Xun (dramat)

kaczor donald

ZENON:I jak? I jak? Podobam ci się? Nie zgładzisz mnie! XUN:To się jeszcze okaże. Memento,że kiedyś mori i możesz spierdalać! Ja tu się kimnę na fotelu. W ping-ponga zagramy pojutrze. Jutro mam cię tu nie widzieć. Będę rozmawiał z twoją żoną, a nie z tobą. Żegnam ozięble!

MOTTO:”Ulubieńcy bogów umierają młodo”

(F.Nietzsche)

Ku pociesze odrzucanych

odmieńców tego świata.

Rok 2001.

OSOBY:

XUN-Śmierć;30 letni na oko mężczyzna,malutki o żółtej karnacji i skośnych oczach,może być chudziutki,ale wolałbym grubiutkiego;garnitur czarny,a później szlafrok gruby,najlepiej biały;energiczny,wścibski,idiotyczny,trochę pajacowaty,jest wszędzie,lubi być w centrum zainteresowania,ale ma wyraźny dystans do samego siebie.Głos na początku podekscytowany wysoki,później znudzony niski,gdy pojawia się Ten-kumpelski.Jak pali, to cygaro.

ZENON BAŻANT-mężczyzna 40 letni na oko,wielki,potężnie zbudowany,nie chciałoby się takiego spotkać na ulicy;na początku wydaje się groźny,ale gdy zdradza głupotę,wzbudza co najwyżej litość i staje się mniejszy.Zawsze z nagim torsem,najlepiej łysy,ogolony.Gruby,tubalny głos,wchodzący czasem w skrajnie wysokie rejony.

PASZTECIARA BAŻANTOWA-kobieta;posiada wszystko,co powinna posiadać prawdziwa femme-fatale,na oko 35 lat,czyli dojrzała,niezwykle podniecajaca kobieta-tu już pole do popisu Waszej wyobraźni.Jędrne wszystko,ale chudziutka.Duże kolczyki,bransoletki na rękach,dużo ciałka odsłoniętego.

TEN-dziecko pięcioletnie;gruby głos,starcza twarz,broda,chude;ubrane w spodnie od dresu białe i marynarkę czarną(na plecach marynarki postać z jakiejś kreskówki – najlepiej Kaczor Donald),oraz buty-adidasy trampkopodobne.Spod marynarki,która jest rozpięta,wystaje podkoszulka z namalowaną kartą tarota-Śmierć.

ORAZ:

Zbynio Chór,Sprzątacz,Pociągator Kurtyny.

Rzecz dzieje się w miejcowości Pyry Gotyckie pod Raciborzem.

PROLOGOS.

Kurtyna wciąż zasłonięta.Publika siedzi zniecierpliwiona.Jakiś starszy facio sprząta ścieżkę pomiędzy pierwszym rzędem,a sceną już od jakichś 7 minut.Publika w oczekiwaniu na spektakl patrzy się głupio na sprzątacza.Porządniś nagle staje,odwraca się do osłupiałej publiczności i zaczyna przemawiać.

SPRZĄTACZ:-Witam Państwa w ten szczególny wieczór.Dziś będą Państwo świadkami niezwykłej sztuki pt.:”Xun”.Jest to najlepsza sztuka ,jaką kiedykolwiek miałem okazję kontemplować,może dlatego,że jest jedyną,o jakiej w życiu słyszałem(?).Będzie to historia niezwykła,mnie nawet śmieszyła,ale mówią,że jestem głupi,więc nie jestem chyba kompetentny.Szef kazał mi tu jednak wyjść i dopełnić formę.Nie jestem aktorem w tej sztuce,muszę się więc już z państwem pożegnać.Nie zobaczycie mnie już więcej.Ja tu tylko sprzątam.O!Słyszę,że Chór już gotowy,no to ja zmykam.Brawa!!!

PARODOS.

Odsłania się kurtyna.Ciemno.Jedyny reflektor oświetla tylko Zbynia Chóra,który przemawia natychmiast.

ZBYNIO CHÓR:-Cześć!Dziękuję mojemu poprzednikowi za przemiłe wprowadzenie do tej sztuki,która jest horrorem.Tak,proszę Państwa,nie ma lekko,ta sztuka to horrorystyczna wizja nieznanego,czegoś co będzie Państwu śniło się po nocach,a sny te mokre będą!!!Nazywam się Zbyniek Chór i poprowadzę Państwa przez fabularne zawiłości tekstu.

Zacznę od tego,że rzecz miała miejsce bardzo dawno,dawno bardzo temu w miejcowości Pyry Gotyckie.Jeden z naszych bohaterów,Zenon Bażant właśnie rąbał drwa do kominka tego samotnego wieczoru,kiedy jego żona wyjechała do sanatorium,syn zaś na obóz przetrwania.Najbliższe noce miał wiec spędzić sam i założył sobie,że wyremontuje w tym czasie chałupę.Nie wiedział jeszcze ,że nie dane mu będzie tego dokonać.Nie wiedział,że jego życie się znacznie odmieni.A wieczór tego dnia był złowieszczy.Dął silny wiatr,drzewa wiły się z bólu przez niego biczowane.W okolicy panowała zupełna cisza.Światełko z chatki drwala Bażanta rozrzucało tysiące cieni po ogrodzie.Największy z nich należał do samego Pana Domu,o wielkiej posturze,silnego,na pierwszy rzut oka niezłomnego mężczyzny.Rąbał drwa i nucił pod nosem swoją ulubioną piosenkę.Opuszczam Państwa na chwilę,ale obiecuję,że jeszcze przyjdę.Tymczasem zostawiam Was,sam na sam z tą tajemniczą historią.

(wychodzi).

EPEISODION no.1

Zapala się światło.Scena podzielona jest na dwie nierówne części.Z lewej przestrzeń wynosi ¼ całości,z prawej ¾ tejże całości sceny.Podziałka,będąca imitacją ściany drewnianej,wyposażona jest w drzwi.Lewa strona sceny przedstawia co następuje:jest to przestrzeń na powietrzu;zima,zamieć,wszędzie śnieg,jedna wierzba,drwal z gołym torsem rąbie drwa na opał i nuci.Prawa strona sceny to wnętrze jednego z pokoi chatki:stół,fotel,krzesełko;skromnie,ale ładnie,przy czym pokój ten nie kończy się,czyli znika wraz z głębią zascenia.

Zenon Bażant rąbie i śpiewa.

ZENON BAŻANT:-„Jak cudownie jest drwa rąbać

Kiedy żonka kąpie się

Gdy dzieciaki śpią,nie brzęczą

Kiedy świat dać wszystko chce

Kiedy słońce jest ksieżycem

W chatce komin kopci się

Kiedy grosz w kieszeni brzęczy

Wtedy wszystko cieszy mnie.”

(podchodzi Xun,z niewidzialnej głebi z lewa.Zenon stoi do niego tyłem,Xun klepie go w plecy.)

XUN:-Cześć.

ZENON:Cześć?Co cześć?!Kim jesteś?!Jak się tu dostałeś?!!!!

XUN:-Drogą lądową.

ZENON:-Myślisz,że to zabawne gnoju?Spadaj stąd zanim cie kopnę,albo zabiję!

XUN:-Drogi przyjacielu,myślę,że nie byłoby to najlepsze z możliwych rozwiązań.Daj mi się napić kawy i zjeść sushi,a może sobie pójdę.Mam poza tym ochotę na ping-ponga.

ZENON:(w stronę publiczności;obszerna gestykulacja)Słyszeli go Państwo?!Przychodzi do mnie,ni stad ni zowąd jakiś kurdupel i chce,żeby mu wszyscy wokół służyli.

XUN:Słyszeli.

ZENON:(odwraca się w kierunku Xuna)Co słyszeli??

XUN:Słyszeli,że przyszedłem do ciebie ,ni stąd ni zowąd.Widzieli,że jestem kurduplem i wiedzą,że chcę,żebyś mi służył.Nie są chyba głupi?

ZENON:No chyba nie.W końcu przyszli mnie podziwiać,nie?

XUN:Fajnie.(chwyta za ramię Bażanta)Prowadź przyjacielu do swych włości,bo mój brzuch spragniony gości.

ZENON:(odpycha Xuna)Zaraz!Puść mnie!Musimy najpierw coś ustalić,zanim cię ugoszczę w moim domu.Jesteś mi kompletnie obcy,kompletnie nic do ciebie nie czuję,najwyżej złość,kompletnie jesteś mi nie na rękę,ale jesteś kompletnie zdeterminowany,aby wejść tu do mnie,z butami w moją prywatność.To niecodzienna sytuacja,nieuważasz?

XUN:(rozgląda się wszędzie)Nieuważam.

ZENON:(na stronie)Słyszeliście go?!Bezczelny kitajec!Co on sobie myśli?Jak mam go spławić?Litość zakazuje mi bić.Jak dam mu się nażreć,to może zabierze to swoje zawszone żółte dupsko jak najdalej stąd!

XUN:Słyszałem.

ZENON:Co?Co słyszałeś?!

XUN:”Słyszeliście go?!Bezczelny kitajec!Co on sobie myśli?Jak mam go spławić?Litość zakazuje mi bić.Jak dam mu się nażreć ,to może zabierze to swoje zawszone żółte dupsko jak najdalej stąd!”

ZENON:To pomyłka.Te słowa nie dotyczyły ciebie,tylko...

XUN:...kogoś innego?

ZENON:Tak!Kogoś innego!No,chodź już,chodź,tylko zdejmij przed wejściem kozaki,bo dopiero odkurzyłem.Chcesz piwa?

XUN:Poproszę.(wchodzą do domu.Zenon idzie cały czas na prawą stronę sceny,aż w końcu znika.Xun zdejmuje kozaki i cały garnitur)Możesz dać mi szlafrok?Kapcie już znalazłem.(zakłada kapcie)

ZENON:(słychać głos)Szlafrok wisi na ściance przy drzwiach.....(krzyczy)Co?!(wychyla głowę,patrzy na Xuna,w końcu do niego podchodzi)Słuchaj,ty aby na pewno przyszedłeś tylko coś zjeść i zagrać w ping-ponga?

XUN:(przebierając się)W zasadzie,to przyszedłem tu z misją.Zaraz ci wszystko opowiem,tylko gdzieś usiądźmy.Pilnujesz żarcia?

ZENON:Pilnuję,pilnuję.Usiądź tutaj na krzesełku(sam siada na fotelu)i wyspowiadaj się.

XUN:(siada na krzesełku)Zacznijmy od tego,że nazywam się Xun...

ZENON:Miło mi,Zenon Bażant!(podają sobie ręce)

XUN:...i jestem rdzennym Niemcem.Moja matka była dobrą znajomą,znajomej matki Ksenofanosa Aryjczyka,tego sławnego producenta produktów AGD.Ojciec był synem mojego dziadka Lerhita Floda,zawsze jednak marzył o wyjeździe do Raciborza.

ZENON:I wyjechał?

XUN:Nie,niestety nie mógł zrealizować swoich marzeń.Miał wypadek.Filcował właśnie futro mamy,gdy dostał granatem w skroń.Skroń była jego piętą Achillesową.Umarł na miejscu.

ZENON:Smutna historia.Ty wydajesz się być jednak zabawny.Wydaje mi się,że trochę źle cię oceniłem,ale mam nadzieję,że zaraz sobie pójdziesz.Sorry za szczerość,ale jestem strasznie zmęczony i zaraz idę w kimę.

XUN:Obawiam się,że nigdzie nie idziesz i że będziesz musiał wypić sporawą dawkę kawy.

ZENON:Nie rozumiem.Kim ty jesteś,że mi rozkazujesz?

XUN:Śmiercią.

ZENON:Co?Śmiercią?Jak?Gdzie?

XUN:Uspokój się.Nic ci na razie nie zrobię.Czuj się bezpieczny.Zaraz przeczytam ci oficjalną mowę,która ułatwia mi przeprowadzanie misji.

(Zenon siedzi i gapi się w Xuna z otwartą gębą.Xun, zaś wyciąga pismo i czyta.)

„W związku z zaistniałym przeludnieniem Ziemi,nakazuje się śmierci,w tym przypadku posłańcowi Xunowi,zarżnięcie co trzeciego jej mieszkańca.Reklamacji się nie uwzględnia.Życzymy miłego dnia.”

ZENON:Ale,ale dlaczego mnie?Dlaczego mnie przyszedłeś zabrać?

XUN:Jedno z was.Tę chatę zamieszkuje o ile mi wiadomo troje osób:drwal Zenon Bażant,jego żona Paszteciara oraz syn Ten.Przybyłem tu,aby zarżnąć jedną z tych trzech person,a przedtem każdą poznać i wybrać najodpowiedniejszą.Ty,jak mnie upewniłeś,jesteś Zenon Bażant,pytam się teraz wiec,gdzie pańska żona i syn?

ZENON:Żona wyjechała do sanatorium,a Ten na obóz przetrwania.Paszteciara wraca jutro,Ten pojutrze.Błagam,nie rób mi nic!(tuli się u stóp Xuna)Nie rób nic mojej żonie!(staje się mały,Xun wielki)Ja jestem artystą i jestem potrzebny światu.

XUN:Uspokój się.Nikt tu nikogo jeszcze nie skazuje.(Zenon całuje stopy Xuna.Xun głaszcze po głowie Zenona)

ZENON:(zrywa się)Proszę,usiądź tu na fotelu.Zaraz podam jedzonko,piwko i kawusię.Może chcesz cieplejsze kapciuszki i nie dziurawy szlafroczek?

XUN:(siada na fotelu)Obejdzie się.Podaj jedzenie i wyluzuj!Strasznie się ten stół chwieje,mógłbyś coś z tym zrobić.

ZENON:Już śpieszę,już śpieszę.(znika z prawej strony sceny.wraca z Biblią w ręku,rozrywa ją na dwie części,podkłada pod dwie nogi stołu.)No,już się nie chwieje.(znów wychodzi.przynosi jedzenie i picie.Xun będzie cały czas jadł w czasie rozmowy z Zenonem,który siada na krzesełku)

XUN:Mówiłeś,żebym nie zabijał ciebie i żony.Czemu nie wspomniałeś o synu?

ZENON:To nie jest mój syn.Ja jestem tylko jego opiekunem.To syn mojej żony i uważam,że jest nienormalny.To jakiś pasożyt,nic nie robi,śmierdzi,nie wychodzi ze swojego pokoju.Nawet na mnie nie spojrzy.Myślę,że jest zbyteczny na tej Ziemi,tylko ciągnie z mojej krwawicy.

XUN:Ale żonę kochasz...Za co?

ZENON:Tak,to najpiękniejsza kobieta jaką miałem.Wszyscy moi znajomi też tak mówią.Jest subtelna,mądra,tajemnicza,a przy tym niesamowicie wręcz urocza.Tak mnie podnieca każdy jej ruch!Nawet sobie nie wyobrażasz.

XUN:Swędzi mnie wewnętrzna strona prawego uda.Mógłbyś pomasować?

ZENON:Tak Panie.Już masuję.(jak mówi, tak robi)

XUN:Gdzie pracujesz?

ZENON:Teraz jestem bezrobotny.Straszne czasy nadeszły.Zostały mi już tylko trzy lata do emerytury,ale jestem bez pracy.Chyba już do żadnej się nie nadaję.Jestem w końcu artystą!

XUN:No,tak,tak!A przedtem,gdzie pracowałeś?

ZENON:W rzeźni.Już ją jednak zlikwidowano.

XUN:Z tego co wiem,to dwadzieścia lat temu.

ZENON:Nie pamiętam już ile.(spostrzega pomyłkę,masuje bardziej energicznie)

XUN:Dobra,już nie masuj.Siadaj!(Zgadnijcie co robi Zenon?:a.układa kostkę rubika;b.siada;c.kąpie się)Żarcie było potworne,muszę ci powiedzieć!

ZENON:Nie zabijaj!

XUN:...ale byłem tak głodny,że zjadłbym nawet kawior.Powiedz mi jeszcze,czy jesteś szczęśliwy?

ZENON:Nie wiem,czy jestem szczęśliwy ogólnie,ale przy żonie zawsze.Straszne czasy nadeszły.Politycy są głupi,wszyscy ciągną z mojej krwawicy.Czasem czuję się jak pies-kopany,poniewierany,rzucany w wir burzy śnieżnej.

XUN:No ,to jak jest ci tak źle,to może chcesz iść ze mną?

ZENON:Nie,broń Boże!Jestem potrzebny wielu ludziom,mojej żonie,mojemu pasierbowi,wyliczać by długo...Nie jestem zbyteczny.Jestem oparciem dla całej wioski,staruszkom ustępuję miejsca w tramwaju i wtedy jestem niesamowicie szczęśliwy,wręcz promienny,tak samo jak one.Poza tym ...artystą jestem!!!

XUN:Czyli możesz o sobie powiedzieć,że jesteś skrajnym filantropem?!

ZENON:Trafiłeś w sedno!Jesteś najniesamowiciej inteligentnym człowiekiem i wyrocznicą ,której mądrości nawet sołtys Raciborza nie podważy.Mój mentorze!(pada na kolana,udając że się ugina przed mądrością Xuna,wstaje jednak szybciutko,obolały i siada na krzesełku)

XUN:A pasierba,mimo jego wad i tak kochasz,pewnie?

ZENON:Ależ oczywiście!Jestem przecież wzorowym opiekunem!

XUN:No dobra.Nie mam do ciebie więcej pytań.Już krystalizuje mi się wizja twojej osobowości w moim umyśle.

ZENON:I jak?I jak?Podobam ci się?Nie zgładzisz mnie!

XUN:To się jeszcze okaże.Memento,że kiedyś mori i możesz spierdalać!Ja tu się kimnę na fotelu.W ping-ponga zagramy pojutrze.Jutro mam cię tu nie widzieć.Będę rozmawiał z twoją żoną,a nie z tobą.Żegnam ozięble!

ZENON:A może chciałbyś zaznać jeszcze przyjemności miłości francuskiej?Jestem w niej mistrzem!

XUN:A wiesz,chętnie!(Zenon podchodzi)Albo,może odwróć się i wypnij!

ZENON:(wypina się)Śmierć ma dziś wielkie serce.

(Xun kopie go w tyłek.Zenon leci daleko,znika z prawej strony sceny)

XUN:Wolę francuski futbol.

(KURTYNA.)

STASIMON PIERWSZY.

(Wbiega Z.Chór,biegnie, potyka się,robi przewrót w przód,żeby nie upaść,wstaje i zaczyna mówić,jak gdyby przed chwilą nie udowodnił,że jest pierdołą).

ZBYNIO CHÓR:Cześć!To znowu ja.Przed chwilą skończył się właśnie pierwszy epizodzik tej kapitalnej sztuki,za chwilę jej dalsza część.Wyobraźmy sobie,że nastał wieczór,a do domu przychodzi kobieta-żona Zenona Bażanta.Jakież jest jej zdziwienie,kiedy zamiast męża oglądającego telewizję,zastaje kogoś zupełnie obcego,drzemiącego cichutko na fotelu,rozłożonego z nogami na stole,żółtego,małego człowieczka!Wyobraźmy sobie!

Na razie znikam!

EPEISODION no.2

(z lewej strony powoli idzie kobieta i otwiera drzwi.zamyka drzwi. zdejmuje płaszcz.)

PASZTECIARA:Mężusiu!Mężusiu!Wróciłam.(spostrzega Xuna)Co pan?Co pan ty robi?Gdzie mój mąż?

XUN:Leżę w fotelu,a pani mąż zamknął się w garażu i rzeźbi coś z drewna.Niech pani usiądzie.Chciałbym porozmawiać.

PASZTECIARA:Najpierw,do cholery,niech pan mi wyjaśni,kim pan jest?

XUN:Nie kim,tylko Xun,raczej czym?Śmiercią!

PASZTECIARA:Przepraszam,nie dosłyszałam – śmieciem?

XUN:Rzeczywiście pani nie dosłyszała.Jestem aniołem śmierci.Przybyłem zabić.

PASZTECIARA:Ha,Ha,Ha.No to,żeśmy się ubawili...Niech pan mi udowodni.

XUN:No to niech pani siada i posłucha.(Paszteciara siada na krzesełku.Xun wyjmuje mowę i czyta) „W związku z zaistniałym przeludnieniem Ziemi,nakazuje się śmierci,w tym przypadku posłańcowi Xunowi,zarżniecie co trzeciego jej mieszkańca.Reklamacji się nie uwzględnia.

Życzymy miłego dnia!”(chowa mowę)

PASZTECIARA:Ale dlaczego mnie?Dlaczego akurat mnie masz zabić,a nie męża,albo syna?

XUN:A dlaczego nie?

PASZTECIARA:Ja jestem dobrą,słabą kobietą.Nie zniosę tego.Nie może mi pan tego zrobić.Akurat teraz,gdy w sobotę mam bal.Zawsze ludzi uszczęśliwiałam.Jestem filantropką.

XUN:Tak samo jak mąż?!

PASZTECIARA:Mąż filantropem?Pan raczy żartować.On nie potrafi nawet o mnie zadbać.Nie widzi dalej,niż na odległość własnego oka.Nie wie,czego potrzebuje tak delikatna i wrażliwa kobieta,jak ja.

XUN:A czego pani potrzebuje?

PASZTECIARA:Potrzebuję miłości,duchowych doświadczeń.On myśli,że jak da mi jakieś pieniądze,albo błyskotki,to będę szczęśliwa.Złudne przekonanie!Rzygam materializmem!Wzrok permanentnie kieruję ku wartościom wyższym,ku Bogu!

XUN:Tak,to ładnie z pani strony.A zawsze pani daje dużo na tacę?

PASZTECIARA:Och,tak!Gotuję niesamowicie obficie.Często sobie od gardła jedzenie odejmuję,by mój mąż i syn mieli co zjeść.Zawsze też robię rundkę po sąsiadach,sprawdzam,czy aby na pewno nie są głodni lub spragnieni rady.

XUN:Rzeczywiscie jest pani filantropką.A pracuje pani gdzie?

PASZTECIARA:Obecnie nie pracuję.Zajmuje się domem i wychowuję tego małego pasożyta,który się tu chowa.

XUN:Mowa o...

PASZTECIARA:Tenie.To dziwny chłopak.Czasem wydaje mi się,że jest nienormalny.W ogóle nas nie słucha.Tylko leży i nic nie robi.Mój mąż to też niezłe ziółko.Rankami gdzieś wychodzi,wieczorami wraca i nie mówi gdzie był!Czuję się taka opuszczona.Potrzebuję prawdziwego męzczyzny,takiego jak...Takiego jak pan na przykład.No,nie jest pan może zbyt urodziwy,ale ma pan zniewalające kciuki.Ssałabym je najchetniej bez przerwy,a one muskały by skórę wnętrza moich ud.(na razie muska je sama)Aż w końcu,w tej erotycznej igraszce,dopadłyby mego łonowego wzgórka,a ja zaginęłabym w ekstazie.(udaje orgazm)

XUN:Ojojoj!Naprawdę?Zarumieniłem się chyba.Widzę,że mówi pani poważnie

PASZTECIARA:(mało nie pęka ze swej radości i z poczucia,że jest najinteligentniejszą z przebiegłych lisic)Jak najbardziej!

XUN:Wróćmy jednak może do rozmowy,bo jedno mnie interesuje.Szuka pani odmiany,ale przecież kocha pani męża?

PASZTECIARA:Oczywiście,że kocham.Jestem,przecież dobrą żoną.

XUN:A syna?

PASZTECIARA:Oczywiście,że kocham.Jestem,przecież dobrą matką.

XUN:A samą siebie?

PASZTECIARA:Oczywiście,że kocham,w pryzmacie franciszkańskich ideałów.

XUN:Rozumiem.A co pani robi w chwilach relaksu?

PASZTECIARA:Pochłaniają mnie romanse.Harlequiny znaczy się...Uwielbiam je czytać,to najlepsza rozrywka dla duszy.Lubię też zdrową kąpiel w mleku.

XUN:Kąpie się pani w mleku?!

PASZTECIARA:Tak.Krowa wyrabia 613% normy,a mleko szybko się psuje.Wykorzystuję więc nadwyżkę.Może chce pan pomoczyć swoją nagość w mleku,w moim towarzystwie rzecz jasna?

XUN:Nie,dziękuję.Nie lubię mleka.

PASZTECIARA:A kobiety?Lubi pan kobiety?Czy tam na górze,również oddaje się pan dzikim rozkoszom?

XUN:Lubię.Tak samo jak pani kokiety.Brzydzę się takimi kobietami jak pani,pani Bażantowa.A propos,tam na górze związki heteroseksualne należą do rzadkości .

PASZTECIARA:Czy to znaczy,że mnie pan zabije?

XUN:To nic jeszcze nie znaczy,ale kto wie?kto wie?Jutro,gdy wróci pani syn,ma pani zniknąć,zaszyć się gdzieś.Chcę z nim porozmawiać na osobności.Rozumie pani?

PASZTECIARA:Rozumiem,tak samo jak to,że pan mnie nie polubił.Takiej bezbronnej,wrażliwej,cieplutkiej jak sweterek owieczki.(wstają oboje)

XUN:Ależ,że się panią brzydzę,to nie znaczy,że pani nie lubię.Gdyby nie istniały takie kobiety jak pani,to dowcip ogólnoludzki w ogóle by nie istniał.

PASZTECIARA:(na stronie)Ja po polsku,on po chińsku.(do Xuna)Czy to wszystko,czego chciał pan się ode mnie dowiedzieć?

XUN:Zdecydowanie!Może pani stąd zabrać już tę tłuściutką dupcię na zimowisko.(odprowadza ją do drzwi wyjściowych)

PASZTECIARA:(zakładając płaszcz)Jak to tłuściutką?Czy jestem gruba?!Niech pan pozwoli mi się zważyć!!!Cholerny kitajec!23 minuty bez seksu i już przytyłam 9 kilo!

XUN:(wypuszcza ją)Żegnam!Żegnam!Do widzenia!(zapala cygaro,zaciąga się)Ech!Jaka głupia ta sztuka!

(KURTYNA)

STASIMON DRUGI.

(niepewnym krokiem wchodzi Z.Chór.ma kołnierz z gipsu na szyi)

ZBYNIO CHÓR:Czołem!Kazano mi skomentować dotychczasowe wypadki tej sztuki,więc spróbuje temu sprostać.Mam ułatwione zadanie,bo dotychczas zdarzył się tylko jeden wypadek.Biegłem,bowiem i potknąłem się.HA HA HA.Bawimy się!Meksykańska fala!Żartuję oczywiście,a żartownisiem jestem wzorowym.Lubię gry słów.”Wypadki tej sztuki”.Pardon.(wyjmuje chusteczkę i ociera łzy)To zabawne.

Poważnie jednak,proszę Państwa,radzę zauważyć,jak zachowują się Państwo Bażant wobec śmierci,a jak śmierć wobec nich.Czyż to nie jest cudowne,że taki maleńki tytulik-śmierć,może oddziaływać z taką siłą na obecnych.Przezabawne.

A tak mniej poważnie,to myślę,że ci co kazali mi komentować uważają siebie za idiotów,lub nie uważają tylko nimi są,gdyż chyba sądzą,że Państwo są debilami,żebym musiał Państwu tłumaczyć to co oczywiste.No chyba,że ktoś z Państwa na sali nie zna j.polskiego,to wtedy mamy mały poblem,gdyż dubbingu,ani napisów nie zorganizowaliśmy.Ale,uspokajam,że jutro o tej samej porze,powtórzymy tę sztukę przetłumaczoną na starożytną grekę.Ale mniejsza z tym.Powinienem być śmieszny,ale nie jestem.Proszę mi wybaczyć,ale dopiero się uczę,dlatego cały czas się potykam.

Jeszcze nigdy nie występowałem przed tak gromadną publicznością,tak kapitalnie wyglądającą i tak promieniującą wręcz pięknem,że nie powiem seksapilem.

(zaciera ręce)

Po sztuce zapraszam wszystkich do mojej garsoniery na małą orgietkę.No,może...oprócz ciebie chłopczyku...Tym samym dziękuję wszystkim za wysłuchanie mnie,a ponieważ eksperymentuję teraz z wyłączaniem mózgu,toteż tym większe Państwu brawa się należą.Tak,tak,bez fałszywej skromności.Kochamy wasze grosze,to znaczy dusze...I do widzenia!!!Rozejść się!Kurtyna!

(KURTYNA)

(KURTYNA)

Żartowałem oczywiście.To przecież jeszcze nie koniec.Ten dowcip wymyślił mój przyjaciel,genialny wręcz komik-proszę o brawa,lub gromkie ole!Oto on – Pociągator Kurtyny!!!(wchodzi grubas)

POCIĄGATOR:Zginam się wpół!

ZBYNIO CHÓR:Cześć gruby,masz jakieś przecieki,co do dalszej części spektaklu?

POCIĄGATOR:Tak,mam...

Z.CHÓR:Strzelaj!(klepie przyjaciela)

POCIĄGATOR:Będę pięć razy pociągał!

CHÓR:Chyba mózg ci przecieka,jak niezatkana dziewka!Już cię nie widzę!(grubas wraca powoli skąd przyszedł)Zaraz będziesz musiał ciagnąć,turlaj się więc szybciej!

A my,drodzy Państwo,powracamy do tajemniczej historii rodziny Bażantów.Zbliżamy się już do jej kulminacji,a teraz czas na syna Państwa Bażantów-Tena.Przeczytam teraz to co stoi o nim w scenariuszu.Nie zdążyłem się bowiem nauczyć.(wyciąga kartkę) Jest to pięcioletni chłopiec o nadwrażliwej osobowości,wizjoner,stańczyk,poeta przeklęty,genialny siatkarz i niezły saneczkarz.Niepotrzebne skreślić.Oto przed Wami – Ten,na którego czekacie,ten,o którym tyle już mówiono,ten,na którego czeka śmierć,Panie i Panowie oto ten,który jest chłopcem piecioletnim,a jednocześnie wizjonerem,stańczykiem,poetą przeklętym,genialnym siatkarzem i niezłym saneczkarzem,oto – on!

(z lewej strony,tam gdzie zewnętrze domu, wyłania się mały chłopiec i idzie powoli w kierunku drzwi)A ja mówię na razie i do exodosu!Mnie nie ma!

(KURTYNA)

EPEISODION no.3

(Chłopiec staje w kierunku publiczności i deklamuje wierszyk,gdy skończy deklamować włazi do domu)

TEN:”Mam nerwicę Tłumie!

Nie piję już łyżeczką

Mam nerwicę Tłumie!

Nie noszę już czapeczki

Mam nerwicę Tłumie!

Za małe już łóżeczko

Mam nerwicę Tłumie!

Zbyt kruche szklaneczki.

Mam nerwicę Tłumie!

Miast paznokci mięsko

Mam nerwicę Tłumie!

Wciąż pływam z deską

Mam nerwicę Tłumie!

Przystosować się nie umiem

Mam nerwicę Tłumie!

Jeszcze jezdem dziecko w sumie.”

(właśnie teraz wchodzi)

TEN:O,cześć Ksun.

XUN:Witaj Tenie,skąd mnie znasz?Ja ciebie nie pamiętam.

(Ten nie siada tylko krąży bez przerwy)

TEN:No,widzieliśmy się już kilka razy.Raz w ostrzu noża,raz w nurcie rzeki,a ostatnio,gdy miałem pogazową wizję.

XUN:A,nie,stary,to pomyliłeś mnie z kimś innym.Z moim bratem bliźniakiem prawdopodobnie.On się pisze przez Ks.

TEN:Ach,być może,właśnie przez ks chciałem wymawiać.

XUN:Dowcipne,ale przyznaj się,czy to nie ty nawiedzasz nas w niebie swymi wierszykami i pieśniami.

TEN:Zdarza się.

XUN:Pamiętam jeden z nich.Czekaj!Jak to było:

„Być ze śmiercią za Pan brat

Poznać przez śmierć inny świat....

TEN:...Śmiercio bądź mi ku pomocy

Gdy ten marazm będę broczył!”Tak napisałem go cztery lata temu,na moim pierwszym obozie przetrwania.Powiedz mi,po co tym razem przyszedłeś?

XUN:Przeczytam ci.(czyta mowę)Jak myślisz,kogo powinienem ze sobą zabrać z waszego domu?

TEN:Z ich domu powinieneś zabrać mnie.

XUN:Dlaczego akurat ciebie?

TEN:Bo oni już zgnili.Ja gnić nie chcę,nie zamierzam i stanowczo nie będę.Wszelką formą gnicia się brzydzę i chcę umrzeć jako Totalny Dzieciak.Wierzę,że w niebie nie będę musiał zabić swojej dziecięcej wolności,jedynej rzeczy,w którą wierzę.Zrozumiałeś coś z tego?

XUN:Jak najbardziej.

TEN:No widzisz?I jesteś pierwszy,który mnie rozumie,stąd moje wnioskowanie o zarżnięcie mnie dzisiaj i to jak najszybciej.Please!

XUN:Spokojnie Tenie.Przybyłem tu,aby się czegoś o tobie dowiedzieć.To nie może być pochopna decyzja,mimo,że już dostałem odgórne wskazówki.

TEN:No,tak,rozumiem,ale postaw się w mojej sytuacji.Ja jestem kompletnie nieprzystosowany do życia w społeczeństwie i jestem totalnie nim zdegustowany.Pragnę miłości,ale jestem jeszcze dzieckiem.Kobiety nie traktują mnie poważnie.Jestem więc buntownikiem nie z wyboru,ale z musu,ale nie dekadentem.Wierzę w ciebie i twoję ramię,które skieruje mnie gdzieś,gdzie jestem tylko w śnie.Nie będę cię tu błagał,ani przekonywał,że to ja jestem najlepszym kandydatem,ale tak jest.Jestem bezużyteczny jak te obozy przetrwania,odwrotnie niż ten gnój,który się wszędzie wala,a który niezłym nawozem będzie.Bo gnój na gnoju przecież nie urośnie.Raczej wyrośnie na nim tulipan i róża.Gnój jest potrzebny,by błędu nie popełnić.I ja nie zamierzam uczyć się na błędach swoich,tylko uczę się na błędach gnoju,dystansując się.

XUN:Jak możesz o ludziach mówić,jako o gnoju!

TEN:To taki mój dziecięcy słownik,przyjmijmy na to.Takie moje gaga-guganie.

XUN:Ciężko jest mi jednak ciebie pojąć,ale trza przyznać,że jesteś ciekawy.A co możesz powiedzieć o ojcu i o matce?

TEN:To nie są moi rodzice.Kupili mnie.Ja jestem wytworem wątpliwej ludzkiej wyobraźni,głupoty i techniki,a nie rytmicznych podrygiwań stękających ciał.

XUN:Oni twierdzą,że cię kochają...

TEN:Oni mnie nie obchodzą.Nie widzę ich.Są mi obojętni.Ona to zawszona dziwka,te jej brzęczenie kolczyków doprowadza mnie do kurwicy.Śmierdzi mlekiem i z japy grzybem.On zaś jest alfonsem i to,o zgrozo!,alfonsem zazdrosnym.Myśli,że jest największym twardzielem na ziemi i wiecznie tylko liczy jakieś procenty.Ostatnio wysłali mnie do grania w reklamówkach.Była nawet zabawa,ale kasy,kurwa,nie zobaczyłem!(zdenerwowany)Masz fajka?

XUN:Proszę.

TEN:(zaciaga się)No tak,widzisz Xunie,tak wygląda mój pseudoazyl.Nie dość,że są głupi,to jeszcze nudni.A nuda to już gwóźdź do mojej trumny.

XUN:Wysłuchałem cię,ale nie podzielam wszystkich twoich opinii.Rozumiem ,że poddałeś się emocjom...

TEN:Mój mózg to jedno wielkie kłębowicho emocji.

XUN:...wstrzymaj jednak swój rzyg na chwilę i przyprowadź tu do mnie Zenona i Paszteciarę.Nadchodzi piece-de-resistance tej magicznej sztuki.

(Ten podchodzi do drzwi i je otwiera i krzyczy)

TEN:Mamusiu!Tatusiu!(wysokim głosem,ironicznie.spluwa)Chodźta tutaj,bo Pan Xun kulminuje.(zamyka drzwi)Zrobię sobie kawy.

XUN:A rób sobie,rób.I zrób jeszcze dla mnie.

(Xun znika z prawej strony sceny.Do pokoju wbiega Zenon,przez drzwi)

ZENON:Xunie,Xunie,patrz co dla ciebie zrobiłem,to z całego mojego pikajacego serducha,skierowanego w twoją stronę.(podaje pień)

XUN:Przecież to pień!

ZENON:Tak,wyrzeźbiłem dla ciebie najwyższy,pień z drzewa dębowego.Czyż nie jest wspaniały?

(wbiega Paszteciara)

PASZTECIARA:Realistyczne gówno!Patrz co ja mam dla ciebie,mój Xunie najdroższy.Oto unikatowy łańcuszek na szyję dla ciebie,stworzony z łańcucha górskiego.Czy możesz uwierzyć w to,że istnieje coś tak nieskończenie pięknego?To dla ciebie, proszę.

(Xun nie przyjmuje gestem ręki.Powraca Ten.)

XUN:A ty ,Tenie,też masz coś dla mnie?

TEN:Tak,to kawa dla ciebie.(stawia kawusię na stoliczku)Nie wiem,czy nie za słodka.

XUN:Posłuchajcie mnie.Podjąłem już decyzję.Na wstępie powiem,że brzydzę się wszelką formą przekupstwa,ale nie wziąłem tego dzisiaj pod uwagę.Ja nie oceniam czynów(często będących na pokaz),tylko głębię duszy człowieka.

PASZTECIARA:No to wygrałam w przedbiegach!

ZENON:Xunie.Mów,że na przykład ten,a ten przegrał,bez cackania się.Zaczynamy się z żoną niecierpliwić.

XUN:Podjałem decyzję,że zagracie w ping-ponga,w wariata mianowicie.Kto pierwszy odpadnie idzie ze mną.

ZENON:To skandal!Los ma kierować ludzkim losem.To niewyobrażalna niegodziwość z twojej strony,Xunie!

PASZTECIARA:Zamknij się i zacznij się rozgrzewać.

(Ten przesuwa stół i fotel i razem z Xunem przynoszą zza sceny stół do gry w ping-ponga,paletki i piłeczkę.Xun siada na fotelu.Zenon,Paszteciara i Xun wokół stołu stoją)

XUN:Proszę,o to piłeczka i zaczynajcie!

(Z. i P.podekscytowani,Ten chwyta paletkę drugą stroną)

PASZTECIARA:Ja zaczynam,wszak kobietą jestem.

(Paszteciara serwuje,Zenon odbija piłkę,ale Ten się nawet nie rusza.Z. i P. się cieszą,całują się i ściskają)

PASZTECIARA:Ha!Ślepa kura!Przegrałeś!Przegrałeś!

ZENON:UHAHAHA!Piona,kurde,stara,przetrwaliśmy!Idziemy na bal!

XUN:(obejmuje ramieniem Tena)Chodź Tenie,musimy już iść.

TEN:Mogę się nie pożegnać z nimi.

XUN:Możesz.(wychodzą z domu)

TEN:Pięknie wyglądają wierzby tej zimy,no nie?

XUN:Płaczą z twojego powodu Tenie,z twojego powodu...tęsknią.

(no i znikają z lewej strony sceny)

(KURTYNA)

EXODOS.

(wychodzi Xun,ciemność.reflektor tylko na Xuna)

XUN:Ponieważ Zbyniek Chór wyszedł do domu,nie wiadomo dlaczego,ja muszę zakończyć tę sztukę.Mam nadzieję,że się Państwo dobrze bawili.Ponieważ jestem śmiercią,mogę Państwu zdradzić dalsze losy bohaterów,czy chcą Państwo?

Poczekajmy jednak chwileczkę,aż ten pan wyłączy komórkę.(cisza)Dobry zasięg?Dobra...A więc było tak.Proszę sobie wyobrazić,że planeta Ziemia była tylko próbką wynalazku Boga.Bóg w akcie segregacji miał zwyczaj umieszczać,to co widział,że jest dobre nad ziemią,a to co widział,że jest złe,pod ziemią umieszczał.Ziemię,będącą wtedy,w czasach akcji sztuki,jeszcze tylko próbką powtarzam,musiał w końcu całkowicie wyludnić.Tylko 1/3 ludzkości była dobra-śmierć ją zabrała,jak Tena ja.Tornado przybyłe wciągnęło najpiękniejsze zjawiska natury i kultury.Zenon i Paszteciara,w swej bezczelności,zrozumieli,że wygrali i,że wszystko co nie potrzebne,zabrało tornado,jako ramię śmierci,a ich ominęło,bo mają przetrwać,jako przykład.Nie wiedzieli bowiem jeszcze o tym,o czym państwo już wiecie.O tym,że Bóg jest wynalazcą,a Ziemia to jego pole doświadczalne.Jakież było więc zdziwienie Państwa Bażantów,gdy ziemia się pod nimi rozstąpiła i kazała masować swoje jedyne jądro!Tak!Bó ,to co złe,umieścił pod ziemią,również w tym celu,żeby nie wstydzić się podczas cyklicznego konkursu Bogów Wynalazców.Cały powód mojej misji,to starania Boga,a ja jako jego ramię,realizowałem jego misję.Ponieważ już wcześniej złożony projekt naszego Boga bardzo przypadł do gustu komisji eliminacyjnej,Bóg natychmiast zajął się uprawą ziemi,jak dobry ogrodnik zebrał plony,zniszczył chwasty.Przy pomocy Tena i innych aniołów przygotował ziemię do kolejnych zasiewów.Tym razem nie zaczął od osetu.Tym razem zaczął od tulipana i róży.To idealne boskie dzieło wygrało konkurs,a jego wynalazek wciąż istnieje nie zniszczony.Wbudowany system samokontroli chyba się jednak starzeje...

Bez obrazy.Do widzenia i dziękuję.

Koniec.

(KURTYNA)

Odpowiedź na pytanie:Co robi Zenon Bażant?(Epeisodion number one)

Rozwiązanie:Je kanapkę z kiślem.(albo i co innego!Popuść wodze fantazji Drogi

Czytelniku!)

Kabul ,listopad-grudzień 2001.


słaby 9 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
Maciej Dydo Fidomax
Maciej Dydo Fidomax 11 kwietnia 2002, 19:05
noo kaszor donald aka piotrek kalisz doczekał się publikacji na wywrocie.. ja proszę państwa wiedziałem, że chłopak jeszcze da radę się przebić przez mój subiektywny rzyg pseudo-krytyka :P no i udało mu sie.. jest dobrze.. akcja toczy się wartko, na tyle, żeby przyćmić sobą niektóre mało oryginalne pomysły, dialogi są w porządku, choć w paru przypadkach aż bolą, po za tym trochę literówek.. ogólnie.. sztuka nie tyle z polotem ile z jajem.. miło się czytało.. czekam na kolejne lepsze teksty "binio billa" :))
554 wyświetlenia
przysłano: 11 kwietnia 2002

kaczor donald

36
1 tekst
jestem Bogiem,tylko nie mówcie nikomu,bo nie mam siły wyjaśniać,że Chrystus to ściema.


Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło