Spójrz w zamarznięte jezioro. Czy widzisz w nim jakieś życie?
Czujesz szkło wzniesione przez samą Naturę,
prawie czujesz chrzęst butów i nie słyszysz ryb.
Czego się spodziewałeś? Przecież one tu leżą i czekają.
Leżą na wznak, przemierzając swój labirynt z wodoru,
gdzie zimno aż przesiąka im do skrzeli,
jakby przypominając, że muszą czekać.
Na co? Same nie wiedzą.
Lód zmienił to jezioro w więzienie.
Kamień spadnie tu na dno z prędkością dźwięku,
ale bez cudzej pomocy raczej się nie podniesie.
Dookoła będzie widzieć ciemność
czekającą, by zagłuszyć go jękiem piasku.
Nad nim fałdy gór z orłami patrzącymi w niebo
i kozami jedzącymi trawę — pożółkłą od suszy.
Dźwięczy tam tylko echo cerkiewnych dzwonów.
Chmura przesunie się o kilka centymetrów,
przez co na jezioro runie deszcz ze śniegiem.
Pastuch zamknie się w chacie,
bo za wszelką cenę ucieka od zmarzlin.
Kosodrzewina skurczy się i utuli pod ziemią,
a wilki będą krzyczeć tylko od czasu do czasu.
Jak Absolut mógł stworzyć coś tak pustego?
Nikt nie zobaczy tu gwiazd ze zrozumieniem,
bo nikt nie posiada prawdziwych teleskopów.
Wiatr zadmie raz na jakiś czas w swą trąbę
i zakaże ogniowi nucić swoją piosenkę.
Pierwsze, co ujrzysz na dnie, to jakby ściśnięty wir.
Okruchy i odłamki koczują w tę i nazad jak strażnicy.
Ciśnienie wyłamujące skórę i atomy wodoru,
gdzie nie widzisz prawie nic oprócz czerni
jak jakiś mętny odwiert. Naprzeciw ciebie płynie pirania,
aż zakrwawione zęby jarzą się jej w paszczy,
jakby chciała pożreć ci głowę z wygłodzenia.
Gdzieś na górze słychać operę Mozarta.
Pastuch wychodzi z chaty i idzie ku owcom,
depcząc po skarlałej sośnie i kwiatach żurawiny.
Czy to tylko sen? Sen tak realistyczny, że aż nierealny?
Tu nawet krowie dzwonki brzmią jak jakieś widmo.
W oddali słychać śmiech upitych syren
patrzących na króla związanego powrozami.
Kamyk jak ziarnko ryżu wpada do wody
i wpada tak cicho, jakby nie chciał nikogo straszyć.
Nie widać tu radości ani przepychu życia.
— 16 VIII 2026r.