Literatura

Jutro idziemy na pochód (dramat)

Marzena

 

taka byłam pierwszomajowa

rozczochrana z długimi rzęsami

 

zachłyśnięta małą czkawką z

biało czerwoną kokardą we włosach

pod szyją harcerska chusta

 

- ja przewodniczka

- ja towarzyszka

- ja Nike

 

teraz konstytucyjna

za-paragrafowana nową ustawą

 

- ja antyaborcyjna?

- ja grawitacyjna!

 

cynamonowa wiosna ludów

 

Było coś tragicznego w tej płodności niechlujnej i nieumiarkowanej, była nędza kreatury na granicy nicości i śmierci, był jakiś heroizm kobiecości triumfujący urodzajnością nawet nad kalectwem natury, nad insuficjencją mężczyzny. Ale potomstwo ukazywało rację tej paniki macierzyńskiej, tego szału rodzenia, który wyczerpywał się w płodach nieudanych, w efemerycznej generacji fantomów bez krwi i twarzy.

 

urodziłam cię bez cesarskiego cięcia

bez bólu o dziewiątej rano siłami natury

poezja…

przyduszona pępowiną sina

spójrz...

przetaczają nam krew w inkubatorze

zapładniają nieskończonością własnych prawd

zrobili ci krzywdę!

ja już nie jajeczkuję

 

 

 


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
przysłano: 3 maja 2020 (historia)

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość

współpraca