek. Nie próbuje być „bardziej dostępne”, niż wynika to z wewnętrznej logiki muzyki. Efekt? Spójność. Ale też ograniczenie zasięgu. Bo konsekwencja ma swoją cenę: nie każdy odbiorca jest gotów wejść w ten świat. To muzyka, która wymaga uwagi, czasu, pewnej wrażliwości. Nie daje natychmiastowej nagrody. Z kolei Queen wybiera drogę zmienności. Na początku — eksploracja. Ambicja, forma, eksperyment. Próba przekroczenia granic rocka. Później — stopniowe otwieranie się na masowego odbiorcę. Nie przez przypadek. To świadoma strategia. Zmiana stylu nie jest porażką — jest decyzją o przetrwaniu w systemie, który premiuje elastyczność. Queen staje się zespołem, który potrafi dopasować się do epoki. A epoka lat 80. oczekuje czegoś innego niż lata 70. Więcej połysku. Więcej prostoty. Więcej natychmiastowości. I Queen to dostarcza. Pytanie brzmi: co się wtedy traci? Traci się napięcie. To, co wcześniej wynikało z ryzyka, zostaje zastąpione przez kontrolę. Kompozycje są skuteczne, ale rzadziej niepokojące. Produkcja jest perfekcyjna, ale mniej nieprzewidywalna. Muzyka zaczyna działać — zamiast pytać. Budgie robi odwrotnie. Nie dostosowuje się. Nie upraszcza. Nie „wychodzi do słuchacza” w sensie marketingowym. I dlatego zostaje tam, gdzie system nie sięga w pełni: w przestrzeni półcienia. Znana tym, którzy szukają. Niewidoczna dla tych, którzy konsumują. To dwa różne sposoby bycia artystą. I oba są ryzykowne. Budgie ryzykuje zapomnienie. Queen ryzykuje rozmycie tożsamości. W jednym przypadku przegrywasz z systemem. W drugim — możesz wygrać system, ale przegrać część siebie. Dlatego ten kontrast jest tak ważny. Bo obnaża iluzję prostych ocen. Łatwo powiedzieć: „niedocenieni” i „przecenieni”. Trudniej zobaczyć, że za tym stoją konkretne wybory — estetyczne, ekonomiczne, egzystencjalne. Budgie wybiera głębię kosztem zasięgu. Queen wybiera zasięg kosztem części głębi. A słuchacz? Słuchacz porusza się między tymi światami. Czasem szuka intensywności. Czasem wygody. Czasem prawdy. Czasem tylko reakcji. I właśnie dlatego oba modele istnieją równolegle. Bo odpowiadają na różne potrzeby. Nie tylko rynku. Człowieka.


Teraz zrobimy bardzo mocne zestawienie — i aż się prosi o ostrą, bezpośrednią analizę. Najpierw uchwycimy oba bieguny:

  1. Parents – egzystencjalna ballada Budgie
  2. Bohemian Rhapsody – teatralna forma Queen

I rozłożymy to na czynniki — bez pudrowania:

1. Fundament: przeżycie vs konstrukcja

„Parents”

To utwór, który wyrasta z doświadczenia. Nie próbuje imponować. Narracja jest prosta, ale ciężar emocjonalny ogromny — relacja dziecko–rodzic, przemijanie, niezrozumienie, samotność. Muzyka podporządkowana jest temu napięciu.

To nie jest „utwór do słuchania”.

To jest utwór do przeżycia.

„Bohemian Rhapsody”

To z kolei konstrukcja artystyczna. Złożona, wieloczęściowa, zmienna formalnie. Każdy fragment robi wrażenie — opera, rock, ballada. Ale pytanie brzmi: czy to opowieść, czy pokaz możliwości?

Tu emocja jest fragmentaryczna.

Forma dominuje treść.

2. Czas: rozwój vs montaż

Budgie buduje napięcie powoli.

„Parents” oddycha. Ma przestrzeń. Cisza jest równie ważna jak dźwięk. Każda kolejna minuta pogłębia sens.

Queen działa jak montaż filmowy.

„Rhapsody” przeskakuje między segmentami. Efekt: ciągłe zaskoczenie, ale mniejsza ciągłość emocjonalna.

Jedno jest drogą.

Drugie — sekwencją atrakcji.

3. Wokal: kruchość vs spektakl

W „Parents” głos jest ludzki.

Niedoskonały, momentami kruchy — i właśnie dlatego wiarygodny. Słychać człowieka, nie rolę.

W „Rhapsody” wokal jest performansem.

Freddie Mercury operuje głosem jak instrumentem scenicznym. To imponujące — ale bardziej teatralne niż intymne.

4. Sens: pytanie vs zagadka

„Parents” stawia jasne pytanie egzystencjalne.

Nie ucieka w metaforyczną mgłę. Mówi o czymś, co każdy rozumie — nawet jeśli nie chce.

„Bohemian Rhapsody” jest celowo niejednoznaczna.

Symbolika, surrealizm, brak jednoznacznej interpretacji.

Efekt?

Można ją analizować bez końca.

Ale trudniej ją poczuć do końca.

5. System: odporność vs kompatybilność

„Parents” jest odporne na system.

Za długie, za wolne, za ciężkie emocjonalnie. Nie da się tego łatwo „sprzedać”.

„Bohemian Rhapsody” — paradoksalnie — idealnie pasuje do systemu, mimo swojej złożoności.

Bo jest wydarzeniem. Spektaklem. Czymś, co przyciąga uwagę.

System kocha rzeczy, które można opakować jako „wyjątkowe”.

6. Efekt końcowy: ślad vs wrażenie

Po „Parents” zostaje coś ciężkiego.

Nie zawsze chcesz wracać — ale pamiętasz.

Po „Rhapsody” zostaje wrażenie.

Energia, podziw, fragmenty w głowie.

Jedno zostawia ślad.

Drugie — efekt.

Arian
Arian
Opowiadanie · 11 czerwca 2026
anonim

Wprowadzają strefę czystego transportu

Krzysztof Kowalski

 

Rada Miasta Katowice ustanowiła Strefę Czystego Transportu. Zacznie działać 29 czerwca 2026 r. i obejmie centralną część miasta, głównie Śródmieście. To pokazuje jakich pasożytów wybieramy teraz do rządzenia naszymi miastami, którzy dyskryminują ludzi tych uboższych. Wprowadzane są zmiany, gdy do Polski sprowadzane są teraz coraz to starsze samochody trzydziestoletnie. Dyskryminuje się tych najuboższych, zarządzający miastami zamiast wychodzić z pomocną ręką do ludzi, to nie szanują drugiego człowieka. To chyba pora, aby tak jak w Krakowie, aby przeprowadzić referendum, aby usunąć ich od władzy i aby wprowadzić osoby kompetentne na te stanowisko. Polityczne eldorado i władza odbiera im rozum, bogacą się czyimiś kosztem, ludzi, którzy im zaufali, a którzy się na nich zawiedli. Pora wyrzucić ich poza burtę, aby nie zasmradzali naszego otoczenia swoimi pomysłami, pora odciągnąć ich od koryta, może wtedy rozum do głowy im znowu powróci. 


Krzysztof Kowalski
Krzysztof Kowalski
Opowiadanie · 11 czerwca 2026
anonim

Możemy stać się potęgą

Krzysztof Kowalski

 My wszyscy nasze całe społeczeństwo możemy stać się potęga, jeżeli połączymy siły z kościołem i razem zjednoczeni, zawalczymy o dobro w naszych sercach, aby odrzucić z naszego życia zło, które kusi nas na drogę , która prowadzi do cierpienia. Jako społeczeństwo jesteśmy słabej wiary, zamiast zaufać Bogu, wierzymy rządzącym naszym krajem i światem, że wyścig zbrojeń może uratować nas przed zagładą. Władcy ziemscy jednak przed niczym nas nie uchronią, ich postępowanie i droga, którą nas prowadzą od 6 tyś, lat, przynosi nam tylko na ziemi śmierć i cierpienie. Ale ludzie nie potrafią zaufać Bogu, wolą wierzyć Barabaszom współczesnego świata, którzy zwodzą ludzi na drogę cierpienia. Tylko, Bóg może uwolnić nas od cierpienia ziemskiego i tylko Bóg może otworzyć nam drzwi do życia wiecznego, jeżeli tego nie zrozumiemy i będziemy podążali drogą ziemskich bożków, to nigdy nie odnajdziemy szczęścia i nigdy nie zamieszkamy w Raju. Bo ci którzy prowadzą nas do konfliktów i wojen, oni prowadzą świat ku ciemności, a tam nigdy szczęścia nikt nie zazna, bo jest to świat zagubienia i cierpienia. 

Krzysztof Kowalski
Krzysztof Kowalski
Opowiadanie · 11 czerwca 2026
anonim

Pojawił się Mesjasz i Arka na ziemi

Krzysztof Kowalski

 Ponad dwa tysiące lat temu pojawił się Mesjasz na ziemi, który mógł przenieś ludzi do Edenu, do Świata Bożego. Ludzie jednak odrzucili życie i drogę Mesjasza i wybrali drogę rządzących ich krajami na świecie. Ludzie uciekli w stronę zła i życia w grzechu, w stronę zagubienia i cierpienia. Kiedy, odszedł Mesjasz, ludzie podążali drogą przywódców swoich krajów, drogą wojen, konfliktów i podziałów. Podążali drogą tą samą, którą my teraz podążamy na ziemi, drogą, którą podążamy już od 6 tysięcy lat, uciekając przed Bogiem i przed życiem w Raju. Niektórym się wydaje, że wierzą w Boga, ale jeżeli ktoś wierzy, to musi podążać drogą, która prowadzi do Raju, a nie drogą wojen, konfliktów i podziałów. Skoro od 6 tysięcy lat, rządzący naszym światem kierują nas drogą oddalającą nas od Boga i od życia w Raju, to musimy sobie zadać pytanie, jak do tego dochodzi, kto ich wybiera do władzy i dlaczego wszyscy wyrażają zgodę, aby ludzie żyjący na ziemi zmierzali w tym kierunku w którym oni wszystkich prowadzą, kierunku, który przynosi ludziom piekło i cierpienie na naszej planecie.  

Krzysztof Kowalski
Krzysztof Kowalski
Opowiadanie · 11 czerwca 2026
anonim

Antychryst oszukał ludzi żyjących na ziemi

Krzysztof Kowalski

 Antychryst mówi ludziom, że to nie on jest zły, tylko, że to my ludzie jesteśmy źli, my wszyscy żyjący na ziemi. Mówi nam, że jesteśmy dla siebie zagrożeniem, że bezpieczni będziemy wtedy, gdy będzie prowadzony wyścig zbrojeń na ziemi, gdy stworzymy nową broń zagłady. To jest jednak wszystko pułapka, ta bron bowiem ma unicestwić gatunek ludzki na naszej planecie. Satan i Antychryst kuszą ludzi u władzy na świecie do wyścigu zbrojeń, aby w 2030 roku zniszczyli nasze życie na ziemi, a oni wszyscy wykonują ich rozkazy, nie zdając sobie sprawy z tego, że prowadzą siebie i świat ku zagładzie. Dlatego, my nasze społeczeństwa musimy ostrzegać się na świecie drogą pantoflową, aby powstrzymać tych, którzy rządzą naszymi krajami, musimy uświadomić ich w jakim kierunku teraz wszyscy zmierzamy. Bo w przeciwnym razie pozostanie tylko po nas ketchup, sos skwaśniały o smaku krwistym, pozostanie piekło i cierpienie istot ludzkich na ziemi.  

Krzysztof Kowalski
Krzysztof Kowalski
Opowiadanie · 11 czerwca 2026
anonim

Do człowieka na krańcu świata

Moni Chaber

[1059]


Cóż my mamy ze sobą wspólnego?

Oprócz powietrza jest też wspólne niebo,

świetliści sąsiedzi, mieszkańcy nieba...


Może różnimy się kształtami chleba,

ideą czym bogactwo jest, czym bieda,

ale dzieci nasze ten sam noszą uśmiech...


Czy ja od ciebie się tak bardzo różnię?

Mnogości cech wymieniać tak próżnie,

a język wspólny na twarzach się maluje...


Kiedy stoimy naprzeciw siebie, to czuję,

że ty tego, co ja potrzebujesz -

miłości, bezpieczeństwa, spokoju świętego...


Cóż my mamy od siebie innego?

Moni Chaber
Moni Chaber
Wiersz · 11 czerwca 2026
anonim