Oldze - Mart (inny tekst)

mart

Leży u nas na cmentarzu. Zapalam świeczkę kilka razy: 1 listopada, w jej urodziny, datę śmierci, oraz z okazji urodzin i śmierci Kurta Cobaina. Na cmentarzu nigdy nie spotkałem Bastka, o ile jeszcze żyje, to ten ćpun pije gdzieś pod jakimś mostem. [wybór - sat., czyżby znów jesień, nostalgia i wciąż moda na grunge-smierć? w każdym razie wspomnienia zabijają dystans i ciężko z nich robić DOBRĄ literaturę]
Ten tekst z pewnością nie będzie obiektywny, ale to wynika z mojej natury.

Działo się to pięć lat temu. Czternastoletnia Olga była zagubiona. Świat był taki zły i było tyle wojen, którym nie potrafiła zapobiec. Kłótnie z rodzicami i bratem doprowadzały ją do szału,

Nie miała chłopaka, który by ją pocieszył, ba, nie miała nawet przyjaciółki. Otaczali ją ludzie, którzy zawsze robili coś rozpatrując korzyści, które z tego wynikną. Chciała być poza tym, czasem była wredna, chamska, robiła wszystko na złość innym. Jej idolem był znajomy punk, chciała być taka jak on: zimna, wolna od komercji, niezależna. Uciekała, grała na gitarze, słuchała Kultu. Kazik mówił prawdę!!! Była nieobecna.

Kasety z Nirvaną zobaczyła u kumpeli. Wiedziała tyle: wokalista nie żyje, miliony dziewczyn kochają ten zespół. Komercja? Komercja! Jak biodra Ricky Martina i plastikowe cycki Britney. Usłyszała Lithium i oszalała.

Kupiła Neverminda, potem Bleacha, Unplugged in New York, From the Muddy Banks of Wiskah, In Utero, cudem zdobyła Incestide. Głos Kurta doprowadzał ją do furii, krzyczała, płakała, chciala umrzeć. I hate myself and I want to die... Innym razem była szczęśliwa, Kurt ją uspokajał, łagodził. Kim był dla niej??? Mówiła, że prorokiem. Prorok??? Zaraz narzuca się tekst Nie płacz Ewka: Hej prorocy moi z gniewnych lat, obrastacie w tłuszcz! Już w was swoje szpony dopadł szmal, zdrada płynie z ust... Kurta szmal dopadł. On się nie dał, więc musiał umrzeć.

Słuchaliśmy razem. Bez zbędnych słów. Było pięknie i cisza. Martwa cisza...

Courtney. Olga nienawidziła tej idiotki, kretynki, ona zniszczyła Kurta. Olga często mówiła: ,,To ona zabiła Kurta, jeśli nie dosłownie, to go wymęczyła. Jeśli ja miałabym żyć z takim kimś, wolałabym umrzeć”. Zadziwiające było dla mnie to, że ona, na pozór kochająca wszystkich potrafiła tak bardzo znienawidzić jedną osobę.

Zaczęła brać. Nie wiem kiedy dokładnie, ale wiążę to z pojawieniem się w jej życiu Bastka. Bastek kochał Nirvanę. Na koszulce miał wypisane ,,Żyj szybko, kochaj mocno, umieraj młodo”. Nie lubiłem gościa, a Olga go kochała. Klęłem na to, że z wzajemnością. Brali razem, zaczęli od gandzi, potem był hasz, kompot, kompot, kompot.

Kiedyś byłem za legalizacją marihuany, ale patrząc jak twoja ukochana kobieta, kobieta twojego życia umiera żyjąc, masz dwa wyjścia: zacząć ćpać lub poddać się i patrzeć na jej powolną śmierć.

Ja też słuchałem Nirvany, ale trudno słuchać martwej muzyki... Grunge is dead... Zaczęłem słuchać Pearl Jamu. Olga siedziała u mnie w pokoju. Rozmawialiśmy o przyszłości. ,,Wiesz, co jest moim największym problemem?”. Zamyśliłem się: narkotyki, alkohol, rodzice, szkoła? Nie wiedziałem. ,,To, że do kurwy nędzy nie umiem śpiewać”. Kochałem, gdy używała tego przekleństwa. Robiła to w tak rozczulający sposób. Śmiała się jak głupia. Umiała śpiewać. Miała taki śliczny niski alt. Ciepły i przejmujący. Ale wszyscy mówili, że nie umie. A ona przez to płakała i płakała. Marzyła o karierze piosenkarki rockowej. Dostała gitarę elektryczną. Powstał zespół ,,Konsternacja” z tym idiotą Bastkiem na wokalu.

Kiedyś zebrałem się na odwagę. Chciałem jej powiedzieć, że ją kocham, że jest ideałem. Ona... Popatrzyła się na mnie ze zdziwieniem i niedowierzaniem. Uśmiechnęła się gorzko, tak gorzko jak tylko można się uśmiechnąć. ,,Wiesz, myślałam, że jesteś mądrzejszy. Jesteś zbyt wspaniały, żeby kochać taką głupią dziwkę jak ja”. Już nie bawiło mnie to, że była pijana. Dostrzegłem w jej oczach zło. I pogardę dla mnie. Wyszedłem. Było cholernie zimno.

Więcej jej już nie zobaczyłem. Odpłynęła. Połknęła dużo tabletek. Jak w Autobiografii ,,Odkręciła gaz, nie zapukał nikt na czas, znów jak pies byłem sam”.

Leży u nas na cmentarzu. Zapalam świeczkę kilka razy: 1 listopada, w jej urodziny, datę śmierci, oraz z okazji urodzin i śmierci Kurta Cobaina. Na cmentarzu nigdy nie spotkałem Bastka, o ile jeszcze żyje, to ten ćpun pije gdzieś pod jakimś mostem.

To już 4 lata (9 grudnia) jak Olgi nie ma. Ryczeć mi się chce. Wiesz czemu do kurwy nędzy piszę te smęty??? Żeby jakaś inna laska zanim się zabije pomyślała, że może ktoś ją kocha. Nie chcę, żeby Bóg był, bo wtedy na pewno potępiałby Olgę. Moją – nie moją Olgę.

Wyszła mi historyjka jak z telenoweli albo ,,Pamiętnika narkomanki 2003”. Mam teraz inną laskę, zdałem na psychologię, nie słucham już grunge’u , od trzech lat nawet nie zapaliłem, to niepotrzebne.

Maciek


niczego sobie 17 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
ironya
ironya 5 sierpnia 2007, 20:30
płakać się chce
416 wyświetleń
przysłano: 1 września 2000

mart

40
1 tekst


Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło