Na randkę pędzi, aż z butów idzie dym,
Na puste konto bierze szybki kredyt.
Zamiast rozmawiać, wali tani rym,
Struga cwaniaka, co to wszystko przeżył!
Pachnie perfumą za dobre trzy tysie,
Lał ją na klatę przez dwie długie chwile.
Zegarkiem świeci, puszy niczym misie,
W tandetnym szpanie przechodzi dwie mile.
Drugi z mamusią na głośnym wciąż gada,
Każdy swój kęs, sałatkę omawia.
Sam o sosiku decydować nie zdoła,
Przy stoliczku o pomoc znów woła.
Trzeci sam nie wie, po co tu przyszedł,
Sączy powoli zimną małą czarną.
Mruczy pod nosem bezsensowne wiersze,
Patrzy na mnie z miną strasznie marną.
Czwarty rachunek podzieli do grosza,
Astrolog zepsuł układy na niebie.
Gdy kelner kwitek wrzuca do kosza,
Ten płacze w kącie, liczy grosz dla siebie.
Piąty na siłce dwie tony wypycha,
Gdy pajączek na ścianie usiądzie,
Skacze na krzesło, ledwo co dycha,
Krzyczy, że stwór przejmie władzę w rządzie!
Szósty łzy leje nad puszką tuńczyka,
Zadrapał palec o grube wieczko.
Przed byle sprawą w panice ucieka,
Błaga o plaster nad małą krosteczką!
Siódmy o krypto nawija bez przerwy,
W swym portfelu ma pusto, samą mgłę.
Głupim gadaniem szarpie moje nerwy,
Jakby na giełdzie zarobił na grę!
Matko Jedyna! Powiedzcie wy same,
Gdzie szukać chłopa na życie, na zmianę?!
Tego, co rączek nie ma z taniej pianki,
Żeby nie mdlał od małej ranki!
Co zamiast gadać o duchowej głębi,
Normalnie, po męsku żarówkę wkręci w kiblu,
Nie leci w kulki, w głowie nie kłębi
Płaczliwych mądrości przy tanim meblu.
Chcę wreszcie chłopa, co nosi gacie,
A nie księżniczkę w różowej komży!
Co zamiast płakać przy gorszym opacie,
Przyniesie schab i wreszcie coś złoży!
Inaczej kupuję trzy wielkie koty,
Siekierę pod łóżko, w salonie czołg –
I sama zrobię w tym świecie porządki,
Skoro ten chłopizm do reszty już wsiąkł!