Łóżko (dramat)

RogeeR

MAMA: Co robisz syneczku? Dlaczego wpatrujesz się w ten wyłączony telewizor?
„Łóżko”

Akt 1 (i ostatni)

Scena 1(i ostania)

Mały pokój z łóżkiem, biurkiem, krzesłem, niewielką szafą, telewizorem, magnetofonem, na ścianach różne plakaty. Łóżko stoi przy ścianie z oknem, przez które widać bloki mieszkalne. Na łóżku leży młody człowiek lat ok. osiemnastu. Wpatruje się w wyłączony telewizor. Wchodzi do niego Mama.

MAMA: Co robisz syneczku? Dlaczego wpatrujesz się w ten wyłączony telewizor?

SYNECZEK: Mamo nie przeszkadzaj jestem zajęty rozważaniami!

MAMA: A co ty masz do rozważania? Ty się lepiej weź do nauki jutro masz sprawdzian.

W tym momencie za oknem widać głowę człowieka przebranego za smoka. Zagląda z ciekawością przez okno. Ma zielony strój i w miejscu gdzie smok ma paszcze widać jego twarz. Po chwili smok się chowa.

MAMA: Co to było?

SYNECZEK: A to.... to był mój wyimaginowany smok, uczę go latać więc posadziłem go na balkonie. Bo smoki przecież latają prawda?

MAMA: Ależ tak syneczku jeśli mają skrzydła. A powiedz mi skąd go wziąłeś? Sam przyszedł? A może wykluł się z wyimaginowanego jaja, lub może przyniosła go dobra wyimaginowana krwiożercza wróżka?

SYNECZEK: Ależ Mamo czy ty się na niczym nie znasz? Smoki się biorą z ludzi tak po prostu. Leżałem sobie pewnego dnia na łóżku gdy postanowiłem mieć smoka i sobie go wyimaginowałem.

MAMA: Dobrze tylko jak ci ucieknie tak jak ten kot to będzie to tylko i wyłącznie twoja wina. A w ogóle to przyszłam ci powiedzieć ,że jest obiad i masz zaraz przyjść go zjeść

SYNECZEK: Dobra, dobra ... a teraz proszę wyjdź bo chcę dalej rozważać sprawy wielkiej wagi.

Mama wychodzi. Syneczek unosi rękę i otwiera okno nie ruszając przy tym resztą ciała. Smok znowu zagląda do środka i pakuje się niezdarnie przez okno. Spada na łóżko, później na podłogę, podnosi się i zwraca się do Syneczka.

SMOK: Witaj panie co porabiasz?

PAN: A tak sobie rozważam. Jak ci szła nauka latania?

SMOK: Nienajlepiej, nie mogłem sobie wyimaginować skrzydełek.

PAN: No trudno ... będziesz moim wyimaginowanym smokiem nielotem.

SMOK: Dobrze, ja się na to zgadzam. A co będę robić jak nie będę latać?

PAN: Będziesz jedną z głównych postaci dramatu dobrze?

SMOK: No dobrze. Nie wiem co to ale brzmi fajnie.

PAN: No pewnie ,że jest fajne. Weźmy na przykład mnie. Ja jestem postacią w dramacie i wcale nie muszę się wysilać. Tylko leżę na łóżku i wygłaszam głupie kwestie. Autor też się nie wysilił, wziął napisał parę głupich linijek, zgarnął kasę i poszedł pić. To dlatego wyglądasz jak głupi facet w przebraniu a nie jak prawdziwy smok.

SMOK: Nie rozumiem za bardzo. Ale to dobrze tak?

PAN: No wiesz może tak niezupełnie ale da się przeżyć.

SMOK: To dobrze bo już się przestraszyłem.

PAN: No dobrze skończmy już tę głupią rozmowę.

Chwila milczenia. Pan spogląda przez okno.

PAN: A ten na tym dachu co robi?

SMOK: Krzyczy.

PAN: Co krzyczy?

SMOK: O tym ,że trzeba zabić cara , nauczać biednych , że kobiety to zło , że trzeba zrobić rewolucję, przeciwstawiać się formą, wymordować wrogów i mieć wszystkie reguły pisania w głębokim poważaniu.

PAN: Jak ja nie lubię takich ludzi. Myślą, że jak coś powiedzą i napiszą to jest to wielkie i ludzie będą to robić będą to robić. Jesteś dobrym smokiem?

SMOK: Chyba tak, jeśli tak mówisz.

PAN: Każdy dobry smok, zjada ludzi i inne rzeczy. Więc jako, że jesteś moim dobrym smokiem idź zjedz tego człowieka.

SMOK: Dobrze...ale jak ja się do niego dostane? Przecież nie latam.

PAN: Wyjdziesz stąd, zjedziesz windą, pójdziesz do tamtego bloku wjedziesz windą na najwyższe piętro, wejdziesz na dach i później go znajdziesz zjesz i wrócisz tą samą drogą.

SMOK: Dobrze...a jeśli bym zapomniał?

PAN: To po to właśnie masz komórkę by do mnie zadzwonić.

SMOK: No to idę...

PAN: No to idź.

SMOK: Już idę .

PAN: Już idź .

SMOK: Idę.

PAN: Idź.

SMOK: Ale ja się boję.

PAN: Czego?

SMOK: Tego ,że nie będę umiał go zjeść.

PAN: Spokojnie, musisz tylko otworzyć paszczę i go ugryźć.

SMOK: No dobrze, ale jakbym zapomniał to zadzwonię.

Smok wychodzi z pokoju. Chwila ciszy po czym spod łóżka wyłania się Święty Mikołaj. Jest on raczej chudy, by mógł zmieścić się pod łóżkiem. Wysuwa się tylko do pasa. Patrzy chwilę na Pana.

ŚWIĘTY MIKOŁAJ: Królu łóżka mogę wyjść?

KRÓL: Nie, masz siedzieć pod łóżkiem do końca tej opowieści.

ŚWIĘTY MIKOŁAJ: A ile jeszcze tego nędznego opowiadania zostało?

KRÓL: Nie wiem, może kilka stron. Będzie trwać do póki autorowi się pomysły nie skończą. Osobiście mam nadzieje ,że szybko i ze szczęśliwym zakończeniem. Wiesz może, to że wyszedłeś było kulminacyjnym momentem sztuki? Schowaj się z powrotem pod łóżko to może się skończy.

ŚWIĘTY MIKOŁAJ: Wiesz nawet możesz mieć rację, schowam się z powrotem a potem wyjdę dobrze?

KRÓL: Dobrze, to się chowaj a ja ci powiem czy się skończyło.

Święty Mikołaj się chowa pod łóżko.

GŁOS ŚWIĘTEGO MIKOŁAJA SPOD ŁÓŻKA: Skończyło się?

KRÓL: Niestety nie, ale może musisz tam trochę posiedzieć by się skończyło.

GŁOS ŚWIĘTEGO MIKOŁAJA SPOD ŁÓŻKA: Dobrze ja tutaj będę siedzieć a jak się skończy to mi powiedz.

KRÓL: No dobrze ale teraz siedź cicho i się nie odzywaj.

Gdy Święty Mikołaj się chowa pod łóżko, wchodzi znany wam Józef K.

JÓZEF K.: Cześć braciszku.

BRAT: Cześć. Co tam u ciebie?

JÓZEF K.: Właściwie nic takiego, ktoś mnie wsypał i mam proces.

BRAT: Znowu? Tyle razy ci mówiłem, że marnie skończysz jak będziesz dalej prowadził te ciemne interesy!

JÓZEF K.: Spokojnie, już ja sobie znajdę jakiś sposób na obronę, właściwie już sobie znalazłem. Właśnie w tej sprawie przyszedłem. Masz może jeszcze gdzieś tą wyimaginowaną siostrę co sobie kiedyś wyimaginowaliśmy jak nie mieliśmy komu dokuczać?

BRAT: Gdzieś powinna być, zobacz w tamtej szafie.

Józef K. Podchodzi do szafy, szpera w niej. Zaczyna dzwonić telefon. Brat wyciąga komórkę z lewej kieszeni spodni.

BRAT: Tak słucham? Nie powiedziałem jak wrócić? No musisz zjechać windą, wyjść z bloku, wejść do mojego bloku, wjechać windą i przyjść do mnie. Teraz rozumiesz? To dobrze. Na razie.

Józef K. wyciąga z szafy dziewczynę w ubraniu małej dziewczynki. Jest ono troszkę za małe dla niej.

JÓZEF K.: Troszkę się zakurzyłaś ,ile tu już leżysz ? Z piętnaście lat ? Nieważne teraz, będziesz moim świadkiem. Będziesz zeznawać na moją korzyść. Na przykład ,że tej nocy byłaś ze mną i było naprawdę...

BRAT: Proszę daruj szczegóły, weź ją i wyjdź stąd. Byłbym jeszcze zapomniał „Ty mi się tu nie wymądrzaj K.!”

JÓZEF K.: No tak przecież nie mógłbym wyjść bez tego. Dzięki za wszystko. Do zobaczenia.

Józef K. wychodzi z dziewczyną. Chwila ciszy. Wchodzi Smok z butem w paszczy. Wyciąga go i mówi.

SMOK: Zjadłem go tak jak chciałeś. Nawet mi w tym pomógł. Stwierdził ,że nic wielkiego nie stworzył i sam mnie dokładnie poinstruował gdzie mam go ugryźć by najbardziej cierpiał. No to go pogryzłem. Panie żałuj ,że cenzura wycięła scenę jedzenia, była świetna.

PAN: Ach ci artyści, zawsze sobie wyobrażają ,że są wspaniali , jedyni, niepowtarzalni i utalentowani. Same miernoty i beztalencia. Chcą być wielkimi umiejąc napisać nędzne wiersze, opowiadania czy dramaty. A wszystko to utrzymane w konwencji groteski i absurdu. Przecież każdy może usiąść, napisać to co mu właśnie wpadnie do tej zaśmieconej głowy i nazwać to wielką sztuką. Ja właśnie dlatego nie zostałem artystą. Z moim talentem mógłbym dopisać resztę tej nędznej sztuki, której i tak nikt by nie docenił oprócz ciebie Smoku bo ty uważasz ,że we wszystkim jestem najlepszy. Zgadzasz się ze mną Smoku?

SMOK: Tak...właściwie to się zgadzam.

PAN: To dobrze. I właściwe tu mogłoby się to wszystko zakończyć ale nikt nie wie co temu cholernemu autorowi wpadnie jeszcze do głowy.

GŁOS ŚWIĘTEGO MIKOŁAJA SPOD ŁÓŻKA: Już koniec?

KRÓL: Nie! Zamknij się i siedź tam! Zdenerwowałem się!

SMOK: Co to było?

PAN: Nic, tylko Święty Mikołaj pod moim łóżkiem.

SMOK: A co on tam robi?

PAN: Leży.

SMOK: A po co?

PAN: Leży tam dlatego bo autor sobie tak wymyślił. Chciał pewnie wprowadzić jakiś element nadzwyczajny, niepowtarzalny, taki którego nigdzie indziej niema. Ale jak widać mu nie wyszło, przez co mamy chudego Mikołaja leżącego pod moim łóżkiem. Lepiej by zrobił umieszczając zamiast niego na przykład pędzące przez pokój konie.

GŁOS ŚWIĘTEGO MIKOŁAJA SPOD ŁÓŻKA: Koniec?

KRÓL: Nie! Zamknij się bo zacznę skakać po łóżku, a później każe mojemu smokowi cię zjeść!

GŁOS ŚWIĘTEGO MIKOŁAJA SPOD ŁÓŻKA: To już się nie będę odzywał ale powiesz mi jak już będzie koniec tak?

KRÓL: Tak powiem ci tylko siedź już cicho!

SMOK: Ale co z tymi koniami?

PAN: Końmi Smoku, końmi. No więc byłoby to jakieś wyzwanie dla teatru by wystawić tę sztukę, byłby to jakiś symbol a takiego Mikołaja to znajdziesz w co drugim sklepie przed gwiazdką Zgadzasz się ze mną Smoku?

SMOK: Tak...właściwie to się zgadzam.

PAN: To dobrze. Jesteś jednak fajnym smokiem.

Wchodzi Mama. Patrzy chwilę na Smoka , później na leżącego Syneczka.

MAMA: Syneczku prosiłam na obiad.

SYNECZEK: Mogłabyś mi mamusiu przynieść obiad do łóżka?

MAMA: Ależ oczywiście. A twój smok nie jest głodny? Wygląda mi na bardzo głodnego bohatera nędznej sztuki.

do smoka PAN: Smoku jesteś głodny?

SMOK: Troszkę, tym artystą się nie najadłem.

do mamy SYNECZEK: Tak jest głodny weź go nakarm proszę.

MAMA: Chodź Smoku, dam ci tłuściutkiego poetę, który nic dobrego nigdy nie napisał i nie napisze.

Mama wychodzi ze Smokiem. Bohater zostaje sam.

do siebie BOHATER: Jak się tylko ta sztuka skończy to znajdę tego autora i mu pokażę. Wtrącić mnie w taką formę! Cholerna forma lenistwa!

Chwila ciszy

BOHATER: Chociaż może nie jest taka zła? Wszyscy ci usługują tylko troszkę jest nudno. Gdybym mógł włączyć chociaż telewizor. Właściwie nie jest tak źle lepsza ta forma niż forma śmierci. Wtedy się leży nie mówiąc ani słowa. Nic temu autorowi nie zrobię jeśli tylko czegoś głupszego nie wymyśli.

Wchodzi staruszka, w czarnej sukni.

STARUSZKA: Pamiętam dziecko podglądałeś mnie kiedyś.

DZIECKO: Ja? Pani się na pewno nie pomyliła?

STARUSZKA: Tak ty widziałam cię. Przebierałam się w pokoju gdy zobaczyłam cię patrzącego przez okno. Co mogłoby zwrócić większą uwagę niż moje piękne ciało?

DZIECKO: Ja pani nie podglądałem, jakbym to robił to teraz pewnie bym oślepł. I jeśli chce pani wiedzieć to patrzyłem na jakiegoś artystę. Ale niema co się nim już przejmować, rozkłada się właśnie w brzuchu mojego smoka.

STARUSZKA: W takim razie bardzo przepraszam za najście to się już więcej nie powtórzy.

Staruszka wychodzi. Bohater zostaje znowu sam.

BOHATER: No nie! Z tą staruszką już przesadził! Ale mu się dostanie!

Wchodzi z powrotem smok z obiadem dla bohatera. Stawia go na stoliku przy łóżku. Potem głaszcze się po brzuchu, pokazując jak się najadł.

SMOK: Ale się najadłem. Muszę przyznać ,że twoja mama umie wspaniale przygotowywać poetów w sosie wierszowym.

PAN: Tak moja mama ma talent do gotowania.

Smok zaczyna chodzić po pokoju widać ,że coś go gnębi. Próbuje coś powiedzieć ale się powstrzymuję, za którymś razem przełamuje się i mówi.

SMOK: Panie czy ja kiedyś też będę mógł napisać sztukę?

PAN: Napisać sztukę? Chyba za dużo zjadłeś artystów. Skąd taki pomysł?

SMOK: Tak mnie naszło. Chyba poczułem natchnienie.

PAN: Co? Ty poczułeś natchnienie? Ty? Ty nawet nie wiesz co to natchnienie. Tobie się tylko wydaję ,że to natchnienie! Sztukę napisać możesz, każdy może tylko ,że i tak będzie nędzna. Nędzna zupełnie jak ta! Teraz się opanuj!

SMOK: „Natchnienia”

Literki, cyferki, wzory

Wszystko dokładnie napisane stoi

Nic nadzwyczajnego w tym niema

Lecz odbiera poetom natchnienia

PAN: Smoku idź zwymiotuj tego przeklętego poetę! Mamo!

Mama wbiega do pokoju.

MAMA: Tak syneczku?

SYNECZEK: Kupiłaś zepsutego poetę, Smok choruję, zrób coś żeby zwymiotował.

MAMA: Już się robi.

Mama ze Smokiem wybiega. Słychać odgłosy wymiotów, po chwili wraca Mama prowadząc Smoka, trzyma się za brzuch, kiepsko wygląda.

SYNECZEK: I co udało się?

MAMA: Tak, miałeś rację ten poeta był zepsuty miał guza mózgu. Widziałem jak ten wyskoczył z paszczy Smoka.

SMOK: Kiepsko się czuję.

PAN: Znowu mój dobry Smok. Połóż się tutaj na podłodze, tak jak dobre smoki robią i sobie pośpij chwilkę to się lepiej poczujesz.

Smok się kładzie i zamyka oczy.

SYNECZEK: Dziękuję mamo ,że uratowałaś mi Smoka.

MAMA: Ależ proszę od czego są w końcu mamy.

GŁOS ŚWIĘTEGO MIKOŁAJA SPOD ŁÓŻKA: Już koniec?

MAMA: Co to?

SYNECZEK: Nic takiego tylko Święty Mikołaj pod moim łóżkiem.

MAMA: Nie jest czasem głodny?

KRÓL: Mikołaju jesteś głodny?

GŁOS ŚWIĘTEGO MIKOŁAJA SPOD ŁÓŻKA: Troszkę.

SYNECZEK: Jest troszkę. Może zje mój obiad? Ja go nie chce

MAMA: Dobrze.

Stawia talerz z jedzeniem na podłogę i wychodzi.

KRÓL: Mikołaj obiad na podłodze dla Ciebie leży. Jak jeszcze raz się odezwiesz to naprawdę dostaniesz! I ci nie powiem kiedy będzie koniec!

Talerz znika pod łóżkiem. Mikołaj mówi z pełnymi ustami.

GŁOS ŚWIĘTEGO MIKOŁAJA SPOD ŁÓŻKA: Dobrze już będę siedział cicho i spokojnie pod tym łóżkiem.

KRÓL: Mam nadzieję bo inaczej popamiętasz!

BOHATER: Już niedługo musi się to skończyć przecież ile można mieć absurdalnych pomysłów? Na pewno się ze mną czytelniku zgodzisz, że to zaczyna być nudne i zaraz musi się skończy. Ty masz jednak tę przewagę nade mną ,że możesz sobie przerzucić stronę i zobaczyć ile zostało do końca. Ja niestety tego zrobić nie mogę. Teraz będę trwał w tym wyczekiwaniu i jak wreszcie nadejdzie ten koniec to doznam takiej słodkiej ulgi. Gdy ten stan minie szybko pobiegnę do pokoju autora i mu pokażę co sądzę o jego dziele. Był już jakiegoś rodzaju punkt kulminacyjny więc na co jeszcze czekamy? Może dopiero będzie ten moment?

Zaczyna nucić

„W głowie się nie mieści ile zboczeń na tym świecie

W aptece cię otruli, zgwałcili w bibliotece

Oczy swe przymykasz gdy twoja dziewczyna

Zdradza cię co noc z dziełami Lenina”

BOHATER: Może zostanę piosenkarzem, pisać nie umiem, grać jak widać też nie to co mi zostaje?

Za oknem odzywa się chór kościelny, zza okna dobiega poświata, widać stopy później białą szatę, wreszcie do okna zagląda anioł płci pięknej.

BOHATER: Wreszcie może moment kulminacyjny może po tym się skończy.

Anioł włazi do pokoju oknem.

ANIOŁ: Witaj ukochany.

UKOCHANY: Witam. Dlaczego jestem ukochanym?

ANIOŁ: Jestem twoim aniołem stróżem, a wiesz zapewne ,że by zostać czyimś aniołem stróżem trzeba tego kogoś pokochać.

UKOCHANY: Właściwie nie wiedziałem. Tak w ogóle to ty jesteś aniołką a nie aniołem.

ANIOŁKA STRÓŻKA: Tak..... właściwie to masz rację.

UKOCHANY: Co masz mi do przekazania Aniołko Stróżko?

ANIOŁKA STRÓŻKA: Tak właśnie... hmm...no tylko co to było?

UKOCHANY: Nie! Niemów mi ,że zapomniałaś po co tu przyszłaś!

ANIOŁKA STRÓŻKA: O ja głupia nimfomanka! Jak to mogłam zapomnieć.

UKOCHANY: Zaraz każe mojemu smokowi cię zjeść!

ANIOŁKA STRÓŻKA: Dlaczego od razu tak drastycznie?

PAN: Smoku!

Smok się powili budzi, wstaję, wygląda na dość zdezorientowanego.

SMOK: Tak czegoś chciałeś panie?

PAN: Tak zjedz tę Aniołkę.

SMOK: Tylko ,że byłby jeden mały problem.

PAN: Jaki?

SMOK: Smoki nie jedzą aniołów ani aniołek. One są artystożerne a nie aniołożerne.

PAN: A mógłbyś ją chociaż pogryźć?

SMOK: Tak to by się dało zrobić.

UKOCHANY: Teraz mój Smok cię pogryzie.

ANIOŁKA STRÓŻKA: Nie wiesz ,że w żadnego rodzaju sztuce byle jaki smok nie może zjeść elementu boskiego.

UKOCHANY: Ach ja głupi! Zapomniałem! Że też ten przeklęty autor musiał wprowadzić element boski! Jeszcze mnie za to popamięta! I to jeszcze tak na siłę upchnięty! Nawet niema przesłania dla mnie. Mógłby przyjść i powiedzieć mi ,że takie leżenie ciągle w takiej pozycji jest niedopuszczalne bo każdy powinien pracować, a tak to daję zły przykład dzieciom. Ewentualnie ,że jest to niemoralne i dewotki na widowni się przez to gorszą. Coś mógłby wymyślić!

ANIOŁKA STRÓŻKA: Wiem! Miałam ci powiedzieć, że masz przestać pleść te bzdury o tym całym artyzmie bo to jest dosyć nudne.

UKOCHANY: Ach tak! No dobrze. To chodź się lepiej połóż koło mnie.

ANIOŁKA STRÓŻKA: Dobrze. Tyle lat na to czekałam.

Aniołka Stróżka się kładzie obok Ukochanego na łóżku.

PAN: Ty też się smoku połóż, prześpijmy się może wtedy to się skończy.

Leżą tak chwilę. Nagle spada duża litera „K” z nieba.

UKOCHANY: Co to spadło Aniołko?

ANIOŁKA STRÓŻKA: Nic takiego tylko literka „K”

UKOCHANY: A może się skończy. Powiedz mi jak następne spadną.

ANIOŁKA STRÓŻKA: Dobrze.

Z nieba spada litera „O”

ANIOŁKA STRÓŻKA: Spadło „O”

Spada „N”

ANIOŁKA STRÓŻKA: Spadło „N”

UKOCHANY: Wreszcie.

Spada „I”

ANIOŁKA STRÓŻKA: Teraz „I” spadło.

Spada „E”

ANIOŁKA STRÓŻKA: Spadło „E”

Spada „C”

ANIOŁKA STRÓŻKA: No i wreszcie spadło „C”

UKOCHANY: No dobra kończymy. Teraz tylko się ukłonimy i pójdę porozmawiać z autorem.

ANIOŁKA STRÓŻKA: Ale jeszcze się nie nacieszyłam leżeniem z tobą.

UKOCHANY: Spokojnie. Przyjdę do ciebie później wtedy się mną nacieszysz do woli.

Oboje wstają z łóżka.

PAN: Dalej Smoku wstawaj, kończymy.

Smok wstaje, na scenę wchodzi Mama, Staruszka, Józef K., Siostra, Poeta z guzem mózgu, artysta krzyczący na dachu, pięciu ludzi z chóru, i jakiś człowiek z widowni.

Wszyscy łapią się za ręce, kłaniają, na sali owacje na stojąco, zaczynają wychodzić. Strasznie się bohaterowi spieszy za kulisy. Wszyscy schodzą. Chwilę jest cisza.

GŁOS ŚWIĘTEGO MIKOŁAJA SPOD ŁÓŻKA: Już koniec?

Mikołaj wystawia głowę spod łóżka, po czym cały wyłazi. Rozgląda się, szuka kogoś, w końcu pyta.

ŚWIĘTY MIKOŁAJ: Skończyło się tak?

GŁOS Z SALI: Tak.

ŚWIĘTY MIKOŁAJ: To dobrze. Dobranoc państwu.

Idzie w kierunku kulis asdfasrtgerbkmlkmlklmn lnkmnkl

Msg smk a sdfbafdKm xcb cfewasafvga ad


dobry– 22 głosy
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
Maciej Dydo Fidomax
Maciej Dydo Fidomax 15 maja 2002, 13:29
hmm było bardzoo blisko gwiazdki.. poziom dowcipu dość wysoko.. szczególnie smok niepewny jak wrócić do Pana był pocieszny i może stanowić dość dużą konkurencje dla Marcelego:P. Ogólnie jednak jest trochę dłużyzn, które przy niektórych pomysłach genialnych, aż bolą.. Rooger.. ja poproszę jeszcze jeden taki tekst.. tym razem z samymi dobrymi dowcipami i by nie tracił, ani na chwile "wykopu" :P, a będzie gwiazdka jak nic..
YorQa 16 maja 2002, 11:47
Rogeer bardzo mi sie podoba - zwłaszcza dobranie bohaterów do sytuacji :)
A najbardziej mi sie podobał Sw.Mikołaj ...
no i to tyle "Dobranoc państwu" .
Agnes 20 maja 2002, 20:37
Też mi sie podobało...Co by tu napisać? absurdy górą!
kuba mini i pan kostka
kuba mini i pan kostka 9 grudnia 2006, 10:42
mikołaju mikołaju co mi dasz??
688 wyświetleń
przysłano: 15 maja 2002

RogeeR

36
3 teksty 2 komentarze
No comment

Inne teksty autora

Cezara już nie ma

RogeeR, wiersz

Brama

RogeeR, opowiadanie

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło