Witamy w Czytelni – przestrzeni dla twórców i pasjonatów literatury!

Czytelnia to miejsce, gdzie poezja i proza spotykają się z sercami odbiorców, a słowa zyskują nowe życie. To tutaj każdy może opublikować swoje wiersze, opowiadania czy fragmenty powieści, dzieląc się swoimi emocjami, przemyśleniami i artystycznymi wizjami. Niezależnie od tego, czy jesteś doświadczonym pisarzem, czy dopiero stawiasz swoje pierwsze kroki w literackim świecie, Czytelnia jest otwarta na Twoją twórczość.

Zapraszamy do odkrywania różnorodnych tekstów, komentowania i inspirowania się dziełami innych autorów. Wywrota od lat łączy ludzi, których łączy pasja do słowa pisanego – dołącz do naszej literackiej społeczności i pozwól, by Twoje słowa zainspirowały innych!

Czytelnia - najnowsze teksty

ona miała duże oczy

Andrzej Feret

*** (czarna pomada wiśnia)

fb: https://www.facebook.com/reel/1639589667258612


ona miała duże oczy

ogromne

i usta super – czerwone

kładła czarną pomadę i szminkę

róż – wiśnia

cudownie

a nogę miała – że

aż nóżka tańczyła

stópki lekkie w pantoflach na wysokim

obcasie

i łydkę równą dla oka

i te biodra – czasem …

chodziła również w szlafroku

ale o tym nie teraz…

gdy po pierwszych kontaktach zawężonych

z handlującym wiatrem

w deszczu snują się koncepcje

że teren jest pokład łajby


Andrzej Feret


Muzyka&Grafika: Suno AI Music

Andrzej Feret
Andrzej Feret
Wiersz · 14 września 2026

pasemko włosów do stóp upuszczonych

Andrzej Feret

z wiersza: ***(bukiet kwiatów polnych CXXXVIII)

fb: https://www.facebook.com/reel/2167297780484926


pasemko włosów do stóp upuszczonych

a świt

po wąskiej się snuje alei

a my we dwoje

w siebie wtuleni

i w pełni w siebie jutrem wpatrzeni

zachodzi świt i wieczór czeka

w maju jest bardzo doskonały

i w ustach mam smak szminki

Twojej

i oczu mam blask

seledynowy

przytulnie myślę o Twoich drogach

na drogach są oczy zielone i wargi

nabrzmiałe czerwone

proste są drogi

nie kręte

i w każdej chwili

masz myśli sens

bym był – przyjdę – bo będę

a z nieba woda leje się z cebra

- ja jestem i Ciebie osłaniam

w maju rozkwita kasztan akacja

i każdy kwiat o Ciebie pyta

pośrodku ust i pośród własnego śmiechu

pośród urody Ty jesteś

a ja naprzeciw patrzę Ci w oczy

i mówię powtarzam – powtarzaj za mną

też jestem

(...)

a świt

po wąskiej się snuje alei

a my we dwoje

w siebie wtuleni

i w pełni w siebie jutrem wpatrzeni

pośrodku ust i pośród własnego śmiechu

pośród urody Ty jesteś

a ja naprzeciw patrzę Ci w oczy

i mówię powtarzam – powtarzaj za mną

też jestem

i w ustach mam smak szminki

Twojej

i oczu mam blask

seledynowy


13 września, 2026

Andrzej Feret

------------------------------

foto: Любовь Шикарно!!!!, Pinterest

Muzyka: Suno AI Music

Słowa: Andrzej Feret

Andrzej Feret
Andrzej Feret
Wiersz · 14 września 2026

Czy wszechświat jest atomem?

Kamil Olszówka

    Średniowieczni uczeni mnisi

Niegdyś w żartach pytali

Ile na jednej główce od szpilki

Można by diabłów pomieścić,


Dziś po stuleciach rozwoju nauki,

Światowej sławy astrofizycy,

Z każdym rokiem stawiają wciąż setki

Pytań stokroć bardziej zawiłych


I otwarcie stawiają pytanie...

Czy wszechświat jest atomem?

I nieskończonej potęgi Bożej

Jedynie niewielkim ułamkiem?


I czy niezliczone wszechświaty,

Niczym ziarenka piasku na plaży,

W wielowymiarowej hiperprzestrzeni,

Leżą tak jedne obok drugich?...


Niegdyś szklana kula,

W namiocie starego wróża,

Ciekawym świata udzielić miała,

Odpowiedzi na nurtujące ich pytania,


Dziś zaawansowane technologicznie sondy,

Wysyłane na obce planety,

Mają z czasem ludzkość przybliżyć,

Do postawienia stopy na każdej z nich,


A w sekretnych rozległych laboratoriach,

Ukrytych w tajnych baz podziemiach,

Nowoczesne diamentowe wiertła

Łamią się na meteorach nieznanego pochodzenia


By ich maleńkie cząsteczki,

Prężącemu muskuły światu nauki,

Choćby mglistych odpowiedzi udzieliły,

O największe tajemnice nieznanych galaktyk…


Niegdyś skrzący bursztynek,

Zawinięty w jedwabną chusteczkę,

Dla młodej hrabianki największym był skarbem,

Strzegła go jak oka w głowie,


Dziś pod mikroskopami elektronowymi,

Badane wnikliwie meteorytów próbki,

Spędzają sen z powiek zespołom naukowczyń,

Niezliczonością swych tajemnic,


I często w długich rozmowach,

Poruszając wszelkie astronomii zagadnienia,

Nie stronią od dociekliwych pytań

O naturę niepojętego wszechświata.


I czy spośród miliardów gwiazd,

Każda tysiące tajemnic swych skrywa,

Do których choć mglistego wyjaśnienia,

Nie zbliży się ludzkość przez tysiące lat…

Kamil Olszówka
Kamil Olszówka
Wiersz · 14 września 2026
anonim

Absurd

Mateusz Hagel

Absurd


A ja się zapomniałem

bo z tego co tutaj było

chciałem dorosnąć


niewiele

jeden papierek w cukierku

miałem go odkryć w smaku

a połknąłem

najpierw był cukierek

nie wiem jaki

połknąłem papierek


pisać o tym

przecież to absurd


mam gazetę

piszą że zaczynam się bać

że jedno z wyznań gwałci kobiety

a drugie strzela

kroją ludzi żeby ich naprawić

sztucznie

i mało kto się rodzi

chyba w biedzie

są głodni

a potem jeszcze że będą rakiety

nikt nam nie podskoczy

biednych się przeniesie

bomba

leci


a ja z papierkiem

wychodzę

przecież w nim nie ma poezji


.................


karaluch chodzi po podłodze

mógłbym pisać o tym

ale karaluch odrzucił poezjię


Andrzej Hagel



Mateusz Hagel
Mateusz Hagel
Wiersz · 13 września 2026
anonim

pasemko włosów do stóp upuszczonych

Andrzej Feret

z wiersza: ***(bukiet kwiatów polnych CXXXVIII)


pasemko włosów do stóp upuszczonych

a świt

po wąskiej się snuje alei

a my we dwoje

w siebie wtuleni

i w pełni w siebie jutrem wpatrzeni

zachodzi świt i wieczór czeka

w maju jest bardzo doskonały

i w ustach mam smak szminki

Twojej

i oczu mam blask

seledynowy

przytulnie myślę o Twoich drogach

na drogach są oczy zielone i wargi

nabrzmiałe czerwone

proste są drogi

nie kręte

i w każdej chwili

masz myśli sens

bym był – przyjdę – bo będę

a z nieba woda leje się z cebra

- ja jestem i Ciebie osłaniam

w maju rozkwita kasztan akacja

i każdy kwiat o Ciebie pyta

pośrodku ust i pośród własnego śmiechu

pośród urody Ty jesteś

a ja naprzeciw patrzę Ci w oczy

i mówię powtarzam – powtarzaj za mną

też jestem

(...)

a świt

po wąskiej się snuje alei

a my we dwoje

w siebie wtuleni

i w pełni w siebie jutrem wpatrzeni

pośrodku ust i pośród własnego śmiechu

pośród urody Ty jesteś

a ja naprzeciw patrzę Ci w oczy

i mówię powtarzam – powtarzaj za mną

też jestem

i w ustach mam smak szminki

Twojej

i oczu mam blask

seledynowy


13 września, 2026

Andrzej Feret


------------------------------

foto: Любовь Шикарно!!!!, Pinterest

Muzyka: Suno AI Music

Słowa: Andrzej Feret


fb: https://www.facebook.com/reel/2167297780484926

Andrzej Feret
Andrzej Feret
Wiersz · 13 września 2026

żebym rozsnuty był na niciach

Andrzej Feret

z wiersza: ***(bukiet polnych kwiatów CLIII)


żebym rozsnuty był na niciach

wspólnego dostojeństwa

a potem huśtał lampę

to mieszkanie i ta lampa ma

nie zagasnąć

jeśli ja będę pytał co jeszcze

będę pytał nieustannie

i tylko co chcesz

tym moim maleńkim szczęściem

przychodzisz

Twój profil, kiedy ja chcę

uśmiecham się do Ciebie rozsupłany

to Ty nie tylko wiersz?

żebym rozsnuty był na niciach

wspólnego dostojeństwa

potem huśtał lampę

to mieszkanie i ta lampa ma

nie zagasnąć

TY wiesz – jeśli będę pytał

w Tobie jest mój profil, kiedy

przychodzisz

Twój profil, kiedy ja chcę

uśmiecham się do Ciebie rozsupłany

to Ty nie tylko wiersz?

a pusty kąt

to nie winobranie

więc czekam – a Ty

nie szeptaj tylko mów:

- czarny kot,

śpiew górą—

Śpiew dla przyjaciół bo nie znasz

przychodzisz

Twój profil, kiedy ja chcę

uśmiecham się do Ciebie rozsupłany

to Ty nie tylko wiersz?

TY wiesz – jeśli będę pytał

w Tobie jest mój profil, kiedy

przychodzisz

i Twój profil, kiedy ja chcę


12 września, 2026

Andrzej Feret


foto: sweet, Pinterest

Muzyka: Suno AI Music

Słowa: Andrzej Feret


fb: https://www.facebook.com/reel/1741872330451231


Andrzej Feret
Andrzej Feret
Wiersz · 12 września 2026

Księga Wyjścia 8, 28 - 30

Potencjan Bratnicki

"Odpowiedział faraon, czyli mowa słów: Wypuszczę was, czyli z niewoli, przemocy i śmierci Izraela, abyście złożyli Panu, czyli Bogu Wszechmogącemu etc..., waszemu, czyli Izraela zawartego przymierza ofiarę, czyli w zastępstwie śmierci Izraela, na pustyni, czyli kraju bez niewoli, przemocy i śmierci; lecz nie oddalajcie się zbytnio, czyli postawiony warunek. Wstawcie się za mną! Czyli postawiony warunek dla Izraela oraz żądanie z oczekiwaniem, aby oddaliły się muchy od faraona" "Mojżesz odpowiedział, czyli mowa słów: Gdy wyjdę, czyli formą ruchu od faraona, wstawię się, czyli z żądaniem faraona do Pana, czyli Boga Wszechmogącego etc..., i jutro, czyli po zachodzie słońca oddalą się muchy, które w ekosystemie gorliwie wykonują swoje czynności i w ekosystemie nie czynią destrukcji od faraona, który nie wykonuje swoich czynności w trosce o całokształt ekosystemu, nie wypuszczając Izraela z niewoli, przemocy i śmierci w ekosystemie czyni destrukcje, jego sług, czyli dyspozycyjnych, którzy negatywnymi myślokształtami czynią destrukcje (Wj 7, 11-12) I jego ludu, czyli plemienia Chawili, przeklętego potomka Chama, czyli oddanych szatanowi. Aby byli jego medium i Boga Wszechmogącego etc..., rzeczywiste i rzetelne słowa negowali i manipulowali, które w ekosystemie uczyniły i bezustannie czynią destrukcje (Rdz 3 ) Tylko niech faraon znowu, czyli ponownie nas, czyli Izraela nie oszuka, czyli w ekosystemie uczyni destrukcje, nie wypuszczając, czyli z niewoli, przemocy i śmierci ludu, czyli Izraela zawartego przymierza, by złożyć, czyli z pierworodnych trzody swojej ofiarę, czyli Panu Bogu Wszechmogącemu etc..., w zastępstwie śmierci Izraela, za w ekosystemie czynioną destrukcje" "A gdy Mojżesz wyszedł, czyli formą ruchu od faraona, wstawił się według żądania i oczekiwania faraona. Prosząc Pana, czyli Boga Wszechmogącego etc..., aby oddalił muchy, które w ekosystemie gorliwie wykonują swoje czynności i nie czynią destrukcji od faraona, czyli tego który w ekosystemie nie wykonuje swoich czynności, aby strzegł i troszczył się o całokształt ekosystemu (Rdz 2, 15) Nie wypuszczając Izraela z niewoli, przemocy i śmierci w ekosystemie czynił destrukcje (Wj 8, 28 - 30)

Potencjan Bratnicki
Potencjan Bratnicki
Opowiadanie · 12 września 2026
anonim

Koniec lata już się zbliża

Markus


I bociany odleciały już, puste gniazda nastroszone pozostały

Łany zboża też zebrane, pola nawet zaorane

I chochoły nostalgicznie gdzieś na łąkach dzielnie stoją

I mysz polna chce zamieszkać w twoim domu

I nie pyta zalękniona o twą zgodę.

A przy stawie pająk krzyżak, który zaszył się w swej sieci ani myśli zapolować na ofiary choć dogodny czas już leci.

Słońce nisko nam się kłania smutną jesień zapowiada

Wspomnieniami żyć nam przyjdzie bo czas letni wkrótce minie.


Ale jesień też ma plusy, możesz usiąść w dłuższy wieczór i poruszyć temat

który z przyjaciółmi przy kominku wartko z nimi rozpacujesz i się wzruszysz.

Albo udać się do parku usiąść z żoną na ławeczce pod latarnią

Jesień snuć ci będzie opowieści jak za dawnych dobrych dni.


Jak poznałeś wieści z Biblii o Prawdziwym, który dar ci przygotował

Jak ci nagle zawirował w myślach świat, w którym zapragnąłeś być.

Lub jak żonę swą spotkałeś pierwszy raz i do cna ją pokochałeś

Jak nie mogłeś bez niej żyć, ona wciąż przed oczami była z tobą.


Te wspomnienia są już z tobą tyle lat ale jesień przywołuje je na nowo.

I buduje i buduje więź z Jehową, teraz z dziećmi oraz ukochaną żoną.

Taki sens ma nasze życie, niech nie minie to co się naprawdę liczy

Więź bezcenna z naszym Bogiem, z mymi braćmi i z kochaną żoną twoją.

Markus
Markus
Wiersz · 12 września 2026
anonim

Pająk obaw

Moni Chaber

[493]


na smugach wieczornego księżyca

znów zbliża się twój wóz

zbuntowane ciało tańczy radość

nie wypuści mnie już

jak co wieczór czuję się trawiona

przez każdą z twoich paszcz

rozszarpana skóra, kły haczące

o zakrwawiony płaszcz

płynące oczy, skrzepła brudna krew

łącząca nas ślina

serce otwiera przedsionki, komory

jelito się zwija

we wzburzonych sokach żołądkowych

szukam swego końca

teraz już odjeżdżam z tobą wozem

wschodzącego słońca...


Moni Chaber
Moni Chaber
Wiersz · 11 września 2026
anonim
Andrzej Feret
Ładna poezja: rozszarpana skóra, kły haczą
w zakrwawiony płaszcz - ale sens, intencja wypowiedzi Autora może być inna, i należy to zawsze uznać za poprawne!

· Zgłoś · 1 dzień
Usunięto 1 komentarz

Babie lato

Moni Chaber

[530]


Babie lato ucieka

z mym słonecznym włosem!

I już go nie dogonię

okiem, uchem, głosem...


Lecz księżyc do mnie zajrzy,

Ziemia się obróci,

trochę pordzewieję i

...babie lato wróci!



Moni Chaber
Moni Chaber
Wiersz · 11 września 2026
anonim

Etykieta Artystyczna

falkon

gdy słońce wślizguje się

między mną a szczęście

pewnie fałszywe podszepty

jak rachunek różniczkowy.


trudność weryfikacji

nowoczesnych poglądów

w błękitny poranek

w sumie to drugorzędność.


pozwalam słońcu

dotykać twarzy

cud wskrzeszający

cień odwraca sytuację.


Szukam w powietrzu czasownika

by zespolić ze słońcem

o sprawach ludzkości

w niebiańskie formy.


Pisanina jest męcząca

bardziej od kolacji z ukochaną

zaspakaja apetyt romantyczny

to bardziej płaskie i nieświeże.


Kolekcjonuję uwielbienia

promiennej miłości

trudno skalkulować

omdlewającą zmysłowość.


znużenie przekracza moment krytyczny

rozmowy o sztuce, kosmosie i niczym

Jestem nowo przybyły

nie z plemienia Babbittów.


Z lotu ptaka podziwiam

słabość i pragnienia

Puszczam w ruch ruletkę

pisać pod zielonymi dębami.



Podkręcam wąsa. I tak wszystko za ciasne, jak spodenki z młodszego brata.

Jeszcze żebym zawiązał żmijowaty język w kokardkę, byłoby dobrze.

Szkoda, że nie wyszła mi wierszówka jak trzeba. Pokonferuję jeszcze,

w nowomodne ujęcia z większym przekonaniem. Może to robota nie tylko

dla próżniaków.











falkon
falkon
Wiersz · 10 września 2026
anonim

Rozmyślania przed skokiem w dal

Szymon Pękalski

Pamięci wszystkich ofiar ataków 11 września

w Nowym Jorku, Waszyngtonie i Shanksville.


Widzisz bezchmurny poranek ponad metropolią.

Blokowiska przycichnęły po odprawieniu dzieci,

a rowerzyści jak zwykle patrzą na kierownicę

i słuchają Depeche Mode jak drogowskazu wśród rozpaczy.

Espresso, jak stygło, tak nadal stygnie.

Drzewa w parku wciąż krzyczą śpiewem drozdów

i jaskółek wiercących się wśród gałęzi.

Pomnik Shermana jak stał, tak nieprzerwanie stoi,

patrząc z gorzką nienawiścią na anioła i hotel przed sobą.

Ponad tobą ściana dymu i wyrwa na dziesięć kilometrów,

pod tobą schody stłoczone od czaszek i kości.

Wszyscy chcą uciekać, wszyscy boją się apokalipsy.

Telewizja jakimś cudem już o nas mówi.

Słyszałeś zapewne o bohaterskich poświęceniach dla ideału,

gdy walczysz o coś jak Lincoln o jedność narodu.

Masz żonę, sypialnię pachnącą morską bryzą,

zapewne rozwiązujesz po pracy siedmiorakie krzyżówki.

Możesz tu upaść jak więzień cudzego szaleństwa,

jakbyś sam z siebie nie przyszedł patrzeć na tutejsze lobby.

Ogień pożera stalowe kolumny i klatki schodowe.

Nawet naburmuszony generał i ptaki na was patrzą.

Zapewne uderzyli w was jacyś szaleńcy z Czeczenii

(wysadzili przecież blokowce z niewinnymi Rosjanami),

z Bliskiego Wschodu, Afryki — Bóg raczy wiedzieć.

Chcieliby tu twojej śmierci jako zakładnika.

Żegnasz się, przez chwilę zamierając ze strachu

na widok betonowych palm stłoczonych pośród wyspy

i skaczesz prosto przed siebie.



Ktoś zapewne znalazł się tam pod gruzami,

choć przecież przeciskano się jak na jakimś targowisku.

Żona dowiedziała się o twoim skoku w cieniu ognia

i próbuje cię znaleźć, uwalonego szarym pyłem.

Nie jesteś Lincolnem, nie wygłosiłeś mowy stulecia pod Gettysburgiem,

ale dla niej i tak będziesz herosem, na jakiego nie zasłużyła.

Sudoku wciąż czeka na ciebie nierozwiązane,

twe dzieci słyszą o prezydencie czytającym wśród dzieciuchów

i czekają, aż wrócisz, jakby nic się nie stało.

Sherman patrzy na gruzy razem z jakąś boginią

i żałuje, że nie zgotował podobnego piekła Atlancie.

Hotel Plaza jak zwykle chrzęści drzwiami obrotowymi.

Kubek kawy milczy w kuchni, zakopany w szafce,

cichy, zatroskany prawie jak pies o swego pana.


— 9 IX 2026r.

Szymon Pękalski
Szymon Pękalski
Wiersz · 9 września 2026
anonim

Obcy w obcym świecie

Moni Chaber

[497]


bez sensu

twoje usta

otwarły się

nie dla zaczerpnięcia

powietrza

nie dla łyknięcia

kawałka

zabitej ryby

która jeszcze

broniła się ościami...


nonsensowne

wasze twarze

w uśmiechu

napinały się

jak łuk

który celując

chcę pozbawić życia

ofiarę swą

oznaczoną

czerwonym punktem...


pozbawiona sensu

drwina

i jej dzieci

ostre jak gwoździe

w drzewie

umarłym

dla umarłych

nie popuszczają

z łańcuchów

umęczonej pamięci...


gdziekolwiek

skierują się nogi

i pójdzie

za nimi głowa

nie będzie

poduszki i kołdry

nawet siana

na okrycie

zdeptanej przez nich

podłogi...




Moni Chaber
Moni Chaber
Wiersz · 9 września 2026
anonim

Rzeczywistość świetlna

Mateusz Hagel

Rzeczywistość świetlna


nie wiem kto wyplótł gwiazdy

za co ten kosmos

po co ja tutaj 

w ramach czasu


kto namalował życie 

i rzucił mi w odłamku

nie wiem


mam je 

nie muszę wiedzieć

muszę czuć że jestem

rysuję swoje kartki

obraz rzeczywisty


nabieram obecności

rosnę by zażyć i stać się


jestem noworodkiem

doświadczającym życia

w stanie dorosłym

w rozumieniu czasu


nie wyrosnę z tego 

mogę nauczyć się chodzić 

pobyć

i doświadczyć skutków

jedynej miłości 


zaistnienia


Andrzej Hagel


Mateusz Hagel
Mateusz Hagel
Wiersz · 9 września 2026
anonim

Nurty: życie - śmierć

Moni Chaber

[860]


Źródło z góry wypływa -

życie z martwości skał.


Pod prąd się idzie do źródła,

z prądem - szuka się ciał...


Moni Chaber
Moni Chaber
Wiersz · 8 września 2026
anonim

Most nad brzegiem czasu

Moni Chaber

[565]


po cmentarzach

których nie ma

stąpamy w dniach

które są...


po dawnych

miejscach urodzenia

po przyszłych mostach

szytych śmiercią...


aby dostać się

na drugi brzeg

z nurtem czasu

przeminąć...

Moni Chaber
Moni Chaber
Wiersz · 7 września 2026
anonim

Kto udźwignie winę z pychą?

Markus



Ulicami chodzą ludzie spracowani

Wspomnieniami są gdzieś dawno

Kiedy świat był jeszcze zdrowy

W wielu miejscach kolorowy.


Żyć już teraz nie jest łatwo

Gdy wspomnienia się już zatrą

Przyjdzie stawić czoła wichrom

Kto udźwignie winę z pychą.


Dla człowieka bój niełatwy

Możesz zyskać albo stracić

Kiedy wejrzysz w swoją duszę

Może ruszysz w podróż duchem.


Wolał bym być gdzieś na niwie 

Cieszyć się Boga uznaniem

I nieść światło wiedzy ludziom 

Nawet czyniąc to ukradkiem.


Za zakrętem czyha pustka

Oddawania swojej mocy 

Ludzie duchem upadają

Nie chcą dalej ze mną kroczyć.


Nie chcę stracić tej emocji

Gotów jestem dalej wierzyć

Bo ogarnia mnie zaduma

Że przed nami raj bez końca.


Jest wrześniowy chłodny wieczór

I dopada mnie myśl taka

Zbiorowego uniesienia i histerii

Apogeum jeszcze nie ma.


Wykorzystam więc te chwile

I rozmowom nie dam spocząć

Dodaj Boże mi otuchy

Bym miał  zaszczyt ludziom głosić.


O nadziei którą mamy:

 żyć w pokoju w rajskiej ziemi

Dzielić się spokojem ducha

Taką przyszłość dla nas ludzi 

Przygotował Bóg Jehowa.

Markus
Markus
Wiersz · 6 września 2026
anonim

W Paryżu

Mateusz Hagel

W Paryżu


duszą

może nie jedną

może dwoma tańczę

obracam się

widzę jak się zachwycasz

piruet

życie jest rozkręcone

widoczne

jest święto tańca

balonik


a dni

a dni

zawsze te dni

być muszą

heban plastikowy

żelazo


wnikam

to nie jest z powrotem

to jest dalej

lodu sopel

i szkic twarzy wewnątrz

miłość trzeba ukryć

nie jest idealna

jest szorstka

i może być normalna

jak nie narzeka stoi

obrót lustra

noc jest do zapomnienia


zegarek czasu

spada sopel

twarz pomięta na drobne kryształki

już nie patrzysz

chyba cię nie ma

wygasłaś

wtedy wyrasta druga dusza

ta moja

wierna


lód się topi na krople

pamiętam każdą

i ciebie przed soplem

tęsknię za tym za późno

albo obecnie

tańczę

tańczę grzecznie


może wrócisz

przechodzę przez Paryż

i zmagam się z tym zapomnieniem


Andrzej Hagel

Mateusz Hagel
Mateusz Hagel
Wiersz · 6 września 2026
anonim
Mithril
...bełkot

· Zgłoś · 1 tydzień

Fidrygałki

falkon

Zakładam sygnet z opalem

o średnicy małej truskawki

bez użycia wazeliny i tricków

taki palec wybrałem

elegancki wrzosowy majestat.


Szturcham krajobraz

szpicem parasolki

proponuje wykład

o barwnej rzeczywistości

ciekawostki pod nią.


Kombinacja jasnej zieleni

wśród drzew czai się niepokój

ptaki nie ludzie

dojrzewają szybciej

takie życie pozorów.


Kończy się suszenie

koszul na wietrze

lustrowanie kobiet

w kusych sukienkach

frapujące uczucie pierwotne


Zupełna pstrokacizna

na łapu-capu

jak dzikus na wiecu (kibol na meczu)

brzęk kieliszków

wybuch śmiechu. (XD)


Spsiałe sytuacje

nie będzie o czyimś romansie

zapekluję moc duchową

życie artysty wymaga dyskrecji

niedostępne dla gawiedzi.


falkon
falkon
Wiersz · 6 września 2026
anonim

Spowiadać się z miłości

Andrzej Feret

Spowiadać się z miłości:


fb: https://www.facebook.com/andrzej.feret.56/posts/pfbid0F4kudsvUPi7LZAo86UzWctfQrShkN5Ptq3U7zKXGqrqWu

kbDdNmT7rtheQbMALTil


fb: https://www.facebook.com/reel/1621024769459925


spowiadać się z miłości

z szarego dnia wśród nocy

gdy czytasz z podejrzeniem

w historii mojej duszy


równie przepięknie

patrzeć w historii

i mniemać jak u Ciebie leci

o skarbie myśleć jak najbardziej


luzować wodze fantazji


o Najcenniejszej pozywać Prawo

dla siebie Miła tylko dla A.

albo nie wzgardzić zamkiem


pałacem będąc wśród wyobraźni

no bo po za tym ciasne poddasze

wypełniające splątane drogi


kogo więc droga prowadzi zbłądzić

a kogo nam nie zapomni

kogo gdy kocham straci na zawsze


kogo? lub zerwie pelargonie?

gdy mrużysz oczy

to nie zabłądzi. Jego to Prawo i A.


5 września, 2026

Andrzej Feret

Andrzej Feret
Andrzej Feret
Wiersz · 6 września 2026