Piosenka o mojej śmierci (inny tekst)

sadness

Starałam się podejść do mojego największego marzenia z dystansem
Umieram... Myślałam o tym wiele razy, miała być patetyczna, piękna grunge śmierć, a tu...

Moje ciało umiera, jak ciało Weroniki z książki Coehlo. Zżera je chorobą. Umieranie wcale nie jest przyjemne. Zostało mi kilka dni, w czasie których zabronię sobie zrozumieć, że jednak kochałam świat i siebie.

Zamykają mi się oczy. Nie! Nie chcę umrzeć we śnie, to za proste, chcę świadomie spotkać śmierć... Za oknem jeszcze świeci słońce, a ja jestem wyjątkowo senna...

Jakiś ptak na balkonie, chmurki, słoneczko, ludzie na ulicy, o Boże!!! Ja jednak nie chcę umierać!!! Nie nienawidzę siebie, nie chcę umrzeć, mogę mieć nawet kilkadziesiąt lat i siedzieć w jakimś pieprzonym fotelu, nie chcę się spalić!!!

Więc jednak przeczę sobie??? Gdy powiedzieli mi, że za kilka dni umrę, ucieszyłam się. Wypisywałam w pamiętniku bzdury w stylu ,,Chcę iść do Kurta". A ja chcę żyć!!!

Tak bardzo się boję... Nie bałam się paląc hasz czy pieprząc się z chłopakiem, pijąc tanie wino i popełniając wszystkie grzechy świata na tylnym siedzeniu samochodu, a boję się teraz... Bo za chwilę odpowiem za swoje czyny przed Bogiem. Niech mi sprowadzą księdza! Albo nie, Bóg chyba mówił, że trzeba w niego wierzyć zawsze, a nie w obliczu śmierci, a ja nigdy w niego nie wierzyłam... Przegrałam.

A jeśli Boga nie ma? Nic już nie ma? Rozpłynę się, nirwana, wygaśnięcie, zero, null, nic??? To chyba jeszcze gorsze. Wolę, żeby coś jeszcze było, choćbym miała smażyć się w piekle...

Byłam mała i miałam zapalenie płuc. Mama płakała, a ja mówiłam: ,,Nie bój się, jak umrę to będę aniołkiem i codziennie ci będę przynosić gwiazdkę z nieba". Teraz na pewno umrę, z tą różnicą, że nie będę aniołkiem.

Wszystko mnie boli. Pielęgniarka wchodzi i robi mi zastrzyk z morfiny. Nie czuję, nie myślę, zasypiam... Nie!

Nie mogę zasnąć, ale powieki opadają. Koniec.

Budzę się znowu w tym samym pokoju. Więc nie umarłam?

Cholera, kolejny dzień bezsensownych zmagań ze sobą, znowu lęk... I morfina.

I ta nieodwołalność, wiem, że umrę. Jak nie dzisiaj to jutro, albo za dwa dni.

Cholera, czemu nie zdechłam we śnie???


dobry 12 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować i oceniać teksty
Zaloguj się Nie masz konta?   Zarejestruj się
Marta
Marta 11 maja 2007, 15:29
ładny tekst mi sie podoba brawo dlatej osoby ktura to napisala:****
371 wyświetleń
przysłano: 4 września 2000

sadness

34
1 artykuł 1 tekst
Jestem odrealniona, trochę zamknięta w sobie. Lubię rock, gram na gitarce elektrycznej... Wierzę w Boga, ale nie lubię Kościoła, choć nam chodzę.


Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Zgłoś obraźliwą treść

Uzasadnij swoje zgłoszenie.

wpisz wiadomość


lub tradycyjnie
login lub email
hasło