Witamy w Czytelni – przestrzeni dla twórców i pasjonatów literatury!

Czytelnia to miejsce, gdzie poezja i proza spotykają się z sercami odbiorców, a słowa zyskują nowe życie. To tutaj każdy może opublikować swoje wiersze, opowiadania czy fragmenty powieści, dzieląc się swoimi emocjami, przemyśleniami i artystycznymi wizjami. Niezależnie od tego, czy jesteś doświadczonym pisarzem, czy dopiero stawiasz swoje pierwsze kroki w literackim świecie, Czytelnia jest otwarta na Twoją twórczość.

Zapraszamy do odkrywania różnorodnych tekstów, komentowania i inspirowania się dziełami innych autorów. Wywrota od lat łączy ludzi, których łączy pasja do słowa pisanego – dołącz do naszej literackiej społeczności i pozwól, by Twoje słowa zainspirowały innych!

Czytelnia - najnowsze teksty

Metr sześcienny wody

Szymon Pękalski

Spójrz w zamarznięte jezioro. Czy widzisz w nim jakieś życie?

Czujesz szkło wzniesione przez samą Naturę,

prawie czujesz chrzęst butów i nie słyszysz ryb.

Czego się spodziewałeś? Przecież one tu leżą i czekają.

Leżą na wznak, przemierzając swój labirynt z wodoru,

gdzie zimno aż przesiąka im do skrzeli,

jakby przypominając, że muszą czekać.

Na co? Same nie wiedzą.


Lód zmienił to jezioro w więzienie.

Kamień spadnie tu na dno z prędkością dźwięku,

ale bez cudzej pomocy raczej się nie podniesie.

Dookoła będzie widzieć ciemność

czekającą, by zagłuszyć go jękiem piasku.

Nad nim fałdy gór z orłami patrzącymi w niebo

i kozami jedzącymi trawę — pożółkłą od suszy.


Dźwięczy tam tylko echo cerkiewnych dzwonów.

Chmura przesunie się o kilka centymetrów,

przez co na jezioro runie deszcz ze śniegiem.

Pastuch zamknie się w chacie,

bo za wszelką cenę ucieka od zmarzlin.

Kosodrzewina skurczy się i utuli pod ziemią,

a wilki będą krzyczeć tylko od czasu do czasu.


Jak Absolut mógł stworzyć coś tak pustego?

Nikt nie zobaczy tu gwiazd ze zrozumieniem,

bo nikt nie posiada prawdziwych teleskopów.

Wiatr zadmie raz na jakiś czas w swą trąbę

i zakaże ogniowi nucić swoją piosenkę.


Pierwsze, co ujrzysz na dnie, to jakby ściśnięty wir.

Okruchy i odłamki koczują w tę i nazad jak strażnicy.

Ciśnienie wyłamujące skórę i atomy wodoru,

gdzie nie widzisz prawie nic oprócz czerni

jak jakiś mętny odwiert. Naprzeciw ciebie płynie pirania,

aż zakrwawione zęby jarzą się jej w paszczy,

jakby chciała pożreć ci głowę z wygłodzenia.


Gdzieś na górze słychać operę Mozarta.

Pastuch wychodzi z chaty i idzie ku owcom,

depcząc po skarlałej sośnie i kwiatach żurawiny.


Czy to tylko sen? Sen tak realistyczny, że aż nierealny?

Tu nawet krowie dzwonki brzmią jak jakieś widmo.

W oddali słychać śmiech upitych syren

patrzących na króla związanego powrozami.

Kamyk jak ziarnko ryżu wpada do wody

i wpada tak cicho, jakby nie chciał nikogo straszyć.

Nie widać tu radości ani przepychu życia.


— 16 VIII 2026r.

Szymon Pękalski
Szymon Pękalski
Wiersz · 16 sierpnia 2026
anonim

Moja żona

Kazimierz Siłuch

Siedzieliśmy w kuchni, a na stole stygły dwie filiżanki herbaty. Rozmawialiśmy o sprawach tak drobnych, że za kilka dni nikt z nas nie miałby prawa ich pamiętać, a jednak w powietrzu wisiał ciężar, którego nie dało się zignorować. To był czas, kiedy moja żona patrzyła na świat przez pryzmat natychmiastowych rozwiązań. Chciała prostych odpowiedzi, jasnych deklaracji i prostych dróg. Ja z kolei uciekałem w milczenie, chowałem się za swoimi zeszytami i układałem w głowie scenariusze, do których nikt inny nie miał dostępu.


Przeglądając starą fotografię z tamtych dni, wyraźnie widzę te różne postawy. Byliśmy jak dwa zupełnie inne języki, próbowani do wypowiedzenia w tym samym zdaniu. Ona szukała pewności w działaniu, ja – spokoju w wycofaniu. Tam, gdzie ja widziałem przestrzeń do namysłu, ona dostrzegała obojętność. Gdzie ona wnosiła emocje i żal, ja stawiałem niewidzialny mur z cierpkich słów lub całkowitego milczenia. Mimo że dzieliliśmy jeden dach i ten sam chleb, każde z nas żyło w osobnym świecie, nie potrafiąc znaleźć wspólnego mianownika dla własnych strachów i nadziei.


Dopiero dzisiaj, gdy minęło już wiele lat temu, od kiedy tamte drzwi zamknęły się na zawsze, patrzę na to z zupełnie innej perspektywy. Czas odarł tamte spory z gwałtowności, a zostawił jedynie czysty rysunek tego, kim wtedy byliśmy. Rozumiem już, że żadne z nas nie miało wtedy wyłączności na rację – po prostu oboje byliśmy zbyt niedojrzali, by zauważyć, że pod różnymi postawami kryła się ta sama samotność. Dzisiaj tamte emocje już nie palą; stały się cichą opowieścią, którą można wreszcie zapisać bez złości i bez szukania winnych.

Kazimierz Siłuch
Kazimierz Siłuch
Opowiadanie · 16 sierpnia 2026
anonim

Dwór i park w Prusewie

Markus

Piękny park, obok dwór

Siedzimy tu dwie chwilę

Chcieliśmy tu pobyć

I wypić kawę w zadumie.


Nie wiem czy tu był Mickiewicz

Czy inny znany ktoś

Może powinienem zapytać

By uświetnić tu pobyt nasz.


W oddali jest sześć dębów

Bardzo starych należących do parku

Może z nimi jest jakaś historia związana

W książkach lub w pamięci ludzi zapisana.


Pani przyszła i zamówiliśmy kawę

A sernik miał w środku maliny

Zastanawialiśmy się kto tu mieszkał

I co robił, gdy czas mu na to pozwolił.


Wiemy, że historia zatoczyła koło

Właścicielami najpierw byli bogaci ludzie

Potem zawładnęli dworem i parkiem inni

Którzy mieli inny pomysł na życie

Po latach musieli to jednak zwrócić.


No dobrze ale przejdźmy do rzeczy

Park jest przecież dodatkiem

Sednem jest dwór i mieszkający w nim ludzie

Wzbudzają w nas pragnienie im głosić

I nie zatrzymywać dobrej nowiny dla siebie.


Chcemy im powiedzieć o dawnym parku zwanym Eden

Na bliskim wschodzie między czterema rzekami

Tam byli i mieszkali w nim pierwsi ludzie

I przyjdą czasy, gdy Eden powróci i sprawi to

Bóg Jehowa dla wszystkich wiernych Mu ludzi.

Markus
Markus
Wiersz · 15 sierpnia 2026
anonim

Księga Wyjścia 8, 16 - 18

Potencjan Bratnicki

"I rzekł: słowa, dźwięki, wibracje - nośniki mowy słów Pan, czyli Bóg Wszechmogący etc..., do Mojżesza: Powiedz, czyli mowa słów do Aarona: Wyciągnij laskę swoją, czyli produkt z rodzaju zamieszczonej informacji w formie energetycznej do czynności swojej i uderz, czyli i uczynił ingerencję w proch ziemi, czyli wirowa forma energii z rodzajem zamieszczonej informacji dla wszelkich roślin z owocami swoimi, a zamieni się, czyli wirowa forma energii w komary, czyli rodzaj zamieszczonej informacji w wirowej formie energii do czynności swoich: filtrowania wody, przenoszenia pyłków kwiatów, utrzymywanie równowagi w zbiornikach wodnych etc..., w całej, czyli do granic ziemi egipskiej, czyli rodzaj zamieszczonej informacji w formie energetycznej dla wszelkich roślin z owocami swoimi, umownie nazwanej egipską" "I uczynił tak: Według mowy słów Mojżesza wyciągnął rękę, czyli rodzaj zamieszczonej informacji w formie energetycznej do wszelkich czynności swoich ze swoją laską, czyli do czynności swojej, i uderzył, czyli uczynił ingerencję w proch ziemi, czyli w wirową formę energii dla wszelkich rodzajów zamieszczonych informacji w formie energetycznej. Wtedy komary, czyli rodzaj zamieszczonej informacji w wirowej formie energii do czynności swoich. Opadły, czyli na ludzi, czyli rodzaj zamieszczonej informacji w formie energetycznej do czynności swoich: uprawy, strzeżenia i troski o całokształt ekosystemu (Rdz 2, 15) I bydło, czyli rodzaje zamieszczonych informacji w formie energetycznej z produktami swoimi. Wszystek proch ziemi, czyli wirowa forma energii zamieniła się w komary, czyli rodzaj zamieszczonej informacji w wirowej formie energii do czynności swoich w całej, czyli do granic ziemi egipskiej, czyli dla wszelkich roślin z owocami swoimi, umownie nazwanej egipską" "Czarownicy, czyli którzy myślą kształtują obrazy, próbowali uczynić, czyli myślokształtami to samo swoimi czarami, czyli myślokształtami, by sprowadzić komary, czyli na ludzi i bydło, lecz nie potrafili, czyli myślokształtami uczynić mobilnych obrazów komarów i były komary na ludziach i na bydle" (Wj 8, 16 - 18)

Potencjan Bratnicki
Potencjan Bratnicki
Opowiadanie · 15 sierpnia 2026
anonim

Autodydakta mimo woli

falkon

Pisanie przypadkowe i nieobowiązujące

towarzyskie zawracanie głowy

zakładam czapkę z daszkiem

niech chroni los mój zębaty

skoro skąpi obietnic ze stronic.


Przepowiednie choć trudne

warte większej uwagi

zaklęcia wyroczni nie takie

chronią tajników sztuki i wiedzy

jak pereł w budowlanym składzie.


Nieznośnie być zarazem

przystojnym i głupim

leniwie bezczelnym

niekiedy zalety są tak wybujałe

że stają się wadami.


Jestem niekoniecznie interesujący

idę przez inferno

polne drogi sady i lasy

dotrę kiedyś do cienia stałego

odmieniec znawca okropności.


Daszek przekładam na tył głowy

przysłaniał perspektywę klasyczną

horyzontalna równowaga

chyli się ku dołowi

wytrzeszcz oczu bardziej pusty.


Spodziewałem się że będzie inaczej

mówię spod przymkniętych powiek

jestem taki sam jak kiedyś

sonda z retrospekcji wytyka niezdarność

będzie długo jątrzyć w pamięci.


Tematu miłości mało

zbyt wiele jałowej konwersacji

kto dziś mówi

jesteś zjawiskowa

niegodziwie wyzywająca.

(i tak dalej)


Usta wczoraj piękne i młode

w ćwierć rozchyleniu zostawiłem...


falkon
falkon
Wiersz · 15 sierpnia 2026
anonim

Ze szczęścia

Moni Chaber

[520]


choć ciało stąpa

po kamienistej ziemi

dusza zjeżdża

po promieniach słońca

zawieszona

w uprząż złocistą

wokół serca...


i na zewnątrz

nie ma już nieba -

we mnie jest

tajemnica wszechogromna -

świeć słońce!

świeć przez moje serce!

strzało gorąca...

Moni Chaber
Moni Chaber
Wiersz · 14 sierpnia 2026
anonim

i między ustami

Andrzej Feret

[Verse 1]


Between the lips,

you like a girl

and I like a young man

We’ll go where no one steals

where there’s no soda water

and where cheerful lanterns shine for us

In your green eyes

there are living musicians

silver and a black top hat

Then you’ll say to me

“From tomorrow I’ll sail”

Among the ghosts

and wherever my feet carry me


[Pre-Chorus]


In a tongue of all colors

for good days

and in my mouth

So don’t forget

this is our happiness

and mine is pink


[Chorus]


My happiness is pink

My happiness is pink

In your green eyes, I’m home

In your green eyes, I’m home


[Verse 2]


In the beginning there was a spark

and then our laughing spells

and then there was a word

This from John

in the beginning

then there was your word

Because at night we’ll walk

along the edge of the abyss

and I won’t look away


[Pre-Chorus]


It’s just a pity

there’s no flower shop

in the square

And if there is

it’s for our happiness

and then I’ll buy roses


[Chorus]


My happiness is pink

My happiness is pink

In your green eyes, I’m home

In your green eyes, I’m home


[Bridge]


And August will measure out

like a sickle through the oaks

like a star in the grass

Because a star like green eyes

because a sickle like the word

August


[Final Chorus]


My happiness is pink

My happiness is pink

We’ll sail from tomorrow on

We’ll sail from tomorrow on

My happiness is pink

My happiness is pink

In your green eyes, I’m home

In your green eyes, I’m home

Muzyka & Grafika: Suno AI Music

Tekst Piosenek: Andrzej Feret & Suno AI Music


fb: https://www.facebook.com/100043600778769/videos/pcb.1615534929909851/3006170299722116


fb: https://www.facebook.com/100043600778769/videos/pcb.1615534929909851/1566739961861693


Andrzej Feret
Andrzej Feret
Wiersz · 14 sierpnia 2026

Przeznaczenie

Moni Chaber

[1037]


co być miało

już nie musi być


co się stało

nie ma po co kryć


było jest czy będzie

dookoła wszędzie -


CHAOS

ŻYCIE

CUD...

Moni Chaber
Moni Chaber
Wiersz · 14 sierpnia 2026
anonim

i między ustami jest ja co się zjawiam jak chwile

Andrzej Feret

a tam pośród ust ty

jak dziewczę i ja jak młodzieniec …


pójdziemy tam gdzie nikt nie kradnie

i gdzie nie ma wody sodowej

i tam gdzie pogodne lampiony

świecą dla nas i w twe zielone oczy


są tam żywi tak zwani żywi muzykanci

i srebro i czarny cylinder

i powiesz wtedy do mnie

od jutra popłynę …

między zjawą i gdzie nogi poniosą


i w języku ze wszystkich kolorach

na dobre dni i w gębie - więc nie zapomnij

to jest nasze szczęście – a moje

różowe …


na początku była iskra a potem

nasze roześmiane zaklęcia


a potem było słowo

to od Jana … na początku

wtedy

było twoje słowo

bo nocą pójdziemy brzegiem przepaści


szkoda tylko że nie ma kwiaciarni

na placu

a jeśli jest – to na nasze szczęście

i wtedy kupię bukiet róż


a sierpień odmierzy

bo gwiazda jak oczy zielone

bo sierp jak jedno słowo

sierpień

między dębami jest ona

bo taka różowa


10 sierpnia, 2023 (fragment)


Muzyka & Grafika: Suno AI Music

Tekst Piosenek: Andrzej Feret & Suno AI Music



fb: https://www.facebook.com/100043600778769/videos/pcb.1613918656738145/1077608248120049

fb: https://www.facebook.com/100043600778769/videos/pcb.1613918656738145/1975436013174461

Andrzej Feret
Andrzej Feret
Wiersz · 14 sierpnia 2026

Hard reset

Moni Chaber

[1053]


a może by tak

mniej analizować ludzkie psychiki?

może tak

mniej kategoryzować człowiecze umysły?

może postarać się

ogrzać wszystkich życzliwością?

objąć uśmiechem?

oczami utulić ich oczy?

spojrzeć do dna

i zobaczyć tam

siebie?....

Moni Chaber
Moni Chaber
Wiersz · 13 sierpnia 2026
anonim

Niebo nie do przejścia

Moni Chaber

[911]


wskoczyło niebo gwieździste

w ogromną kałużę

przez którą nie da się przejść ‐


mam teraz swoje

tak bliskie mi niebo

do którego mogę... wejść!


jak w pierwszą miłość

wdepnę szybkim krokiem -

nie mogłabym powstrzymać siebie


być tak blisko

i nie postawić nogi w tym niebie...


...a wrócić się

nie wrócę...

Moni Chaber
Moni Chaber
Wiersz · 13 sierpnia 2026
anonim

Soczewki /Brud

marian

dłonie pamiętają

więcej niż oczy

i mocniej

pomimo mycia

marian
marian
Wiersz · 12 sierpnia 2026
anonim

Soczewki /Niepamięć

marian

Trawa była zielona, ręka biała,

a krzak - krzakiem.

System klasyfikacji sprawdzał się -

do pewnego momentu.

marian
marian
Wiersz · 12 sierpnia 2026
anonim

na początku była iskra a potem

Andrzej Feret

11 sierpnia, 2020 (fragment)


na początku była iskra a potem

nasze roześmiane zaklęcia

a potem było słowo

to od Jana … na początku

wtedy

było twoje słowo

bo nocą pójdziemy brzegiem przepaści

szkoda tylko że nie ma kwiaciarni

na placu

a jeśli jest – to na nasze szczęście

i wtedy kupię bukiet róż

a sierpień odmierzy

bo gwiazda jak oczy zielone

bo sierp jak jedno słowo

sierpień

między dębami jest ona

bo taka różowa


11 sierpnia, 2020

Andrzej Feret


foto: Pinterest


fb: https://www.facebook.com/andrzej.feret.56/posts/pfbid02tAQ9Pd4b9pJy2F9pbqe29ZTnGoV9BVD4gNhSy1xjTxvSATpL5h4egXEcchdnbkJTl

Andrzej Feret
Andrzej Feret
Wiersz · 12 sierpnia 2026

i między ustami jest ja

Andrzej Feret

11 sierpnia, 2020 (fragment)


i między ustami jest ja

co się zjawiam jak chwile


a tam pośród ust ty

jak dziewczę i ja jak młodzieniec …

pójdziemy tam gdzie nikt nie kradnie

i gdzie nie ma wody sodowej

i tam gdzie pogodne lampiony

świecą dla nas i w twe zielone oczy

są tam żywi tak zwani żywi muzykanci

i srebro i czarny cylinder

i powiesz wtedy do mnie

od jutra popłynę …

między zjawą i gdzie nogi poniosą

i w języku ze wszystkich kolorach

na dobre dni i w gębie - więc nie zapomnij

to jest nasze szczęście – a moje

różowe …


11 sierpnia, 2020

Andrzej Feret


foto: Pinterest


fb: https://www.facebook.com/andrzej.feret.56/posts/pfbid0qDhtyJx7Nzevrn9KZzqogKFbxKoViZBv92VxvjGuyhcjmAhFVjd2ouUeCBPFxrDYl

Andrzej Feret
Andrzej Feret
Wiersz · 11 sierpnia 2026

gdy zakwitło wrzosowisko

Yaro

spod hełmu spływa pot

na powieki i czoło spieczone

żołnierz w mokrym mundurze

brudne dłonie ściskają broń

naładuj i czekaj leżymy na piasku

w oczy piach i wiatr

w ustach gorzki suchy smak


na rubież wystarczy dobiec

pada rozkaz naprzód

śmigłowce na helipadzie

to nie festyn ni defilada

chodzi o kolegów podstęp wrogów

oczy dookoła rusza Bielska załoga


wypatruj strzelaj pokaż na co cię stać

jesteśmy tutaj może ostatni raz

na pewno pierwszy co dalej

lęk zamieszka w głowie

zakwitło wiele myśli


odszukać siebie z powrotem

wrócić pamięcią do dawnych dat

będzie trudno narodzić się na nowo

Yaro
Yaro
Wiersz · 11 sierpnia 2026
anonim

Park i dwór w Prusewie

Markus

Piękny park, obok dwór

Siedzimy tu dwie chwilę

Chcieliśmy tu pobyć

I wypić kawę w zadumie.


Nie wiem czy tu był Mickiewicz

Czy inny znany ktoś

Może powinienem zapytać

By uświetnić tu pobyt nasz.


W oddali jest sześć dębów

Bardzo starych należących do parku

Może z nimi jest jakaś historia związana

W książkach lub w pamięci ludzi zapisana.


Pani przyszła i zamówiliśmy kawę

A sernik miał w środku maliny

Zastanawialiśmy się kto tu mieszkał

I co robił, gdy czas mu na to pozwolił.


Wiemy, że historia zatoczyła koło

Właścicielami najpierw byli bogaci ludzie

Potem zawładnęli dworem i parkiem inni

Którzy mieli pomysł na życie

Po latach musieli to jednak zwrócić.


No dobrze ale przejdźmy do rzeczy

Park jest przecież dodatkiem

Sednem jest dwór i mieszkający w nim ludzie

Wzbudzają w nas pragnienie im głosić

I nie zatrzymywać dobrej nowiny dla siebie.


Chcemy im powiedzieć o dawnym parku zwanym Eden

Na bliskim wschodzie między czterema rzekami

Tam byli i mieszkali w nim pierwsi ludzie

I przyjdą czasy, gdy Eden powróci i sprawi to

Bóg Jehowa dla wszystkich wiernych Mu ludzi.

Markus
Markus
Wiersz · 11 sierpnia 2026
anonim

Park i dwór w Prusewie

Markus



Piękny park, obok dwór

Siedzimy tu dwie chwilę

Chcieliśmy tu pobyć

I wypić kawę w zadumie.


Nie wiem czy tu był Mickiewicz

Czy inny znany ktoś

Może powinienem zapytać

By uświetnić tu pobyt nasz.


W oddali jest sześć dębów

Bardzo starych należących do parku

Może z nimi jest jakaś historia związana

W ksiażkach lub w pamięci ludzi zapisana.


Pani przyszła i zamówiliśmy kawę

A sernik miał w środku maliny

Zastanawialiśmy się kto tu mieszkał

I co robił, gdy czas mu na to pozwolił.


Wiemy, że historia zatoczyła koło

Właścicielami najpierw byli bogaci ludzie

Potem zawładnęli dworem i parkiem inni

Którzy mieli swój pomysł na życie

Po latach musieli to jednak zwrócić.


No dobrze ale przejdźmy  do rzeczy

Park jest przecież dodatkiem

Sednem jest dwór i mieszkający w nim ludzie

Wzbudzają w nas pragnienie im głosić 

I nie zatrzymywać dobrej nowiny dla siebie.


Chcemy im powiedzieć o dawnym parku zwanym Eden

Na bliskim wschodzie między czterema rzekami

Tam byli i mieszkali w nim pierwsi ludzie

I przyjdą czasy, gdy Eden powróci i sprawi to

Bóg Jehowa dla wszystkich wiernych Mu ludzi.

Markus
Markus
Wiersz · 11 sierpnia 2026
anonim

Życie jest makabreską

Szymon Pękalski

Raczej nie wypadałoby śmiać się z martwego dziecka,

matki żegnającej ze łzami syna-żołnierza

czy woźnego czyszczącego salę kinową po nastolatkach.

A jednak krople humoru są nawet w większych tragediach,

dodając im smaku jak najwytrawniejsze przyprawy,

jakby wiedząc, że życie nigdy nie było czarno-białe —

zera i jedynki wypunktowane na papierze.


Większość wojen też weszłaby do tej kategorii.

Można krzyczeć, że piekło opustoszało już dawno temu

albo że na wojnie zawsze brakuje papierosów,

ale czy właśnie tego nie wyśmiewają dowcipnisie?

Dla nich każda armata może być śmiesznym lejem,

a czołg chrapiącym niedźwiedziem w lesie.


Syrena alarmowa nie musi być tylko makabryczna.

Słyszano nieraz jej warczenie, syczenie na wszystkie strony

i krzyki ludzi, których zapędzała do schronu.

Słyszano huk rakiet czy drona ponad śródmieściem,

szum lodówek odciętych od prądu,

a i tak tworzono karykatury ośmieszające wroga.


„Hoover nauczył Amerykanów nie pić,

a Stalin nauczył Rosjan nie jeść”.

Rzucano takimi żartami pod pomnikami dyktatorów

upiększonymi wulgarnym graffiti i hasłami bojowymi,

by dać do zrozumienia, że upadek jest bliski.

Widziano i wyśmiewano przecież monumenty

jak złoty brodacz utulony skrzydłami Nike.

Patrzył on z oczami nasrożonymi od zwycięstw

oraz musztrował pobliski hotel i czarnych przechodniów.


Pewien klaun wykręcał kręglami na ulicy,

aż postrzelił go jakiś przypadkowy mafioso.

W końcu wrócił do żartów z wybitym żebrem i okiem,

śmiejąc się, jakby widział dobitą włócznią sarnę.


Nawet czaszka ma coś tragikomicznego.

Wiecznie uśmiechnięta i wyszczerzona

(aż widać szczękę blednącą w świetle śmierci).

Aż trudno uwierzyć, że kiedyś te oczodoły

mogły oglądać podwójną tęczę wśród białego nieba

albo stokrotki lekkie i kruche, zawsze kruche.

Mózg próbował obliczyć macierze Pauliego

lub energię skumulowaną w okruchach uranu.


Teraz czaszka może tylko milczeć pod ziemią

tak, że pobliskie szczury nie będą wiedzieć, co jedzą.

Śmiesznie przecięte ścięgno Achillesa

(być może od strzały jak pod zastraszoną Troją?),

kości piszczelowe wśród kiełkującego tymianku

oraz mięśnie niegdyś napompowane od ćwiczeń —

wszystko zgnije.


Obrazy niczym z koszmarów Williama Shakespeare’a;

zakrwawiony klaun, generał w złocie i sprayu,

woźny zasypiający pośrodku korytarza!

A jednak to wszystko tworzy jakby jedną mozaikę,

mozaikę łez pękających ze złowróżbnego śmiechu:

nigdy nie traktuj życia zbyt poważnie

albo życie ośmieszy cię jak Hamleta na cmentarzu.


— 11 VIII 2026r.

Szymon Pękalski
Szymon Pękalski
Wiersz · 11 sierpnia 2026
anonim

***(bukiet kwiatów polnych DCCCXCV*)

Andrzej Feret

[orchestra solo]

I must live up to the words myself.

I tried to meet

there was nothing but silence.

You threw everything aside.


And how can I think that you suffer?

Just take care of the flowers.

Let them bloom like roses.

White and black, because suffering.


[chorus]

It cannot dwell within me

Without God's spirit, and the spirit

In reason can be terrible.

It pant loudly and scream.


That you already have what you want.

And isn't that true?

When

I'm tormented by dizziness

Of things thrown on the footstool.


[orchestra solo]

And the seven numbers spin in my head.

Unholy winds of existence.

When sin rumbles.

Then diamonds are meaningless.


[chorus]

You cannot dwell within me

Without God's spirit, and the spirit

In reason can be terrible.

It pant loudly and scream.


[orchestra solo]

Memories that maybe there was once

Or maybe next time.

[orchestra solo]


10 sierpnia, 2023


Muzyka & Grafika: Suno AI Music

Tekst piosenki: Andrzej Feret

Tłumaczenie na język angielski: Gemini Google


*895


fb: https://www.facebook.com/andrzej.feret.56/posts/pfbid02mSjmYWAijEG8Lgqwzu3s3ehHPEyoHDf4zYBEk2ijtyaPfTnDqMGBp1i57AneZrDml


fb: https://www.facebook.com/andrzej.feret.56/posts/pfbid02cwDZDQt5auLP3acVcLkUBbfbURiXjvmXFCj66upHJbUxfbeeoKWLFoyLXNWn8p8dl

Andrzej Feret
Andrzej Feret
Wiersz · 11 sierpnia 2026